Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Marynarka się wynurza. Państwo podało tlen

31 stycznia 2024
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

D ziś zostanie położona stępka pod pierwszą z trzech fregat Miecznik, które mają zostać zbudowane w Stoczni Wojennej w Gdyni we współpracy z brytyjskim koncernem Babcock. Ich budowa będzie nas kosztować co najmniej 15 mld zł. A jak znam życie, nawet więcej – takie zakupy zawsze są droższe, niż się to na początku czy nawet już w trakcie budowy wydaje. Ale mimo to nie mylmy tego wydarzenia z kładzeniem stępki pod niesławny prom, który miał być budowany w Szczecinie, a która to stępka ostatecznie skończyła na złomie. Program Miecznik jest przygotowany, dosyć zaawansowany i, co najważniejsze, ma zapewnione finansowanie.

I choć okręty wejdą do służby dopiero w latach 2029–2031, to będzie to jakościowy skok w zdolnościach naszej Marynarki Wojennej. Dla porównania – obecnie w służbie mamy dwie amerykańskie fregaty, które mają po prawie 50 lat. Co bardzo istotne, te nowe fregaty będą miały duże zdolności do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, co w uproszczeniu oznacza, że będą mogły zapewnić parasol ochronny Trójmiastu czy też obiektom infrastruktury krytycznej położonym na wybrzeżu. Fakt, że okręty będą w pełni przydatne dopiero za pięć–siedem lat, nie jest niczym szczególnym. Takie procesy tyle trwają. Ale warto podkreślić, że decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości z ostatnich lat – o budowie tych fregat, zakupie dwóch okrętów rozpoznania elektronicznego Delfin od szwedzkiego Saaba czy kolejnych trzech niszczycieli min Kormoran – pozwolą naszej marynarce pod koniec dekady odbić się od dna. Niestety, ten rodzaj sił zbrojnych w XXI w. był ponadpartyjnie, przez wszystkie opcje polityczne radykalnie zaniedbywany, a PiS swoje podejście zmienił dopiero w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę. Pierwsze pięć–sześć lat swoich rządów prawica w tym obszarze zmarnowała.

By odbudowę MW uznać za zrównoważoną, powinniśmy się uzbroić nie tylko w okręty nawodne, lecz także w te podwodne. Obecnie jesteśmy w procesie utraty tego typu zdolności. Jedyny okręt podwodny Wojska Polskiego został zbudowany jeszcze w Związku Radzieckim i przez ostatnie lata więcej czasu spędził na naprawach w stoczni niż na wodzie, nie wspominając już o byciu… pod wodą. Z rozmów z przedstawicielami Agencji Uzbrojenia można wnioskować, że program Orka, czyli zakup okrętów podwodnych, powinien zostać rozstrzygnięty w przyszłym roku. Mowa o zakupie co najmniej trzech tego typu jednostek. Jednak warto pamiętać, że analizy w tym obszarze prowadzimy już przez kilkanaście lat i być może nawet wojna za naszą granicą tego impasu nie przełamie. To wynika m.in. z tego, że wśród polskich polityków różnych opcji marynarka jest traktowana po macoszemu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.