Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Bezpieczeństwo

Służby specjalne między Scyllą inwigilacji a Charybdą niewiedzy

15 września 2019
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

P e gasus to system, który działa jak koń trojański. Uzyskuje dostęp do telefonu, laptopa czy tabletu. I kiedy już wniknie do urządzenia, widzi SMS-y, e-maile, zdjęcia. Może też przejąć kamerę internetową i podglądać, co robimy. Bezpieczeństwa przed nim nie dają nawet szyfrowane aplikacje jak WhatsApp, bo komunikację na nim można śledzić w czasie rzeczywistym. Brzmi przerażająco. Na tyle, że dyskusja o tym, czy nasze służby specjalne weszły w posiadanie Pegasusa, stała się jednym z elementów kampanii wyborczej i podsycania lęku. Komunikat jest jasny: PiS inwigiluje na masową skalę. Co prawda temat izraelskiego systemu jest znany od ponad roku. Cudownie ożył jednak na miesiąc przed wyborami.

Wiedzą o sprawie popisują się politycy. Tak jak poseł Tomasz Rzymkowski, świeży nabytek klubu poselskiego PiS, który w rozmowie z Dziennik.pl po pierwsze przyznał, że taki system istnieje w Polsce, a po drugie, że jest on demonizowany. Na deser poinformował, że zajmuje się nim „kilkunastu funkcjonariuszy do tego upoważnionych”. Trudno stwierdzić, czy poseł ma konkretną wiedzę na ten temat. W rzeczywistości potwierdzenie – chociaż zapewniło parlamentarzyście uwagę – niewiele wnosi do obrastającej w legendy dyskusji o nowoczesnych technikach inwigilacji.

Po pierwsze CBA nie zaprzeczyło, że ma Pegasusa. Jedynie stwierdziło, że nie dysponuje systemem do masowej inwigilacji obywateli. To zresztą prawda, bo izraelskie rozwiązanie pozwala – jak większość podobnych systemów – kontrolować informacje z konkretnych, wyselekcjonowanych urządzeń należących do konkretnych osób. Pegasus nie musi działać i nie działa totalnie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.