Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Jak wykorzystać Polaków z doświadczeniem z wojny na Ukrainie?

8 października 2025
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Z alegalizowanie statusu Polaków, którzy od 2022 r. walczyli lub walczą po stronie Ukrainy, to w czwartym roku wojny ogromny sukces państwa. Mniej więcej taki sam jak zestrzelenie trzech z ponad 20 dronów, którymi Rosjanie naruszyli naszą przestrzeń powietrzną. Trudno zrozumieć, dlaczego – mimo wielokrotnie składanych obietnic – ani kolejne rządy, ani Sejm nie były w stanie przełamać bezwładu w tej sprawie. Jedyne, na co było stać państwo, to ustanowienie domniemanej amnestii dla walczących po stronie Ukrainy. Podczas nieformalnego spotkania z dziennikarzami późną wiosną 2022 roku ówczesny prezydent Andrzej Duda jasno dawał do zrozumienia, że o karaniu ich nie może być mowy. W piku miłości polsko-ukraińskiej zastanawiano się nawet, jak „zgodnie z prawem” przymknąć oko na wyjazdy tych, którzy mieli własne zasoby – czyli broń i amunicję. Później temat zaczął umierać śmiercią naturalną. Relacje z Kijowem zaczęły się psuć. Zostali jednak ludzie, którzy w większości mają poczucie rozczarowania. Braku zainteresowania ze strony państwa polskiego. Swego rodzaju porzucenia. Kilku znam osobiście. Jeden z Polaków jest doświadczonym operatorem dronów FPV. Czy szerzej – dronów. Walczył pod Czasiw Jarem. W czasie realizacji jednego z zadań stracił nogę. Po latach traktowania jako element zbędny nabrał niechęci do pomysłu powrotu do Polski. Jeśli przeżyje, chce kupić ziemię i zbudować się gdzieś na zachodniej Ukrainie. Kolejny z żołnierzy zapłacił cenę osobistą. Jego małżeństwo rozpadło się. Na jednej z jego kwater – zaimprowizowanej w przejętym domu separatysty – jedliśmy szaszłyki. Miał urlop. Zmieniał brygadę. Nie miał w planach powrotu do Polski. Nie czuł się w niej potrzebny. Przykłady można mnożyć. Najpierw był entuzjazm i zapał do walki o wielką sprawę. Później proza życia. Brud okopów. Doświadczenia korupcyjne z ukraińskim wojskiem. Rosnąca niechęć w Polsce do ich służby na rzecz Ukrainy. Kłopoty zdrowotne i dramaty rodzinne.

Tymczasem wszyscy z nich to potencjalnie ogromny zasób państwa. Każdy Polak walczący na Ukrainie – realnie w okopach, przy szturmach czy na dronach, a nie prowadzący sklep internetowy z ukradzioną pomocą (bo i takie przypadki się zdarzały) – to nośnik wiedzy o wojnie. Realnych danych, które są do wykorzystania w polskich koszarach i na polskich poligonach. Można poznawać wojnę z nagrań w internecie, ale można też czerpać wiedzę o niej z pierwszej ręki. Być szkolonym przez praktyków, a nie barowych analityków. Ustawa legalizująca status walczących po stronie Ukrainy to ledwie pierwszy krok na drodze do wykorzystania deficytowego dobra, jakim są ci ludzie. Niezależnie od poglądów politycznych, sympatii czy antypatii do Ukrainy, na wojnie kluczowe są wiedza i informacje. Polacy, którzy wzięli udział w obronie Ukrainy, je mają. ©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.