Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Patrioty. Niemiecki test wiarygodności

23 listopada 2022
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

M ożemy w Polsce rozmieścić niemieckie wyrzutnie systemu Patriot – zadeklarowała w poniedziałek niemiecka minister obrony Christine Lambrecht w wywiadach opublikowanych w „Rheinische Post” i „General-Anzeiger”. Na takie dictum zadziwiająco szybko odpowiedział wicepremier i minister obrony Mariusz Błaszczak, który propozycję przyjął „z satysfakcją”. Jak wyjaśnia jeden z moich rozmówców, polska strona była o tym komunikacie uprzedzona i to nie jest tak, że resort obrony dowiedział się o tym z mediów. Dlatego już w poniedziałkowe popołudnie ministrowie rozmawiali telefonicznie, po czym Błaszczak zakomunikował, że „do ustalenia pozostaje wersja systemu, jak szybko do nas dotrą i jak długo będą stacjonować. Liczę na szybkie przedstawienie szczegółów przez stronę niemiecką”. W komunikacie zza Odry pojawił się też wątek tego, że Niemcy mogą do Polski przysłać samoloty Eurofighter, które mogą wspomóc obronę polskiego nieba. Jesteśmy więc w sytuacji, gdy po długich miesiącach niemieckiego hamletyzowania i pomagania Ukrainie na pół gwizdka, kilku mniej lub bardziej gorących sporach na linii Warszawa–Berlin, pojawiła się konkretna i, co ważne, sensowna propozycja pomocy wojskowej.

Dobrze się stało, że Polska strona „w imię zasad” i na użytek wewnętrznej walki politycznej nie powiedziała od razu „nie”. Są to zdolności wojskowe, które nam się przydadzą, mogą pomóc chronić terytorium RP przed „zabłąkanymi” pociskami, a szybkie i nieuzasadnione odtrącanie pomocy od sojusznika z Zachodu byłoby trudno wytłumaczalne, choćby na forum NATO. Warszawa powiedziała partnerom z Berlina „sprawdzam”. Teraz piłka jest po ich stronie.

Z niemieckiego punktu widzenia obszary problemowe są dwa. Pierwszy jest w sferze politycznej. Wcale nie jest oczywiste, że ta propozycja nie była obliczona właśnie na to, że Polacy szybko powiedzą „nie”, a Niemcy będą mogli mówić, że my chcieliśmy, ale… Z kolei, jeśli już ministrowie się faktycznie dogadali, to pytanie, ile czasu zajmie Niemcom wdrożenie tej decyzji politycznej. Bo jak pokazują doświadczenia z dostawami broni na Ukrainę, od deklaracji do realizacji często mijają długie miesiące, a efekt i tak nie jest taki, jak pierwotnie deklarowany. Najlepszym tego dowodem jest to, że np. niemiecki przemysł zbrojeniowy komunikował, że gotów jest wysyłać sprzęt od razu (choćby wozy bojowe Marder), a jednak odpowiednie zgody z rządu się nie pojawiały. Z kolei np. na Litwie nasi sojusznicy zza Odry zwiększają swoje zaangażowanie, ale tylko… deklaratywnie. Mimo zapowiedzi od kilku miesięcy żadnych konkretnych planów nie ma, o czym donosił ostatnio „Die Welt”. To Litwinów coraz bardziej denerwuje. Jeśliby także w przypadku Polski miało się skończyć na deklaracjach politycznych, to rząd PiS na pewno nie zmarnuje takiej sytuacji do strzelenia politycznego gola.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.