Poziom okręgówki na drugim końcu świata
W ostatnim meczu towarzyskiego turnieju o Puchar Króla Tajlandii reprezentacja Polski rozgromiła Singapur 6:1. Trzy gole padły z rzutów karnych.
Nie wiadomo tylko, po co w ogóle nasza drużyna leciała na koniec świata, żeby mierzyć się z takimi amatorami.
Singapur grał na poziomie klubów polskiej okręgówki. W drugiej połowie nasi napastnicy dochodzili do pozycji strzeleckich z dziecinną łatwością. Problem tylko w tym, że w żenujący sposób (Patryk Małecki!) je marnowali. Żałosne jest też to, że Polacy tym kompletnym amatorom dali sobie wbić gola.
Lewandowski w końcu trafił
Trener Franciszek Smuda chyba jako jedyny widzi sens w rozgrywaniu spotkań takich, jak te przeciwko Tajlandii i Singapurowi.
- Najważniejsza jednak jest selekcja - powiedział to samo co po każdym meczu w Tajlandii Smuda. - Wynik meczu z Singapurem mógł być nawet dwucyfrowy, ale chciałem dać możliwość gry wszystkim tym, z których będę korzystał w przyszłości. Zgrupowanie nie wpłynęło jeszcze oczywiście na podjęcie przeze mnie ostatecznych decyzji, by postawić na dłużej na jednego czy drugiego z zawodników. Teraz przed nimi ważny okres pracy w klubach, solidnych przygotowań do sezonu, w trakcie którego muszą pokazać, że rzeczywiście będę mógł na nich liczyć. Ci piłkarze, których już wcześniej sprawdzałem, potwierdzili, że warto na nich stawiać. Z nowych postaci na wyróżnienie zasługuje Kamil Glik, który pokazał, że w przyszłości może być bardzo dobrym obrońcą.
Strzelecką niemoc po 10 meczach w kadrze bez gola przełamał najlepszy snajper ekstraklasy Robert Lewandowski. Teraz ma na swoim koncie już pięć goli w reprezentacji, ale po dwa wbił słabeuszom z San Marino i Singapuru.
- Może się wydawać, że przez długi okres nie mogłem strzelić bramki, ale przecież u Stefana Majewskiego wchodziłem na końcówki meczów, a te spotkania były wliczane do statystyk jako całe. Nie martwiłem się, że tyle czasu nie zdobyłem gola. Mam 21 lat, więc jeszcze kilka lat gry przede mną - stwierdził Lewandowski, który przełamał trwającą 634 minuty strzelecką przerwę.
Na zakończenie zgrupowania w Tajlandii piłkarze zabawili się w turystów. Dwa ostatnie dni poświęcili na zwiedzanie stolicy kraju Bangkoku. Po jego zabytkach reprezentantów oprowadzała, towarzysząca im od początku zgrupowania, świetnie mówiąca po polsku Tajka o imieniu Su.
Do Bangkoku nasza ekipa udała się zaraz po meczu z Singapurem. Mimo iż organizatorzy Pucharu Króla przygotowali dla naszych zawodników medale za drugie miejsce w turnieju, to nikt z polskiej delegacji ich nie odebrał, gdyż wszyscy byli już w drodze do Bangkoku. - Skontaktujemy się z PZPN i ustalimy, jak mamy dostarczyć medale za drugie miejsce. Szkoda, że nie było waszej reprezentacji na ceremonii zakończenia, ale nie mamy pretensji, rozumiemy, że musieli wcześnie opuścić Korat - powiedział agencji ASInfo jeden z organizatorów.
W niedzielę od samego rana cała kadra zwiedzała słynny Pałac Wielki, który jest jedną z siedzib króla, a także kilku biur rządowych. W potwornym upale i ogromnym tłumie, w którym najgłośniej było słychać język rosyjski, polscy piłkarze ze skupieniem słuchali krótkich, ale rzeczowych informacji przekazywanych przez tłumaczkę Su. Potem nasza kadra przepłynęła się jeszcze po kanałach Bangkoku oraz degustowała tajską kuchnię. Wcześniej podczas całego zgrupowania piłkarze jedli wyłącznie posiłki przygotowane przez kucharza Tomasza Leśniaka.
Sadlok zadowolony
Choć pomysł na wpół turystycznego wyjazdu do Tajlandii w momencie, kiedy piłkarze powinni ostro pracować na obozach swoich klubów, wydaje się kontrowersyjny, to piłkarzom się spodobał.
Maciej Sadlok z Ruchu Chorzów bardzo pozytywnie ocenił zgrupowanie.
- Myślę, że każdy chciałby przygotowywać się do sezonu, grając w kadrze narodowej. Reprezentowanie swojej ojczyzny jest wspaniałą sprawą. Mogę się tylko cieszyć, że dostałem szansę we wszystkich spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty. Nie biorę udziału w okresie przygotowawczym mojej drużyny do rundy wiosennej, ale grając po 90 minut w każdym spotkaniu, nadrabiam zaległości - uważa Sadlok, który zaliczył dwa mecze na lewej obronie - pozycji, na której nigdy wcześniej nie grał w klubie.
Do Polski kadrowicze wrócą dzisiaj.
@RY1@i02/2010/016/i02.2010.016.000.018b.001.jpg@RY2@
Polscy piłkarze nie odebrali medali za drugie miejsce, bo woleli zwiedzać Bangkok
Fot. ASFoto
6:1 (3:1)
R. Lewandowski 26. (k.), 37., Iwański 45. (k.), Piotr Brożek 69., Małecki 80., T. Nowak 88. (k.) - Jiayi 39.
Przyrowski - Mierzejewski (70. Tosik), Jodłowiec, Glik, Sadlok - Kiełb (46. Gol), Bandrowski (70. T. Nowak), Iwański, Rybus (63. Piotr Brożek) - D. Nowak (63. Małecki), Lewandowski (46. Robak).
Puchar Króla zdobyła Dania, która w ostatnim spotkaniu pokonała Tajlandię 3:0.
Artur Szczepanik
artur.szczepanik@infor.pl
Współpraca ASInfo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu