Nie mam nic przeciw zasadom Majewskiego
ROZMOWA
Trochę tak, a trochę nie. Może nie tyle zaskoczony, ile zadowolony. Ucieszyłem się, kiedy Stefan Majewski zadzwonił do mnie i zapytał, czy mam ochotę współpracować z nim w reprezentacji. Ja nigdy nie zrezygnowałem z gry w kadrze. Zawsze mówiłem, że gdy tylko pojawi się powołanie, przyjadę, i tak zrobiłem.
Nie można w ten sposób tego rozpatrywać. Mecze w reprezentacji zawsze są ważne - niezależnie od tego, czy gramy o punkty, czy tylko towarzysko. Każdy z nas wyjątkowo mobilizuje się na kadrę i wie, jak wielka ciąży na nas odpowiedzialność. W sobotę z Czechami będziemy chcieli zagrać na sto procent naszych możliwości. Przez najbliższe dni będziemy myśleli tylko o tym spotkaniu. Kto wie, co się wydarzy? Być może będziemy mieli jeszcze matematyczne szanse na awans przy korzystnych wynikach rywali?
Na boisku będziemy przede wszystkim wypełniać swój plan, swoją strategię. Przyszłość pokaże, czy osiągnięty przez nas wynik będzie miał wpływ na dalsze losy trenera Majewskiego. To działa także w drugą stronę. Od naszej postawy w tym meczu zależy przecież, czy selekcjoner będzie nam ufał i powoływał na kolejne spotkania.
Znam się z nim od dawna, ale nigdy nie współpracowaliśmy na linii zawodnik - trener. Wszystko więc przed nami. Każdy szkoleniowiec ma swoje zasady, które chce wprowadzić do zespołu. Jeśli mają przynieść zamierzone efekty, poprawić naszą grę, to nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, by je przyjąć i respektować.
Na pewno ma to znaczenie. Każdy zawodnik, gdy nie gra, traci pewność siebie, a to niezwykle istotna cecha. Z drugiej strony można też grać dużo i popełniać błędy. To też dołuje. Dzięki mojemu doświadczeniu mogłem po długiej przerwie grać w meczach Realu, chociażby w Lidze Mistrzów, i prezentować wysoki poziom. Mam nadzieję, że - jeśli trener Majewski na mnie postawi - podobnie będzie w kadrze.
Wojtka wciąż z nami nie ma, ale to nic nie znaczy. Grał przecież w ostatniej kolejce w meczu Iraklisu i na pewno będzie dobrze prezentował się w bramce. To, czy zagram z Czechami, jest dla mnie drugorzędną sprawą. Przyjechałem do Wronek, bo chciałem pomóc całej drużynie, żeby lepiej się prezentowała, żeby była lepsza atmosfera. Teraz po prostu przyjmę decyzję trenera.
Rzeczywiście jest kilku nowych chłopaków. Wiem, co czują. Pamiętam swoje pierwsze dni w reprezentacji. Ależ to były nerwy. Brakowało komfortu codzienności, jaką miałem w klubie. Ważne, by każdy z tych młodych chłopców wiedział, po co przyjechał na zgrupowanie. Nasi reprezentanci powinni podzielić się odpowiedzialnością i mieć świadomość, że każdy z nich może teraz w pięć minut zmienić swoje życie na lepsze. Jeśli zabłysną w najbliższych meczach, są w stanie trafić do europejskich drużyn - przez reprezentację można się doskonale wypromować. Przecież żadna z polskich drużyn nie gra już w europejskich pucharach. A tu pojawia się wielka szansa, wielkie pole do popisu.
Z opaską czy bez staram się być osobą odpowiedzialną i dbać o to, co się dzieje w drużynie. Posmakowałem już tego wyróżnienia i w Liverpoolu, i w Feyenoordzie, i w kadrze. Teraz ciśnienia nie mam.
@RY1@i02/2009/196/i02.2009.196.000.019a.101.jpg@RY2@
Michał Nowak/Newspix
Jerzy Dudek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu