Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Policja tłumaczy się z wkroczenia na teren uczelni

Do ochrony demonstracji w Warszawie ściagano siły z odległych części kraju
Do ochrony demonstracji w Warszawie ściagano siły z odległych części kraju
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Funkcjonariusze przekonują, że wkroczyli na uczelnie przypadkowo, goniąc demonstrantów. Zdaniem rektorów i prawników nie mieli do tego prawa

28 listopada podczas strajku kobiet policja wkroczyła na kampusy Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego, by spisać protestujących. – Funkcjonariusze byli na terenie uczelni i biegli za ludźmi, którzy przeskakiwali przez płot. Najpierw było ich kilku, potem grupa się rozrosła – mówi Karolina, uczestniczka wydarzeń. Inna rozmówczyni dodaje, że „spisano większość wziętych w kocioł i trzymano ich około godziny”.

Policja tłumaczy, że naruszyła autonomię uczelni… przez pomyłkę. – W tym przypadku mamy do czynienia z dynamicznymi działaniami policjantów. Gdy funkcjonariusze zostali poinformowani, że jest to teren uczelni, opuścili plac – mówi DGP nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji. Policjanci mogli nie zauważyć, że jest to teren uczelni. Jak mówi jeden z funkcjonariuszy, siły do ochrony demonstrancji bywają ściągane z całego kraju. – Gros ludzi nie zna Warszawy – mówi nasz rozmówca. Kiedy pada hasło, by przemieszczać się w kierunku któregoś z budynków, niektórzy sprawdzają drogę na Google Maps.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.