Krakowianie odpoczną dopiero podczas świąt
Trener Wisły Kraków Maciej Skorża może odsapnąć. Przynajmniej do następnego meczu. Jego drużyna wygrała 3:1 prestiżowe spotkanie z Ruchem w Chorzowie.
- Ruch odgrywa podobną rolę jak Polonia Warszawa w poprzedniem sezonie. Doświadczeni i młodzi, ambitni piłkarze tworzą w nim bardzo ciekawą całość - chwalił chorzowian Skorża. Jednak gospodarzom ambicji i doświadczenia wystarczyło tylko na godzinę.
W 59. minucie sam na sam z Mariuszem Pawełkiem wyszedł Andrzej Niedzielan i bez problemów strzelił na 1:0. To jemu najbardziej zależało na bramce w tym meczu. Były napastnik Wisły narzekał, że w Krakowie tak naprawdę nie dostał szansy. - Ale nie chcę nikomu nic udowadniać. Chcę tylko udowodnić coś sobie - przekonywał Niedzielan. - Cieszyłem się z gola, ale co z tego? Mieliśmy iść za ciosem, dalej atakować, ale niestety zostaliśmy skarceni.
W ostatnich 30 minutach Wisła panowała na boisku. Najpierw Piotr Brożek strzelił celnie po podaniu Patryka Małeckiego, następnie to Brożek podawał, a strzelał (głową) Marcelo. W 90. minucie, po świetnej akcji Diaza i technicznym uderzeniu Patryka Małeckiego, było 3:1.
- Nie cieszmy się z tej przewagi, bo mieliśmy już taką wcześniej i bardzo szybko ją straciliśmy. Gramy do końca. Odpoczniemy dopiero w święta - powiedział po meczu Pawełek.
Ciekawie, choć bez bramek, było też w Lubinie. Przy odrobinie szczęścia Zagłębie mogło jednak pokonać Legię. Wystarczyłoby, gdyby Ilian Micanski i Mouhamadou Traore wykorzystali sytuacje sam na sam z Janem Muchą. - Nie ma co przesadzać. Każdy punkt jest dla nas na wagę złota, a już szczególnie z takimi drużynami jak Legia. Jestem zadowolony z wyniku - usprawiedliwiał swoich podopiecznych Franciszek Smuda, pożegnany przez klubowych działaczy bukietem pomarańczowych kwiatów.
W końcówce Legię po raz kolejny ratował przed porażką Jan Mucha. - Co z tego, że dobrze broniłem, skoro straciliśmy dwa punkty? Przecież lubinianie w ogóle nic nie grali. Od początku interesował ich tylko remis i murowanie własnej bramki - denerwował się Słowak.
O żadnym murowaniu nie było za to mowy w meczu Bełchatowa z Polonią Bytom. Kibice obejrzeli rewelacyjne, szybkie widowisko. Identyczny wynik, 2:2, padł w meczu Odry z Jagiellonią. Na boisku w Wodzisławiu było wyjątkowo ostro. Gospodarze walczyli tak agresywnie, że kończyli mecz w dziewiątkę, a obie bramki Tomasza Frankowskiego dla Jagi padły z rzutów karnych. - Gdy podchodziłem do jedenastek, czułem ogromną odpowiedzialność za drużynę. Gdybyśmy przegrali, przez najbliższy tydzień w Białymstoku byłoby bardzo gorąco - podsumował Frankowski.
Małgorzata Chłopaś
Daniel Rupiński
dgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu