Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Parametryczne szaleństwo na uczelniach

Parametryczne szaleństwo na uczelniach
16 września 2019
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Najbardziej szkoda mi młodszych kolegów, którzy są na początku kariery i aby jej nie zwichnąć, muszą mieć wenę non stop i muszą produkować, i to tam, gdzie dają dużo punktów

Dosyć konsekwentnie unikałem odniesienia się do sytuacji polskich uczelni. Zarówno w dyskusji przed uchwaleniem ustawy z 20 lipca 2018 r. o szkolnictwie wyższym i nauce, jak i po jej wejściu w życie. Powodów miałem bez liku, nie chcę się do nich odnosić, bo to już przeszłość. Ale przecież cała legislatura okołouczelniana jest ogromnie ważna, gdyż wpływa na kilkaset tysięcy osób zatrudnionych, a jeszcze więcej, gdy dodamy do tego rodziny. Dotyczy też przyszłości polskiego społeczeństwa. Nie chciałbym się powtarzać, ale nazwanie ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce konstytucją dla nauki to normalne brednie. Nie tylko w jej kontrowersyjnym kształcie. Natomiast w związku z „wchodzeniem” w życie ustawy, co jest zaplanowane (i słusznie) na pewien okres, warto się odnieść do niektórych kwestii przez nią regulowanych. Liczba zagrożeń związanych z ustawą jest naprawdę duża. Na przykład amerykański pomysł rad uczelni.

Już dziś widać, że powołując nowy organ, jakim jest rada uczelni, nie wzięto pod uwagę mogących się pojawić braków personalnych w obsadzie tych organów. Analizując skład tych gremiów, można niektórym uczelniom po prostu współczuć. Prezes lokalnej spółdzielni na czele rady uczelni zatrudniającej kilka tysięcy, a kształcącej ok. 30 tys. osób? Cóż, każdy ma to, na co zasłużył.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.