Rosomak dla zmylenia przeciwnika
Nadmuchiwane gumowe rosomaki to nowa propozycja krajowego przemysłu zbrojeniowego.
Na razie nie wiadomo, czy wojsko będzie zainteresowane gumowymi pojazdami, ale prace nad projektem trwają. Atrapy mają mylić przeciwnika na polu walki.
Nadmuchiwany Rosomak wielkością i kształtem prawie nie różni się od oryginału. Ma lusterka, światła odblaskowe, a na wieży imitacje armaty i wyrzutni granatów; są też osłony śrub napędzających wóz w wodzie. Wóz waży 250 kilogramów, bez problemu przenieść może go więc ośmiu żołnierzy.
- Wojsko od zawsze robi dwie rzeczy - z jednej strony się zbroi, z drugiej pozoruje działania. Żeby pozorować, potrzebne są makiety - mówi Piotr Ostaszewski, prezes Lubawy, spadkobierczyni grudziądzkiego Stomilu, która opracowała nadmuchiwanego Rosomaka wspólnie z Wojskowym Instytutem Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu i firmą Miranda specjalizującą się na co dzień w wyrobach maskujących.
- W latach 80. był plan utworzenia batalionu pancernego z makiet - 58 czołgów, do tego wozy zabezpieczenia. Skończyło się na produkcji kilku makiet czołgów T-72 i bojowego wozu piechoty BWP-1. Ostatnią badaną przez wojsko była makieta ciężarówki Star 266 - mówi Janusz Walczak, rzecznik Lubawy. Dodaje, że prezentowany produkt spełnia normę obronną na makietę pneumatyczną określającą, z jakiej odległości makieta ma być dla obserwatora nie do odróżnienia od prawdziwego wozu.
Najsłynniejszą udaną próbą zmylenia przeciwnika była budowa makiety amerykańskiej bazy przed inwazją na Normandię w 1944 r. Także Brytyjczycy, Rosjanie i Niemcy często stosowali makiety z drewna.
jo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu