Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Chcieli wyłudzić przedwojenne mienie spółki Giesche

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Funkcjonariusze ABW zatrzymali cztery osoby związane z przedwojenną spółką Giesche SA, która żąda zwrotu dużej części Katowic. Biznesmeni usłyszą zarzuty oszustwa, grozi im do 10 lat więzienia.

Wśród nich jest znany trójmiejski biznesmen i prawnik Marek N. - Zatrzymywaliśmy ich we wtorek wieczorem, w domach, miejscach pracy i na ulicy. W nocy przewieźliśmy do Tarnobrzega, gdzie wczoraj od rana składają wyjaśnienia - mówi DGP wysoki rangą oficer ABW. Wszyscy zatrzymani są członkami władz spółki Giesche SA, którą powołali do życia jako prawnego następcę przedwojennej śląskiej korporacji o tej samej nazwie. Jak informowaliśmy przed dwoma tygodniami, biznesmeni zrobili to na podstawie przedwojennych akcji. Dotarliśmy do kolekcjonera, który właśnie Markowi N. sprzedał te papiery. - Miały wartość jedynie historyczną. Nie jestem spadkobiercą właścicieli przedwojennego Giesche - oświadczył nam Ryszard Kowalczuk.

Po zarejestrowaniu spółki jej nowi udziałowcy zwrócili się do sądów o zwrot kilku nieruchomości, a w Ministerstwie Gospodarki domaga- li się unieważnienia decyzji nacjonalizacyjnych majątku Giesche. - Spółka była właścicielem 30 proc. Katowic, kopalń, hut, całych osiedli mieszkalnych jak Giszowiec. Zwrot tego majątku miałby kolosalne i katastrofalne skutki społeczne - mówi urzędnik katowickiego magistratu.

Po doniesieniu prezydenta Katowic Piotra Uszoka sprawę zaczęła badać ABW. Okazało się, że podobnie reaktywowanych spółek jest już w Polsce około stu. Wszystkie zostały zarejestrowane w sądzie na podstawie przedwojennych akcji. Dziś ten proceder badają służby specjalne, a także MSWiA i resort gospodarki. Efektem są rządowe propozycje zmian w ustawie o Krajowym Rejestrze Sądowym. Wyposażą one sędziego w realne możliwości sprawdzenia, czy okaziciel akcji ma rzeczywiste prawa do spółki, czy po prostu kupił je na bazarze. - W przypadku Giesche oznaczałoby to, że Marek N. miałby prawa do spółki, gdyby je kupił m.in. od byłego prezydenta USA Georgea W. Busha. Ponieważ to jego rodzina przed wojną miała w niej udziały - mówi nasz rozmówca.

Jak się dowiedzieliśmy, służby wraz z tarnobrzeskimi prokuratorami odtworzyli łańcuszek, po którym krążyły akcje. W 1965 roku trafiły one do archiwów Ministerstwa Finansów wprost z amerykańskiego Departamentu Skarbu. Stało się to na mocy układu, w którym Polska zobowiązała się zapłacić ponad 40 mln dol. za znacjonalizowany majątek obywateli USA. - Powinny zostać zniszczone lub ostemplowane jako pozbawione realnej wartości. Przez lata nikt się tym nie przejmował i wynoszono je z archiwów. Panował u nas chaos. Trafiały w ręce kolekcjonerów, bo to papiery nieprzeciętnej urody, niemal dzieła sztuki - mówi nam urzędnik resortu finansów.

Ale po upadku PRL papiery zaczęły żyć swoim życiem. Biznesmeni zorientowali się, że za ich pomocą można zyskać gigantyczny majątek. - Nikt nie wie, ile wynoszą w sumie roszczenia, przypuszczamy, że kilkadziesiąt miliardów. Dlatego niezbędne są zmiany w prawie, aby odróżnić hochsztaplerów od rzeczywiście pokrzywdzonych nacjonalizacją właścicieli - dodaje.

@RY1@i02/2010/029/i02.2010.029.000.003c.001.jpg@RY2@

Przedwojenna akcja Giesche

Robert Zieliński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.