Kubica dostał skrzydła, w Australii powalczy o punkty
W najbliższy weekend w Grand Prix Australii Robert Kubica ma pokazać prawdziwe możliwości swojego R30. Polak wie, że ma niezły samochód, który wkrótce będzie jeszcze lepszy.
- GP Bahrajnu potwierdziło tylko przeczucia, które towarzyszyły mi od pierwszych testów w Walencji. Wiedziałem, gdzie jesteśmy mocni i nad czym musimy popracować. Mocne strony bolidu wzmacniamy, słabsze poprawiamy. W tm roku wyścig trwa nie tylko na torze, ale też w fabryce - mówił polski kierowca. Przełknął już rozczarowanie 11. miejscem w Bahrajnie, gdzie jego szanse zrujnowała stłuczka z Adrianem Sutilem. Doszło do niej tuż za pierwszym zakrętem, w oparach dymu wydostających się z silnika Marka Webbera z Red Bulla. Polak startował z 9. miejsca. Drugi kierowca Renault, Rosjanin Witalij Pietrow, zakończył wyścig na 14 okrążeniach.
- Z różnych powodów nie zrealizowaliśmy naszego potencjału ani w kwalifikacjach, ani w wyścigu. Siódme miejsce było realistyczne w obu przypadkach. Byłem zawiedziony, ale dobrze jest wiedzieć, że przynajmniej mieliśmy możliwości. Na przyszłość jestem optymistą - przyznaje Kubica. Ma do tego podstawy. Międzynarodowa Federacja Samochodowa wbrew ogólnemu zakazowi pozwoliła Renault na pewne modyfikacje silnika - chodzi m.in. o koszty eksploatacji, niezawodność i lepszą integrację z nadwoziem, ale już nie o niższe zużycie paliwa (i tak jest oszczędny). Na tor w Melbourne Albert Park bolidy Renault wyjadą też z nowym przednim skrzydłem i poprawionym tylnym. Szefostwo teamu zapowiada regularne modyfikacje w trakcie sezonu, aby bolid Renault był w stanie konkurować z czołowymi tea-mami. Pierwsze efekty mają być widoczne już w Australii.
- Już przed startem sezonu wydawało mi się, że Melbourne będzie dla nas lepszym torem niż Bahrajn. Teraz gdy widziałem inne samochody i zebrałem więcej informacji, jeszcze bardziej wierzę, że to będzie dla nas dobry wyścig - powiedział Kubica, który zamierza przygotować się do startu bardzo starannie. - Najważniejsze to nauczyć się toru, zrozumieć jego układ. Trzeba zrobić kółko piechotą, poczuć asfalt, krawężniki, żeby wiedzieć, jak pokonać te miejsca samochodem.
Polak przyznał, że Albert Park jako tor uliczny jest jednym z jego ulubionych. Różnica czasu między Australią a Europą (11 godzin) mu nie przeszkadza i uwielbia atmosferę Melbourne z tysiącami przyjaznych kibiców. Wyzwań jednak nie brakuje.
- Tor jest wymagający, stale zmieniają się warunki. Przyczepność jest niska, zdarzają się wyboje - opowiadał Polak.
Według szefa inżynierów Renault Alana Permane’a właśnie ta cecha toru będzie faworyzować jego kierowców. - Jest na nim dużo nierówności, zwłaszcza w strefach hamowania. To wymaga dużej stabilności hamulców. Ale nasze samochody na wybojach spisują się dobrze. W Bahrajnie i Robert, i Witalij byli bardzo szybcy w nowych częściach toru, które były pełne nierówności - mówił Permane. - W Melbourne naszym celem dla obu kierowców będzie dostanie się do trzeciej, końcowej fazy kwalifikacji. Jeśli nam się uda, wtedy obaj będą w stanie walczyć o punkty.
W tym sezonie punktowane jest pierwsze 10 miejsc.
mm
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu