Umowy bezterminowe dla nauczycieli: propozycja MEN gorsza niż to, co gwarantuje kodeks pracy
Ministerstwo Edukacji Narodowej postanowiło uporządkować umowy terminowe w oświacie. Ale zamiast sięgnąć po sprawdzone rozwiązanie z kodeksu pracy, stworzyło własne, stawiające nauczycieli w innej, może nawet gorszej sytuacji niż osoby zatrudniane na podstawie kodeksu pracy.
Przede wszystkim by umowa terminowa nauczyciela przekształciła się na taką na czas nieokreślony, będzie on musiał przepracować w jednej szkole 36 miesięcy, z tym że okres między umowami terminowymi może wynosić do trzech miesięcy. – Aby zatem uzyskać umowę na czas nieokreślony, w rzeczywistości nauczyciel może być zmuszony przepracować aż cztery lata – komentują eksperci.
Dla porównania: osoby zatrudnione na podstawie kodeksu pracy (chociażby woźne w szkole), aby przejść na umowę bezterminową muszą nieprzerwanie przepracować u jednego pracodawcy na umowach czasowych tylko 33 miesiące, a zarazem ich łączna liczba nie może być większa niż trzy. Propozycja nowelizacji Karty nauczyciela o limicie umów w ogóle nie wspomina. A jego brak w połączeniu z przekroczeniem trzymiesięcznej przerwy w zatrudnieniu, która będzie oznaczała liczenie czasu zatrudnienia w danej szkole od nowa, może być zdaniem ekspertów polem do nadużyć. – Brak limitu umów skutkuje słabszą ochroną nauczycieli przed nadużywaniem umów terminowych – zwraca uwagę dr Magdalena Zwolińska, partner NGL Wiater. Wtóruje jej dr Marcin Wujczyk, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy sp.k. Ostrzega, że samorządy, by uzyskać trzymiesięczną przerwę, mogą zatrudniać kilku nauczycieli na zmianę. Są jednak i tacy, którzy uważają, że limit liczby umów dla nauczycieli w ogóle nie ma znaczenia. ©℗ C2
UW
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu