W nagrodę polecą na Hawaje
Na przygotowania naszej ekipy do olimpijskiego sezonu ministerstwo przeznaczyło ponad 2 mln zł. Wszyscy wierzą, że po ubiegłorocznych wpadkach teraz przyjdzie czas zwycięstw, a na igrzyskach w Vancouver usłyszymy Mazurka Dąbrowskiego
Więcej oddanych skoków w okresie letnim, lepszy sprzęt oraz zmiany w treningach. Jedyne, czego polscy skoczkowie powinni się w tym sezonie obawiać, to świńska grypa.
Pierwsza próba sił już dziś podczas inaugurującego sezon konkursu drużynowego w Kuusamo, gdzie wystąpią Adam Małysz, Łukasz Rutkowski, Kamil Stoch, Piotr Żyła, Marcin Bachleda i Krzysztof Miętus.
- Plan wykonaliśmy niemalże w 100 procentach. Udało nam się wyeliminować błędy z poprzedniego sezonu, głównie jeśli chodzi o sprzęt, kombinezony i smarowanie - mówi Kruczek.
Adam Małysz, który w Vancouver będzie walczył o swój trzeci medal olimpijski, do tegorocznego sezonu szykował się z Hannu Lepistoe. - Jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, to mimo wymuszonej przerwy spowodowanej kontuzją mięśni brzucha, wykonałem plan niemal całkowicie. W sumie oddałem 78 skoków (ekipa Kruczka po 66 - red.). Było parę rzeczy do poprawienia i wydaje mi się, że wszystko, co miałem wykonać, zrobiłem. Choć tak naprawdę zawodnika trudno do końca zadowolić, bo zawsze znajdzie się jakiś mankament w skokach. Nad czymś trzeba cały czas pracować. Co jakiś czas dokucza mi jeszcze kontuzja, ale jest już na tyle zaleczona, że mogę śmiało skakać - zapewnia Adam Małysz, który podobnie jak ekipa prowadzona przez Kruczka do sezonu głównie przygotowywał się w Szczyrku, Wiśle i Zakopanem.
- Malinka ma bardzo podobny profil do skoczni w Vancouver. Jest to doskonały obiekt treningowy, nie było sensu niepotrzebnie tułać się po świecie - wtóruje mu Kruczek. - Zrezygnowaliśmy też z wyjazdu do Turcji czy Egiptu - dodaje.
Do ciepłych krajów jednak skoczkowie i tak mogą pojechać, ale po sezonie i w nagrodę za dobre wyniki. - PZN obiecał nam wakacje na Hawajach - zdradza Kamil Stoch, w którym już od jakiegoś czasu upatrywany jest następca Orła z Wisły.
- Czy zastąpi Małysza? Adama nie trzeba zastępować, bo on wciąż skacze. Ale nie mam wątpliwości, że Kamil będzie chciał mu się dobrać do skóry, w ten pozytywny sposób. Kamil to młody zawodnik, ma zaledwie 22 lata, a pamiętajmy, że Małysz zabłysnął, gdy miał 23 lata. Po słabszym ubiegłym sezonie w wykonaniu Kamila ten powinien być dobry, ale najwyższa dyspozycja powinna przyjść w okolicach lutego, a więc akurat na igrzyska - prorokuje Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Przed Małyszem i drużyną prowadzoną przez Łukasza Kruczka postawiono też poważne cele - czterech zawodników w finałowej trzydziestce w każdych zawodach, minimum czołowa piątka w rywalizacji drużynowej oraz medale na igrzyskach olimpijskich w Vancouver. Na początek sezonu zaplanowano dwa konkursy. W piątek o punkty w Pucharze Narodów powalczą reprezentacje. - Sam jestem ciekaw, jak oni wystąpią. Dzisiejszy konkurs będzie sprawdzianem formy dla wszystkich. Zobaczymy, czy Rosjanie, którzy tak dobrze spisywali się w okresie letnim, teraz też będą tacy mocni, i czy wracający do skoków Janne Ahonen wzmocni ekipę Finów. W jakiej formie są Norwegowie, Austriacy, Niemcy oraz Japończycy i Czesi. I gdzie my jesteśmy w tym gronie. Choć moim zdaniem powinniśmy się liczyć w walce o brąz - mówi Tajner.
Konkurs indywidualny zostanie rozegrany według starych zasad, nieuwzględniających prędkości wiatru. - To niepotrzebne mieszanie ludziom w głowach - uważa Małysz. Nowe zasady będą obowiązywały od konkursu w Oberstdorfie, który odbędzie się 30 stycznia.
Do igrzysk pozostały trzy miesiące, a w większości ekip trenerzy martwią się nie o formę, ale o epidemię świńskiej grypy. Włosi już w listopadzie zarządzili obowiązkowe szczepienia przeciwko A/H1N1, Skandynawowie sięgają po bardziej niekonwencjonalne środki i namawiają swoich zawodników do regularnego odwiedzania solariów. - Każda z ekip ma swojego własnego lekarza i to on decyduje o ewentualnych szczepieniach przed zimą. Ale na tę odmianę grypy i tak w Polsce nie ma szczepionek - mówi Tajner.
Zawodników bardziej od choroby martwi co innego. Nie ukrywają wzburzenia związanego z obniżeniem kwot za wygrane. Obecnie finansowo będzie nagradzanych aż 30 skoczków, a nie jak przed rokiem 10 najlepszych. Jednak coś za coś. Zwycięzca zamiast 30 tys. franków szwajcarskich teraz odbierze tylko 10 tys. - Nikt nas nie pytał, co sądzimy o zmianie wysokości nagród za wyniki. Rozmawiałem z innymi zawodnikami z pierwszej dziesiątki i uważamy, że przynajmniej zwycięzca powinien dostawać tyle co dawniej. W innych sportach zwycięzca naprawdę dużo zarabia. Dla wielu skoczków nagrody za wyniki to podstawa, zwłaszcza gdy nie mają bogatych sponsorów - mówi Małysz.
@RY1@i02/2009/232/i02.2009.232.000.016a.001.jpg@RY2@
Adam Małysz już nie myśli o emeryturze. Teraz najważniejsza jest walka o medale
Reuters/Forum
Marta Pytkowska
marta.pytkowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu