Epidemiczny patrol na podsłuchu
Kto ma problem z sąsiadem, gdzie jest kwarantanna i kto chciał ją nielegalnie przerwać, gdzie doszło do przemocy domowej, awantury z toporem i nożem i którędy rządowa kolumna jechała na Jasną Górę. Policyjne radiostacje nadal łatwo podsłuchać skanerem za kilkaset złotych. Dowiedzieć się można sporo, bo funkcjonariusze przekazują sobie dane wrażliwe: personalia osób, które dzwonią z prośbą o interwencję, i tych, których ma dotyczyć, ich adresy, a nawet numery PESEL. Komunikacja nie jest szyfrowana. Wystarczy więc usiąść w fotelu, włączyć odbiornik i można słuchać policyjnej pracy niczym radia. Co na to Komenda Główna Policji? Przypomina, że za podsłuchiwanie grozi do dwóch lat więzienia albo grzywna w wysokości 1 tys. zł. Twierdzi też, że inwestuje w nowe systemy łączności, ale wciąż nie sięgają one Polski powiatowej i rozwijają się głównie w du żych miastach wojewódzkich. © ℗ A2
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.