Przemoc w szkole. Dyrektorzy uczą się, jak reagować
Ponad 240 dyrektorów krakowskich szkół uczestniczyło kilka dni temu w szkoleniu prowadzonym przez byłego żołnierza GROM-u. Chcieli poznać zasady postępowania w sytuacji zagrożenia. I choć spotkanie było zaplanowane wcześniej, to tak masowy udział spowodowały z pewnością wydarzenia ostatnich tygodni – zabójstwo ucznia w warszawskiej podstawówce i strzelanina w Brześciu Kujawskim. A po nich dyskusja – czy polska szkoła jest bezpieczna i czy nauczyciele, pracownicy placówek oświatowych, a także dzieci potrafią się bronić. Większość nie wie, co robić. A zasady są proste. Najważniejsze z nich to stanowczość i szybkość reakcji – zarówno w trakcie zdarzenia, jak i po nim, gdy trzeba wyciągać konsekwencje wobec tego, kto naraził innych na niebezpieczeństwo. Dlatego szkolić trzeba się nieustannie i korzystać z tego, co oferują organy prowadzące placówki oświatowe, służby porządkowe czy organizacje pozarządowe. Zwłaszcza że przepisy są dość ogólne i poza wskazaniem, kto za co odpowiada, nie dają wskazówek, jak przeciwdziałać niebezpieczeństwu. W szkołach powinny być procedury na wypadek niebezpieczeństwa, kontrola wejść i wyjść, stała współpraca z policją w przypadku uczniów zagrożonych demoralizacją, surowe kary dyscyplinarne za spowodowanie zagrożenia. Ale nie tylko to. Lepiej działać, zanim coś złego się wydarzy. Potrzebna jest zwykła, codzienna uwaga i praca wychowawcza, bo w szkole liczy się nie tylko nauka. © ℗ D1–4
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.