Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Polskie orły w stanie rozchwiania

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W polskiej ekipie skoczków zamęt. Na trzy tygodnie przed igrzyskami okazuje się, że z zespołu, który miał walczyć o olimpijski medal w konkursie drużynowym, w formie jest tylko Adam Małysz.

Podczas zawodów Pucharu Świata w Zakopanem Małysz zajmował piąte i czwarte miejsce. Reszta kompletnie zawiodła.

Istnieje pewna magiczna symbioza pomiędzy Zakopanem a Adamem Małyszem. Adam napędza Zakopane, a Zakopane napędza Adama. Wystarczy przypomnieć sobie rok 2007. Zaczęło się od Kuusamo i zaskakującego miejsca poza pięćdziesiątką. W kolejnych występach Polak też nie zachwycał. Aż do momentu występu w Zakopanem, gdzie walczył o podium. Od tego momentu nikt nie był w stanie dotrzymać mu kroku. Wygrywał na mistrzostwach świata i w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. - W tym sezonie było inaczej - mówi trener Małysza Hannu Lepistoe. - Adam miał kontuzję, więc nie przepracował całego lata i jesieni, tak jak sobie założyliśmy. Po problemach w Kuusamo był dobry występ w Lillehammer i podium. Niestety, później pojawiły się błędy, które powodują, że jego wyniki są gorsze od najlepszych.

Małysz, który ostatnie dwa tygodnie poświęcił na treningi i wyeliminowanie błędów technicznych, w Zakopanem spisał się dobrze, ale nie na tyle, by walczyć o najwyższe miejsca podium. Jego najgroźniejsi rywale - Simon Ammann i Gregor Schlierenzauer, zdystansowali go o jakieś dziesięć metrów. W dzisiejszych czasach to prawdziwa przepaść.

Adam ma do poprawienia jeszcze kilka rzeczy, do igrzysk pozostało jednak trochę czasu. Najważniejsze, by był dobrej myśli, by się nie zamartwiał. Bo na igrzyskach najistotniejsza jest pewność siebie. Adam na pewno będzie jednym z kandydatów do złota - przekonuje szwajcar Simon Ammann, który w ostatni weekend dwukrotnie musiał uznać wyższość młodszego kolegi z Austrii Gregora Schlierenzauera.

- Kiedyś powiedziałem, że jeśli tu wygram, to więcej nie wystąpię. Może przyjadę jako widz. W sobotę pobiłem rekord obiektu, ale konkursu nie wygrałem. Dlaczego? Bo my się z tą skocznią nie lubimy. I tyle - dodaje skoczek.

Małysz Wielką Krokiew lubi, ale 140 metrów nie był w stanie tutaj osiągnąć. W drugiej serii jego skok na 134 metry okazał się drugą odległością. Dalej, ale tylko o pół metra, pofrunął zwycięzca - Gregor Schlierenzauer. Czemu w pierwszej to się nie udało? Przez wiatr.

- Może to głupio brzmi, ale akurat ten czynnik w tym sporcie jest niezwykle istotny. Warunki na skoczni dla każdego są inne, jeden ma szczęście, inny ma go mniej. Akurat Adam ostatnio należy do tej drugiej grupy - przekonuje fiński szkoleniowiec.

Jakie błędy? Co będą dalej robić? Te pytania pozostają jednak bez odpowiedzi. - Będziemy startować. W Oberstdorfie i Kligenthal - odpowiada wymijająco Łukasz Kruczek, trener polskiej kadry.

To tak, jakby powiedzieć: "jakoś to będzie, w końcu jakoś musi być...".

Apoloniusz Tajner, prezes PZN, mówi krótko:- Niech po prostu zaczną skakać, tak jak potrafią.

- Na razie wielu zawodników jest rozchwianych - ocenia Kruczek, który zaplanował teraz treningi na małych skoczniach.

A sprawa wygląda następująco: na niecałe trzy tygodnie przed igrzyskami Kamil Stoch, wicemistrz kraju z dużego obiektu, na Wielkiej Krokwi nie był w stanie przekroczyć 120 metrów. Łukasz Rutkowski w tym sezonie z dobrej strony pokazał się tylko dwa razy. Marcin Bachleda dobrze skakał, ale wyłącznie na treningach. Krzysztof Miętus po bardzo dobrym początku gdzieś się pogubił, w sobotę w Zakopanem okazał się nawet gorszy od swego młodszego brata Grzegorza. Pytanie więc, czy Łukasz Kruczek wie, co robić? Na razie podał skład na igrzyska. Oprócz Małysza do Vancouver pojadą Stoch, Rutkowski, Hula i Miętus.

@RY1@i02/2010/016/i02.2010.016.000.017a.001.jpg@RY2@

W Zakopanem Adam Małysz zajął 5. i 4. miejsce

Fot. Jerzy Kleszcz/Newspix.pl

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.