Wrócił po 10 miesiącach i może trafić do kadry
Polski klasyk dla Legii. Wicemistrzowie kraju pokonali zdobywców Pucharu Polski - Lecha Poznań 2:0. Bohaterem meczu był Bartłomiej Grzelak, który zagrał po raz pierwszy od 10 miesięcy.
- W tym meczu na pewno nie padnie remis. Kto pierwszy strzeli gola, ten wygra - przepowiadał dla nas Mirosław Okoński, były piłkarz Legii i Lecha, i miał rację. Na pewno nie mógł się jednak spodziewać, że tego decydującego gola zdobędzie właśnie Grzelak. Piłkarz ten po raz ostatni pojawił się na boisku w listopadzie ubiegłego roku, po czym zniknął z powodu ciężkiej kontuzji mięśnia dwugłowego. Kiedy już ją wyleczył, kilkanaście dni temu, przed meczem ze Śląskiem doznał kolejnego urazu. Na nieszczęście Kolejorza w piątek był już w pełni sił.
Pokazał to w 62. minucie. Otrzymał podanie w polu karnym od Takesure’a Chinyamy, prostym zwodem minął Bartosza Bosackiego, po czym podciął piłkę ponad próbującym interweniować Grzegorzem Kasprzikiem. Osiem minut później drugiego gola dołożył Chinyama i ligowy szlagier był rozstrzygnięty. - Jak Grzelak dalej będzie tak grał, to na pewno dostanie powołanie - chwalił warszawskiego napastnika obecny na meczu selekcjoner reprezentacji Stefan Majewski.
- Z trenerem Majewskim znam się bardzo dobrze, bo to za jego kadencji miałem w Widzewie najlepszy okres w karierze. W związku z tym nie musiałem mu niczego udowadniać - komentował Grzelak, który zszedł z boiska w 82. minucie. - Nie jestem przygotowany, aby grać pełne 90 minut na takich obrotach. A w takim meczu jak z Lechem trzeba być czujnym do samego końca.
Grzelak najwyraźniej pamiętał, że Lech tydzień wcześniej udowodnił, że nawet przegrywając 0:2, jest w stanie sięgnąć po komplet punktów. Jednak tym razem poprzeczka była zawieszona znacznie wyżej. Była to bowiem konfrontacja najlepszej obrony z najskuteczniejszym atakiem. Do piątku legioniści stracili tylko jednego gola w lidze, natomiast Lech strzelił 16 bramek. Ani jeden, ani drugi wynik nie uległ zmianie.
- Ta porażka boli - zauważył po meczu trener gości Jacek Zieliński i dobrze wiedział, co mówi. Poznańscy kibice mogą wybaczyć swojej drużynie wszystko poza przegraną z Legią, a lechici tracą już dziewięć punktów do prowadzącej Wisły Kraków. Jednak warszawiacy też nie nadrobili dystansu do lidera, od którego dzieli ich nadal pięć oczek. Mistrzowie Polski zachowali przewagę dzięki zwycięstwu 2:1 nad Polonią Warszawa.
EKSTRAKLASA. WYNIKI 7. KOLEJKI:
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.018b.101.jpg@RY2@
Ekstraklasa. wyniki 7. kolejki:
Robert Piątek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu