Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Zadyma na granicy

Podczas zamieszek rannych zostało 12 funkcjonariuszy polskich służb
Podczas zamieszek rannych zostało 12 funkcjonariuszy polskich służb
16 listopada 2021
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Mimo zaostrzenia sytuacji na granicy z Białorusią na razie nie poprosimy o konsultacje z NATO w trybie art. 4 traktatu waszyngtońskiego

Z jednej strony kamienie i granaty hukowe dostarczane przez białoruskie służby, a rzucane przez migrantów. Nawet proce, które znacznie przyspieszają lot kamieni, czy wyrwane znaki drogowe. Z drugiej - armatki wodne, gaz, szpaler funkcjonariuszy policyjnej prewencji chroniący się tarczami oraz co najmniej 12 funkcjonariuszy służb (policji, SG i żołnierzy), którzy wymagali opieki lekarskiej (jeden z policjantów miał podejrzenie pęknięcia kości czaszkowej).

Wczoraj sytuacja na przejściu granicznym w Kuźnicy przypominała obrazki, jakie można zobaczyć podczas zadym kiboli z policją na meczach piłkarskich. Migranci pod nadzorem służb białoruskich byli stroną agresywną i atakującą. Do sforsowania granicy nie doszło, a siły i środki zgromadzone po polskiej stronie wydają się na tyle duże, że o ile nie dojdzie do radykalnej zmiany taktyki - np. podrzucenia migrantom broni przez białoruskie służby - o tyle sytuacja nie powinna wymknąć się spod kontroli. Scenariusz, który się pojawia w sugestiach polskiego obozu rządzącego, czyli broń palna wręczona migrantom przez reżim Łukaszenki, wydaje się bardzo ryzykowny również z punktu widzenia białoruskich służb - nie wiadomo, na kogo migranci wyposażeni w broń zechcieliby skierować swój gniew. Bo wczoraj w mediach społecznościowych pojawił się m.in. filmik, na którym grupa migrantów negocjowała z białoruskimi mundurowymi wyposażonymi w pałki i tarcze swój powrót do Mińska. Być może jest to związane z tym, że irackie władze zapowiedziały możliwość powrotów chętnych do kraju. Od jutra z Mińska mają latać takie samoloty (więcej w tekście poniżej), a duża część ludzi zgromadzonych po białoruskiej stronie to iraccy Kurdowie. Trudno ocenić, jaki to będzie miało wpływ na sytuację na granicy i czy reżim Łukaszenki faktycznie się na to zgodzi. Ale na pewno jest to jakaś droga na zmniejszenie liczby ludzi koczujących po białoruskiej stronie granicy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.