Rząd na półmetku - bilans reform. Modernizacja armii
DWA LATA RZĄDU DONALDA TUSKA
Ostatnio, gdy po wybuchu afery hazardowej z rządu odchodził Grzegorz Schetyna, Klicha miał zastąpić obecny szef MSZ Radosław Sikorski. Do tej zmiany jednak nie doszło. "Rekonstrukcja rządu nie objęła niestety ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, mimo że to właśnie on w pierwszym rzędzie powinien zostać zdymisjonowany. Dzisiaj bowiem z powodu postępującej w siłach zbrojnych erozji zaufania do MON mamy do czynienia z pełzającym buntem i mentalnym cofaniem się do czasów Układu Warszawskiego" - komentował na łamach Dziennika Gazety Prawnej kmdr por. rez. Artur Bilski.
Na włosku wisiała też rządowa kariera Klicha, gdy późną zimą tego roku rząd dramatycznie szukał oszczędności w ministerstwach. - Położyłem dymisję na stole - zdradził szef MON w Radiu Zet pytany o to, czy poda się do dymisji, gdy minister finansów zażąda od niego większych cięć w budżecie. Czy rzeczywiście minister obrony narodowej groził wtedy dymisją, nie wiadomo. Podobno jego wypowiedź miała na celu podbudowanie opinii o MON wśród wojskowych. Bo oto minister miał się postawić w ich obronie, choć resort i tak nie uniknął oszczędności. Klich zapewnił później, że przy ograniczaniu budżetu nie przekroczył "granicy bezpieczeństwa dla naszego wojska, przy zejściu poniżej której dochodzi do problemu z wypełnianiem jego podstawowych zadań".
Pozycja polityczna ministra Klicha niewątpliwie nie jest silna, jest pod stałym ostrzałem krytyki zarówno ze strony wojskowych, jak i mediów. W styczniu 2009 roku dziennikarze ujawnili, że Instytut Studiów Strategicznych, którym kieruje żona szefa MON, był sponsorowany przez firmy zbrojeniowe i spółki Skarbu Państwa. - Gdy negocjowaliśmy ze sponsorami, nikt nie wiedział, że będziemy mieć przyspieszone wybory, a co dopiero, że Bogdan Klich zostanie ministrem - tłumaczyła Anna Szymańska-Klich. Zapewniała, że odkąd Klich został ministrem, zawieszono współpracę z firmami zbrojeniowymi. Prasowe doniesienia miały być pretekstem dymisji Klicha. - O zarzutach wobec mnie dowiedziałem się z mediów. Nie było żadnej rozmowy z premierem na ten temat - mówił wtedy szef MON. - Premier Tusk ma prawo meblować swój gabinet, jak chce - oświadczył.
Ale prawdziwe trzęsienie ziemi wywołał późnym latem tego roku generał Waldemar Skrzypczak, który publicznie zaatakował ministra. To pierwszy tego typu przypadek od lat, by szefa MON krytykował tak wysoki rangą wojskowy. Skrzypczak najpierw w wywiadzie dla Dziennika, a później nad trumną tragicznie zmarłego w Afganistanie kapitana Daniela Ambrozińskiego zarzucił kierownictwu MON błędne decyzje w sprawie zakupu sprzędu dla polskiego kontyngentu. Tłumaczył, że wojskowi przegrywają z procedurami i urzędnikami. - My prosimy o broń, ale wszystko tonie w procedurach biurokratycznych. Decydują urzędnicy wojskowi, którzy front widzieli w filmie "Dziewiąta kompania" - tłumaczył były już dowódca Wojsk Lądowych.
Słowa Skrzypczaka postawiły na nogi wojskowych, kierownictwo MON, a także prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który niespodziewanie przerwał urlop i wezwał do siebie ministra Klicha oraz generała Skrzypczaka. Plotkowano wtedy, że minister zapłaci głową za tę sytuację. Skończyło się jednak na dymisji Skrzypczaka. - Rezygnacja z funkcji ministra jakiegokolwiek resortu jest oczywiście w rękach każdego z nas, ponieważ jesteśmy ludźmi wolnymi, ale zadanie, które się przyjęło do wykonania, winno być wykonane. Taka przynajmniej jest moja galicyjska, krakowska filozofia - tłumaczył szef MON pod koniec września w RMF FM.
Zadanie, jakie na siebie wziął minister Klich, jest bardzo ambitne: zbudowanie profesjonalnej, zawodowej 120-tysięcznej armii. - Może być 100, może być 110, może być 120 tysięcy; zakładamy, że ze względów finansowych, po to by proces modernizacji technicznej nie stanął, rozważamy możliwość zmniejszenia stanu liczebnego naszej armii - mówił minister.
Ostatnio Klich ujawnił, że przez najbliższe 8 lat chce wydać na wojsko 60 miliardów złotych. Połowa funduszy ma trafić na zakupy nowoczesnej broni. 30 miliardów pójdzie na nowe śmigłowce, uzbrojenie okrętów czy systemy ogłupiające rakiety przeciwnika. Do tego pieniądze trafią na symulatory szkoleniowe. Szef MON zapowiada, że jednym z ważniejszych kryteriów przy wyborze broni będzie możliwość jej produkcji w Polsce czy uruchomienie serwisu producenta w naszym kraju.
Czy pieniądze rzeczywiście będą? Ten rok nie zapowiadał się dobrze, bo zaczął się od ujawnienia informacji, że zaległości finansowe MON wynoszą 1,8 mld zł. Klich tłumaczył wtedy, że wszystkie zaległości zostaną szybko uregulowane, bo Ministerstwo Finansów przekazuje resortowi obrony ok. 500 mln zł na jedną dekadę każdego miesiąca, dlatego do końca pierwszej dekady lutego kontrahenci powinni otrzymać pieniądze. Klich zapewniał, że do tej pory nie było żadnych opóźnień w wypłatach uposażeń, wojskowych rent i emerytur.
Według Klicha kryzys finansowy spowodował, że zadania MON muszą się koncentrować na trzech obszarach: po pierwsze profesjonalizacja armi, po drugie zapewnienie bezpieczeństwa żołnierzy, którzy przebywają na misjach, a po trzecie ochrona polskiego przemysłu obronnego. Ma temu sprzyjać plan modernizacji technicznej armiii w latach 2009 - 2010. - Wojsko Polskie i zbrojeniówka jadą na tym samym wózku i nie mogą stać się ofiarą cięć budżetowych - zapewnia Klich.
Przyjęty program racjonalizacji sił zbrojnych ma zbyt wiele słabości. Wymienię choćby ten karkołomny termin - założenie, że w ciągu dwóch lat można przeprowadzić profesjonalizację sił zbrojnych. To zamiar na miarę rekordu świata. Na taki program potrzeba kilkakrotnie więcej czasu. Natychmiastowe zakończenie poboru do wojska, zanim przygotowało się strukturę organizacyjną armii zawodowej, jest po prostu błędem.
Drugą oznaką słabości tego programu jest obniżenie wymagań co do wykształcenia kadry oficerskiej. Dotychczas obowiązywał poziom magisterski, teraz obniżono go do poziomu licencjackiego. To stoi w sprzeczności z ideą tworzenia armii profesjonalnej, która jak wiadomo, powinna charakteryzować się przede wszystkim wysoką jakością.
Ale chyba najbardziej spektakularną porażką jest to, że nie udało się przyjąć wieloletniego programu rozwoju sił zbrojnych, jaki jest wymagany przez struktury NATO. Ponad rok temu powinniśmy mieć zatwierdzony przez Radę Ministrów program rozwoju sił zbrojnych na lata 2009 - 2018. Niestety tego programu nie ma i w związku z tym wypadliśmy z takiego cyklu planistycznego w ramach NATO. To najpoważniejsza wpadka MON.
Wśród spraw, które nie udały się ministerstwu, wspomniałbym jeszcze o obniżeniu procentowego nakładu na modernizację techniczną w budżecie MON do poziomu minimalnego, jaki jest dopuszczalny, czyli do 20 procent. Ponieważ jesteśmy w fazie swoistego pościgu technologicznego za sojusznikami z NATO, to powinniśmy wydzielać na ten cel co najmniej 1/4, a może i 1/3 budżetu MON, a nie zaledwie 1/5. To błędne pociągnięcie ministerstwa. Choć pewnym usprawiedliwieniem dla resortu może być fakt, że w środku kadencji doszło do kryzysu finansowego.
Samego ministra Klicha nie chcę oceniać. Generalnie uważam, że minister obrony narodowej powinien mieć silną pozycję w rządzie z dwóch powodów. Po pierwsze to bardzo istotna funkcja politycznie ze względu na to, że na arenie międzynarodowej jedynym tak naprawdę ważnym instrumentem, jakim Polska może dysponować, jest wojsko i udział w operacjach międzynarodowych. A po drugie ta pozycja powinna być mocna ze względu na to, że szef MON zarządza największą częścią budżetu państwa. Tymczasem wydaje się, że ta pozycja polityczna ministra Klicha nie była zbyt silna i być może to warunkuje, że nie udało mu się zrealizować obietnic, jakie były zapisane w programie wyborczym PO. Mam na myśli zapowiedzi dotyczące skokowego unowocześnienia sił zbrojnych.
@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.0014.001.jpg@RY2@
Stanisław Koziej, były wiceszef MON
Piotr Bernaś
Ministra obrony narodowej obciąża przede wszystkim przyjęcie nierealnego politycznego programu, jakim było założenie, że uda się przeprowadzić profesjonalizację armii w ciągu dwóch lat. Brak poboru, który pewnie cieszy młodych ludzi, stał się początkiem gigantycznych problemów sił zbrojnych. Stało się tak dlatego, że profesjonalizacji nie towarzyszy oczekiwany poziom nakładów finansowych. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z zapaścią finansową, która uniemożliwia realizowanie programu profesjonalizacji. Nie ma środków nie tylko na przyjęcie szeregowych zawodowych. Nie ma też pieniędzy na przyjmowanie studentów do szkół wojskowych. Ale najważniejsze jest to, że nie ma środków na szkolenia. Są one ograniczane głównie do szkolenia żołnierzy przygotowywanych do kolejnej misji w Afganistanie.
Można powiedzieć, że w obszarze, jakim zajmuje się Ministerstwo Obrony Narodowej, tylko dwie obietnice wyborcze PO zostały zrealizowane - wycofane zostały wojska z Iraku oraz nie ma poboru wojskowego. Cała reszta jest w stanie opłakanym. Wojskowi mówią dziś o sobie, że są komisją likwidacyjną polskiej armii. Nastroje są absolutnie fatalne.
Niezrozumiałe jest niewłączenie Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego do sił zbrojnych, co byłoby niezbędnym warunkiem rozpoczęcia odbudowy zniszczonych służb specjalnych. Błędem było też zrezygnowanie z naszej obecności w misjach ONZ w Libanie i na Wzgórzach Golan, które pokazywałyby nasze zaangażowanie w działania pokojowe organizacji narodowej, a nie obciążałyby w jakiś istotny sposób budżetu MON (większość wydatków pokrywa ONZ). Na to wszystko nakłada się jeszcze brak zaufania wojskowych do tych, którzy sprawują cywilną i demokratyczną kontrolę nad siłami zbrojnymi.
Ale ciągle naszym największym kapitałem pozostają żołnierze i oficerowie, zahartowani w niezwykle trudnych misjach irackiej i afgańskiej. Tych żołnierzy i oficerów rządzący nie powinni zawieść.
Ministra Klicha obciąża głównie przyjęcie politycznej dyrektywy o profesjonalizacji armii do 2010 roku. Było to zaakceptowanie nierealnej koncepcji. A to powoduje, że mamy do czynienia z osłabieniem możliwości wojskowych polskich sił zbrojnych. To najpoważniejszy błąd. Później na tę sytuację nałożyły się kryzys i słaba pozycja polityczna Klicha. Dyplomatycznie powiem, że potraktowano go bardzo źle w procesie cięć budżetowych, które miały bardzo chaotyczny charakter.
@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.0014.002.jpg@RY2@
Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Sejmu, były szef MON
Igor Moyre
agnieszka.sopinska@infor.pl
były wiceszef MON
wicemarszałek Sejmu, były szef MON
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu