Orwell tego nie przewidział
„Zainstaluj sobie aplikację. Będzie fajnie, pół internetu już się w to bawi”... Wielu się skusiło, bo atrakcja była darmowa. Naprawdę?
Na pl. Biegańskiego w Częstochowie rozdawano powerbanki. Wystarczyło wypełnić formularz do jednej z tamtejszych szkół dla dorosłych, dostarczyć do sekretariatu komplet dokumentów i urządzenie stawało się naszą własnością. Niektórzy wyczuli okazję. „Zanosisz ostatnie świadectwo, dajesz dowód do wglądu, zgarniasz gadżet, a potem zabierasz papiery. Zero konsekwencji” – zachwalali na sieciowych forach. Inny sposób zdobycia powerbanka opisał internauta specjalizujący się w wyłapywaniu promocji. Rozdawał je sieciowy market budowlany. „W zamian należy tylko wgrać na telefon aplikację sklepu. I tak wydajemy zero monet na urządzenie o pojemności 2200 mAh kosztujące normalnie 29,99 zł” – podkreślał.
Tylko czy na pewno były to darmowe transakcje? W obu przypadkach osoby skuszone ofertą zapłaciły najcenniejszą dziś walutą: swoimi danymi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.