Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Po 389 minutach reprezentant Polski wreszcie strzelił gola

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w

Drużyna Franciszka Smudy pokonała w Bydgoszczy Kanadę 1:0. O zwycięstwie przesądził 20-letni Maciej Rybus

Co pocieszające - Polacy się nie skompromitowali. Po raz pierwszy od 389 minut strzelili gola i wygraną 1:0 zakończyli fatalny rok dla polskiej reprezentacji. Nieważne, że ze słabą Kanadą. Ważne, że wreszcie zwyciężyli.

- Nie daliśmy rywalowi pograć. Widzę w zespole paru świetnych piłkarzy - cieszył się po meczu selekcjoner Franciszek Smuda.

Przede wszystkim nie zawiedli młodzi. Maciej Rybus grał lepiej niż w pierwszym lepszym meczu Legii, zdobył ładną bramkę, miał też kilka udanych dryblingów. - Trener Smuda wymaga ode mnie czegoś innego niż Jan Urban wymaga w Legii - zauważył Rybus. - Dalej chcę pokazywać, że zasłużyłem na to powołanie. Już były takie przypadki, że ktoś wyskoczył na szerokie wody i nagle zniknął, ale mam nadzieję, że ze mną tak nie będzie.

Przez Macieja Sadloka nie straciliśmy żadnego gola (a to w porównaniu choćby z innym młodzianem, który był próbowany na pozycji stopera, Piotrem Polczakiem, spore osiągnięcie). 20-letni obrońca Ruchu czuje się w kadrze coraz pewniej, kilka razy pokazał starszym, gdzie mają pobiec, krzyknął, co powinni zrobić. - Brakuje mi doświadczenia, ale było dobrze. Oby więcej takich meczów. Dobrze współpracowało mi się z Michałem Żewłakowem, który udanie wprowadził mnie do tej drużyny - powiedział po meczu Sadlok.

Nie miał się czego wstydzić również Wojciech Szczęsny. Smuda mógł poczuć satysfakcję, że przy powołaniach nie popełnił błędów swoich poprzedników.

Poprawili organizację gry

Jak wyglądał ten mecz z perspektywy selekcjonera, przez pryzmat jego zapowiedzi? Futbolu totalnego raczej nie zobaczyliśmy. Nie ten etap przygotowań, jeszcze nie ci piłkarze. Selekcjoner mówił, że będzie zwracał uwagę, kto na boisku myśli. Na początku piłkarze nie słuchali. Zaczęło się od niepotrzebnego podania Jakuba Rzeźniczka i niewymuszonego błędu Tomasza Kuszczaka. Na początku to Kanadyjczycy byli groźniejsi. Goście zamykali Polaków na ich połowie. Z czasem było jednak coraz lepiej. - Poprawiliśmy nieco organizację gry, chociaż oczywiście jeszcze nie wszystko nam się udaje - stwierdzi Smuda.

Nie było wielu niewymuszonych długich podań, bezsensownych strzałów z dystansu. Za to sporo kombinacyjnej gry. Na przykład w 19. minucie, gdy po kilku podaniach piłka trafiła do Rybusa, ten ładnie ją przyjął i strzelił celnie z woleja. Albo kilkanaście minut później, gdy Sławomir Peszko z Robertem Lewandowskim oszukali Kanadyjczyków i ten ostatni mógł podwyższyć na 2:0. - Najbardziej może cieszyć ten ostatni kwadrans pierwszej połowy. Graliśmy piłką, stwarzaliśmy sytuacje - zauważył Dariusz Dudka.

Specery zakazane

Smuda powiedział, że nie wyobraża sobie, aby piłkarz przez 90 minut tylko chadzał po boisku. I spacerowiczów było o wiele mniej niż w meczu z Rumunią. Lepiej niż w sobotę zagrał na przykład Dudka. - Bo murawa była lepsza. Na Łazienkowskiej jeździłem jak na łyżwach, a ja nie jestem mały i zwinny - powiedział pomocnik Auxerre.

"Gaz i po stracie press" - wymagał na treningach Smuda. "Gazu" jednak jakby zabrakło. Gra toczyła się w tempie nieco szybszym niż w meczu polskiej ligi, ale do dynamiki Premier League wciąż brakuje jakichś dwóch lat przygotowań i kilkuset treningów. Nie było wielu mocnych podań, za to anemicznych strzałów - dużo (Lewandowski, Rzeźniczak i jeszcze raz Lewandowski...). "Press" może był przez godzinę. A to i tak ze sporymi przerwami. Na szczęście stosunkowo długo utrzymywaliśmy się przy piłce - a to z kolei dzięki temu, że nie chciało się za bardzo biegać Kanadyjczykom. Gdybyśmy grali na przykład z Irlandczykami z północy, Dudka nie miałby czasu, aby się w swoim stylu "rozejrzeć", a po kilku "przyjęciach" Peszki niechybnie zrobiłoby się groźnie pod naszą bramką.

Miała być "szybka piłka, krótkie podania". I rzeczywiście, piłkarze starali się urozmaicać swoją grę w stosunku do tego, co widzieliśmy w meczach z Rumunią czy Słowacją. Słynne "klepa, klepa, klepa!" Smudy udało się kilka razy zrealizować. W 11. minucie, po podaniu Kosowskiego, dobrą okazję mógł mieć Obraniak. Mógł, gdybyśmy grali nieco dokładniej. Takich sytuacji było w tym meczu jeszcze kilkanaście. Niestety, z tej "klepy" rzadko dochodziło do klarownych sytuacji. W zasadzie prawie wcale. W drugiej połowie najgroźniej było po dośrodkowaniach spod linii bramkowej i stałych fragmentach gry (strzały głową Dudki).

Długa droga przed nami

Generalnie nie było źle, ale pamiętajmy, z kim graliśmy. Reprezentacja Kanady to drużyna z drugiej pięćdziesiątki w rankingu FIFA, z kraju, w którym do miana sportu narodowego kandydują jakieś trzy dyscypliny i na pewno nie ma wśród nich piłki nożnej. - Z Rumunami było trudniej, oni są przede wszystkim lepsi technicznie, szybsi - przyznał Rybus.

Mieliśmy wygrać, strzelić w końcu gola. Udało się. Ale fajerwerków nie było. Do koncertu, o którym marzy Smuda, jeszcze bardzo długa, męcząca droga. - Wygląda to tak, jak wygląda, bo trwa przebudowa. Jak wypadliśmy? Zobaczymy przy kolejnych powołaniach - powiedział Kamil Kosowski.

Niektórzy polscy piłkarze powinni kilka słów swojego selekcjonera wziąć sobie do serca. Smuda powiedział, że kto nie zrozumie jego filozofii, dostanie od niego od razu czerwoną kartkę. Żółtych nie będzie. Jeśli spełni tę obietnicę, to wkrótce trzeba będzie sięgnąć do głębokich rezerw, po piłkarzy z kadry U-23 Stefana Majewskiego. Boże uchowaj! - jak mówi Smuda.

Rybus odkryciem meczu, Obraniak uniósł ciężar prestiżowej dziesiątki na koszulce

Koszmarnego błędu nie popełnił, ale kilka niewielkich już tak. Niepewnie wprowadzał piłkę do gry.

To nie był jego pierwszy mecz w kadrze, ale wyraźnie miał tremę. Za bardzo spięty, za bardzo chciał. W efekcie piłka po jednym z jego strzałów wyleciała za linię... boczną.

Grał tak pewnie, jakby miał na karku 30 lat, a nie ledwie 20. Dobrze się ustawiał i wyprowadzał piłkę. To on zainicjował akcję, po której padła pierwsza bramka.

Spokojny, pewny w defensywie, właściwie bezbłędny.

Seweryn Gancarczyk 2. W defensywie poprawny, ale zbyt rzadko włączał się do akcji ofensywnych.

. Często bywał jeźdźcem bez głowy. Znakomite zagrania przeplatał fatalnymi.

Nie tylko piękny gol, ale i wiele innych akcji sprawiły, że śmiało można go uznać za bohatera meczu. I jeszcze do tego pierwszy raz zagrał na nietypowej dla siebie pozycji ofensywnego pomocnika.

Zachodnia jakość w polskiej drużynie. Prowadził grę zespołu, sprytnie wykonywał rzuty rożne i wolne, współpracował z napastnikami. Uniósł ciężar prestiżowej dziesiątki, którą miał na koszulce.

O niebo lepszy występ niż ten przed kilkoma dniami w Warszawie. Świetny w odbiorze, celnie prostopadle podawał i bardzo groźnie strzelał.

Dużo słabszy niż w meczu z Rumunią, nie zawsze radził sobie z prawym obrońcą Kanady Paulem Stalterim. Dośrodkowania liczne, ale słabej jakości. Notę podwyższa mu astysta przy bramce.

Szybki, agresywny, miał ogromną chęć do gry. Dobrze współpracował z Obraniakiem i Rybusem. Ale znów nieskuteczny.

Kilka niegroźnych strzałów złapał bez trudu.

grali zbyt krótko, aby ich oceniać.

*Skala ocen od 1 (tragicznie) do 6 (rewelacyjnie)

Rybus (19.). Christoffersen (Dania). 10400.

Kuszczak (46. Szczęsny) - Rzeźniczak (65. Kowalczyk), Żewłakow, Sadlok, S. Gancarczyk - Peszko Ż, Dudka, Obraniak (88. Małecki), Kosowski (69. J. Gancarczyk) - Rybus (77. Majewski) - Lewandowski.

Hirschfeld - Stalteri, Jakovic, McKenna, Klukowski - Peters, Hutchinson, de Guzman, de Jong (70. Simpson Ż) - Friend (64. Jackson), Radziński (84. Hume).

@RY1@i02/2009/226/i02.2009.226.000.0020.001.jpg@RY2@

Renomowany de Guzman (z lewej) najczęściej przegrywał walkę z Rybusem

Jakub Kaczmarczyk/Newspix.pl

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.