Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Po horrorze Polak krok od półfinału

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

To był kolejny w tym sezonie wielki dzień Łukasza Kubota. Tym razem świętował go w parze z Oliverem Marachem, z którym debiutuje w turnieju dla elity. Odnieśli drugie zwycięstwo w grupie i mają ogromne szanse na półfinał Masters.

W meczu thrillerze z niezwykle doświadczonymi i utytułowanymi rywalami, Białorusinem Maksem Mirnym i Andym Ramem z Izreala, to Kubot z Marachem zachowali więcej zimnej krwi. Spotkanie rozstrzygnął dopiero rekordowo długi supertie-break, w którym jeden duet nie wyprzedzał drugiego więcej niż o jeden punkt. Taka zacięta gra toczyła się przez niemal pół godziny. Kilkunastotysięczna publiczność w O2 Arena zrywała się z miejsc, kiedy tenisiści na przemian bronili meczboli. Wreszcie Kubot z Marachem przy własnym serwisie wykorzystali czwartą piłkę meczową i wygrali 4:6, 6:4, 16-14.

Dzięki temu są parą, która w tej chwili ma najlepszą sytuację w grupie B (dwa zwycięstwa). Na pewność awansu do półfinału muszą poczekać do jutra, kiedy odbędą się ostatnie mecze grupowe. Zmierzą się wtedy z Mikem i Bobem Bryanami. Amerykańscy bliźniacy, którzy przez ostatnie sezony prowadzili w rankingu, zaczęli turniej od porażki, ale wczoraj wieczorem w dwóch setach pokonali Leandera Paesa i Lukasza Dlouhego.

Z trójki Polaków grających w Londynie Kubot jest obecnie najbliżej powtórzenia sukcesu Wojciecha Fibaka, który wygrywał deblowe Masters dwa razy. A zaledwie trzy tygodnie temu ten 27-latek jako pierwszy Polak po Fibaku awansował do setki w rankingu singlistów (na 89. miejsce, ale dziś jest 99.).

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski mają na koncie jedno zwycięstwo i porażkę. Dziś także mogą zapewnić sobie wyjście z grupy, wygrywając spotkanie z Franciszkiem Czermakiem i Michalem Mertinakiem.

Szacuje się, że Masters, a właściwe finały ATP World Tour, które będą się w odbywać w Londynie do 2012 roku, zapewnią brytyjskiej gospodarce wpływy rzędu 225 mln funtów (prawa telewizyjne, sponsoring, reklamy, turystyka). Duża w tym zasługa zjawiska nazywanego efektem Murraya, czyli niezwykłej popularności najwyżej sklasyfikowanego brytyjskiego gracza w historii.

Andy Murray, który dźwiga na swoich barkach wielkie oczekiwania rodaków, znów ich rozczarował, przegrywając gładko w singlowej grupie A z Rogerem Federerem. Kibice nie tracą nadziei na rewanż w niedzielnym finale.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.