CBA nie pęka - mówi Kamiński. Dziś o jego losie zadecyduje Tusk
Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński usłyszał zarzuty nadużycia uprawnień oraz kierowania niezgodnymi z prawem działaniami operacyjnymi CBA w sprawie afery gruntowej.
Czy będzie musiał z ich powodu odejść? - Przyszłość szefa CBA jest nieznana - mówi rzecznik rządu Paweł Graś. Swoją decyzję premier przedstawi dzisiaj.
Wchodząc rano do budynku rzeszowskiej prokuratury, Mariusz Kamiński nie wyglądał na człowieka, który jest podejrzany o ciężkie przestępstwo urzędnicze. - CBA nie pęka - rzucił z uśmiechem.
Przesłuchanie trwało ponad półtorej godziny. Kamiński nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Ale humoru mu to nie pogorszyło. Wychodząc z budynku prokuratury, uniósł w stronę dziennikarzy dwa palce w słynnym geście "V". Potem tłumaczył, że pocieszyła go informacja o oświadczeniu dwóch jego zastępców. Ernest Bejda i Maciej Wąsik napisali w nim, że oni także powinni usłyszeć zarzuty. "Gotowi jesteśmy ponieść solidarnie odpowiedzialność za działania funkcjonariuszy CBA w związku z tzw. aferą gruntową" - oświadczyli, tłumacząc, że podejmowane przez Biuro czynności odbywały się również za ich wiedzą, zgodą i pod ich kierownictwem.
Ale zdaniem Kamińskiego na ławie mogliby także zasiąść wraz z nim sędziowie, którzy kilka tygodni temu skazali za udział w aferze gruntowej Piotra R. i Andrzeja K. Uzasadniając wyrok, podkreślali przecież, że CBA rozpoczęło operację specjalną, mając uzasadnione przypuszczenie popełnienia przestępstwa. Prokuratura, stawiając wczoraj zarzuty Kamińskiemu, zaprezentowała pogląd dokładnie odwrotny.
Po południu Kamiński zorganizował w rzeszowskim domu kultury konferencję prasową. - Zarzuty przedstawiono mi bezprawnie. Są one banalne. Jestem zszokowany, przed sądem z łatwością udowodnię swoją niewinność, a prokuratura się ośmieszy - mówił. Po czym szybko przeszedł do politycznej ofensywy. Podkreślił, że nie ma wątpliwości, iż postawienie mu zarzutów w Rzeszowie ma związek z poinformowaniem premiera o aferze hazardowej, na trop której wpadło jego biuro, i zaangażowaniu w nią wysokich rangą polityków PO.
Powtórzył swoją teorię o przecieku z kancelarii premiera, niemal wskazując, że jego sprawcą był sam szef rządu. Bo Kamiński oszczędzał podczas konferencji tych, którzy ponieśli już polityczne konsekwencje afery hazardowej, czyli Chlebowskiego i Drzewieckiego. Oskarżał głównie premiera, szefa MSWiA Grzegorza Schetynę i ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę.
Stwierdził, że informował Tuska o tym, iż Schetyna kontaktował się z Sobiesiakiem. Odniósł się też do słów ministra Czumy sprzed kilku dni. Mówił on wówczas, że kilka tygodni wcześniej Kamiński żądał aresztowania Jolanty Kwaśniewskiej. - Jestem zszokowany - mówił Kamiński i ujawnił, że Czuma osobiście dał zgodę na rozpracowywanie byłej pierwszej damy. Zarzucił też ministrowi ujawnienie tajemnicy śledztwa i zaryzykowanie prowadzonego przez katowicką prokuraturę postępowania. Jak twierdzi - z sukcesami.
Kamiński wielokrotnie też dawał do zrozumienia, że premier mija się z prawdą, opisując szczegóły ich spotkań. Nie zgadza się z nim minister Cichocki. - Relacje ministra Kamińskiego uważam w dużej mierze za nieprawdziwe - ocenił na wieczornej konferencji prasowej. Premier nie pojawił się na niej i spotka się z dziennikarzami dopiero dzisiaj. Pewne jest, że Kamiński nie zostanie zawieszony. Wniosek w tej sprawie mogła wystosować rzeszowska prokuratura. Nie zrobiła tego.
Kamiński na pewno nie straci też jutro stanowiska. Bo droga do usunięcia szefa CBA jest długa. Najpierw premier musi zasięgnąć opinii prezydenta, sejmowej komisji ds. służb specjalnych oraz kolegium ds. służb. Jednak ustawa nie precyzuje, w jakim terminie te organy muszą przedstawić swoje stanowisko. - Jak pojawi się taki wniosek, prezydent wyrazi swoją opinię - lakonicznie mówi minister Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta. Z ustawy o CBA nie wynika jednak nie tylko to, czy premier musi liczyć się z opinią prezydenta, ale nawet, czy musi na nią czekać z ewentualną dymisją Kamińskiego.
Kiedy można odwołać szefa CBA
następuje w przypadku jego rezygnacji, niewykonywania obowiązków z powodu choroby trwającej nieprzerwanie przez okres dłuższy niż 3 miesiące, a także w razie utraty pełni praw publicznych, skazania za przestępstwo popełnione umyślnie ścigane z oskarżenia publicznego lub skazania za przestępstwo skarbowe. Szefem CBA nie może być osoba, której postawa moralna, obywatelska i patriotyczna budzi wątpliwości. Powołuje i odwołuje go premier po zasięgnięciu opinii prezydenta, Kolegium do spraw Służb Specjalnych i sejmowej komisji ds. służb specjalnych.
Utrata zaufania do szefa CBA nie wystarczy, żeby pozbawić go stanowiska. - Ustawodawca zagwarantował szefowi CBA pozycję, która umożliwia mu zwalczanie korupcji także w szeregach ugrupowania rządzącego. Zaufanie jest pojęciem bardzo subiektywnym, dlatego do odwołania konieczne jest spełnienie konkretnych przesłanek. Taka regulacja ma na celu wyłączenie arbitralności i politycznej dyskrecjonalności - mówi dr Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego.
agb
@RY1@i02/2009/196/i02.2009.196.000.004a.001.jpg@RY2@
Szef CBA Mariusz Kamiński wychodzi z przesłuchania prokuratury w Rzeszowie
Darek Delmanowicz/PAP
Mikołaj Wójcik
mikolaj.wojcik@infor.pl
Maciej Duda
maciej.duda@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu