Radwańska bez koncepcji
Ten Wimbledon miał odwrócić złą passę Agnieszki Radwańskiej. Ale wszystko legło w gruzach. Pierwszą połowę sezonu trzeba nazwać nieudaną - diagnozuje Wojciech Fibak. Radwańska przegrała wczoraj w IV rundzie z Chinką Na Li 6:3, 6:2.
Ten mecz miał dać odpowiedź na pytanie, w jakiej formie naprawdę jest Radwańska. Polka wygrała wcześniej na Wimbledonie trzy mecze, ale żadna z rywalek nie czuła się na trawiastych kortach zbyt pewnie. Melinda Czink, Alberta Brianti i Sara Errani dały się pokonać gładko i w świetnym stylu. Na ich tle Agnieszka błyszczała.
- Na Li była pierwszą przeciwniczką grającą nowoczesny, siłowy tenis, którego Agnieszka nie lubi. To był smutny mecz, a taka gładka porażka równie dobrze mogła spotkać ją wcześniej, gdyby nie idealne losowanie - mówi Fibak.
Radwańska odpadła z Wimbledonu przed ćwierćfinałem po raz pierwszy od trzech lat. Wszystko wskazuje na to, że nie uda jej się uratować 9. miejsca w rankingu, a przeskoczyć ją może właśnie Na Li, dziś nr 12. Zresztą miejsce Polki w dziesiątce jest dziś nieco złudne. Zawdzięcza je częściowo temu, że inne tenisistki z czołówki przeżywają kryzys. Poza półfinałem wielkiego turnieju w Indian Wells nie miała w tym roku sukcesów. Wyjątkowo nieudany był jej sezon na kortach ziemnych - w żadnym turnieju nie udało jej się wygrać dwóch meczów z rzędu.
- Wimbledon rozgrywany na jej ulubionej nawierzchni miał to wszystko odczarować, tymczasem nie przejdzie do historii jako sukces - martwi się Fibak.
O kolejne punkty rankingowe Radwańska będzie walczyć dopiero pod koniec lipca w USA, w serii turniejów poprzedzających US Open.
To kolejna porażka Radwańskiej, z której można wyciągnąć ten sam wniosek: potrzeba jej dojrzałej wizji kariery.
- Powinna się wzmocnić, popracować nad siłą uderzenia, bo jej techniczny tenis nie jest dziś skuteczny, ale w jej obozie nie ma koncepcji zmian. Nawet jeśli widać poprawę - jak ostatnio serwis Agnieszki - to wynika raczej z jej talentu niż z konsekwentnego planu treningowego - analizuje Fibak, który pozostaje umiarkowanym pesymistą, jeśli chodzi o dalszy rozwój naszej tenisistki. - Nie wiem, skąd miałaby wykrzesać w sobie motywację do jeszcze większej pracy przy tym ciekawym, światowym życiu, jakie prowadzi. To pułapka, w którą wpadają tenisistki. Ana Ivanović była numerem 1, dziś nic nie wygrywa, chociaż pracuje z nią dawny trener Steffi Graf Heinz Gunthardt. Pewnie by chciała, ale jej dobra wola rozpływa się między kontraktami, sesjami zdjęciowymi a wyjazdami.
Marta Mikiel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu