Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Nie będę przytakiwać Smudzie

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Po cichu nawet na nią czekałem. Kiedyś, bodajże w Turcji, rozmawialiśmy z trenerem Smudą na różne tematy, między innymi bardzo luźno o tym, że może kiedyś podejmiemy jakąś współpracę. Oczywiście wtedy nie przypuszczałem, że mogłoby chodzić o reprezentację. Jednak kiedy trener Smuda dostał nominację na selekcjonera, pomyślałem sobie: kurczę, może... Nie dzwoniłem od razu do niego, żeby nie wyglądało, że chcę się prosić. Zadzwoniłem, gdy moje nazwisko zaczęto wymieniać w gronie osób, które mogą znaleźć się w kadrze. Chciałem zweryfikować te informacje u źródła. Trener powiedział, że coś jest na rzeczy (śmiech).

Widać trener Smuda uznał, że będę mu w jego pracy pomocny. Myślę, że mam coś do zaoferowania. Mam ogromne doświadczenie piłkarskie. Zapewne trener brał pod uwagę także czynniki charakterologiczne.

Chciałbym kiedyś porozmawiać o tej sprawie z trenerem Wdowczykiem i wyjaśnić, skąd się to wzięło. Może ktoś go wypuścił. Człowiek jest próżny, instynkt samozachowawczy każe mu szukać usprawiedliwień, więc jak usłyszy taką historyjkę, która mu pasuje, to chętnie ją podchwytuje. Dziwne, że te plotki pojawiły się dopiero po kilku tygodniach i po trzech kolejnych zwycięstwach 3:0, a nie od razu. Jakoś nikt nie wziął pod uwagę, że gdyby nie udało mi się tego pozbierać, to spaliłbym się zupełnie. W ogóle przez tę nominację zyskałem sobie tylu wrogów, ilu wcześniej miałem przyjaciół. Za to, że dostałem szansę, i to jeszcze w tak znaczącym klubie jak Legia.

Nie zgodziłem się na warunki, jakie były mi stawiane na początku, ale doszliśmy do porozumienia dość szybko. Nie jestem hipokrytą i nie twierdzę, że pieniądze są nieważne. Ordery to nie wszystko. Ale kwestie finansowe nie były najistotniejsze, bowiem było też kilka innych ważnych czynników.

Nie mam zamiaru krytykować Tomka. Miał jakieś oczekiwania, ale się nie dogadał. Jego sprawa. Ale on jeszcze może dołączyć do nas. Trener Smuda mówił, że potem Tomek zgodził się na wszystkie warunki, choć wcześniej postawił sprawę na ostrzu noża. Widać, że zależy mu na tej pracy. A swój kontrakt uważam za rozsądny.

W lidze.

Nie dla idei. Chcę odnosić sukcesy, budować swoją pozycję w zawodzie trenera. Podobnie było jeszcze w czasie kariery piłkarskiej. Trochę trwało, zanim zostałem doceniony, ale doczekałem się. Teraz też mam wiele cierpliwości.

Jak trener dostanie po dupie, to my też. Jak coś nie wyjdzie na mistrzostwach Europy, to wszyscy polecimy.

Nieprawda. Ostatni rok dla reprezentacji był fatalny, zdaję sobie sprawę z tego, że każde zwycięstwo nawet w najmniej istotnym meczu będzie jakimś plasterkiem na rany, które ponieśliśmy. Naszym głównym celem jest stworzenie drużyny na Euro, ale wyniki też będą ważne. Na przykład co ma na celu nasz wyjazd do Tajlandii - mieliśmy wygrać trzy mecze czy może bardziej istotne są sprawy szkoleniowe? Oczywiście to drugie. Warunki są trudne, wysoka temperatura, wilgotność, ale dzięki temu możemy sprawdzić piłkarzy. Dowiadujemy się, kto ma jaki charakter, jak bardzo chce. Oby więc ta presja opinii publicznej na wynik nie była zbyt duża.

Ważna jest wizja Smudy. Mam nadzieję, że niedługo będę miał okazję przedyskutować to z nim i przedstawić mu, jak ja to widzę. Nie chodzi o to, aby we wszystkim mu przytakiwać.

Ci piłkarze, którzy stworzą drużynę, muszą czuć się jej potrzebni, ale nie mogą czuć się niezbędni. Dlatego nie chciałbym tutaj kogoś gloryfikować.

W stu procentach szczerze. Kiedy byłem u niego w drużynie, czasami wydawało się, że nie przepada za jakimś piłkarzem, a ten jednak grał. Trener musiałby być desperatem, żeby rezygnować z dobrego zawodnika tylko dlatego, że coś mu tam nie pasuje w jego charakterze.

Ciągle nie wiem. Przed wylotem do Tajlandii trudno było dorwać trenera Smudę, by porozmawiać w cztery oczy. Mówił mi tylko: Jacek, spokojnie, nie grzej się, wszystko uzgodnimy. Bo rzeczywiście trochę mnie nosiło, chciałem jak najszybciej otrzymać jakieś zadania, z których będę rozliczany. Ale nie sądzę, by moje obowiązki ograniczyły się tylko do pracy na boisku, bo to by było za mało. Myślę, że po trochu będę należał do wszystkiego, a więc także do obserwacji gry kandydatów do gry w kadrze, bo zwłaszcza w pierwszym roku będzie ich wielu. Podobnie będzie zapewne z analizą gry zespołów rywali i poszczególnych zawodników.

Do tej pory pracowałem z nim tylko jako zawodnik, ale wiem, że potrafi też słuchać. Ostatecznie decyduje sam, ale zbiera sygnały. A skoro zbiera je od piłkarzy, to także od trenerów. Natomiast jeśli chodzi o porywczość trenera, to czytałem już kiedyś, że mieliśmy jakiś straszny konflikt podczas zgrupowania na Cyprze, choć nie miało to nic wspólnego z prawdą. Sytuacja była banalna, rozmawialiśmy w pokoju masażystów, a trener stopniowo coraz bardziej się emocjonował. Wreszcie ożywił się na tyle, że zaczął krzyczeć, ale nie na nas, bo rozmowa nie dotyczyła w ogóle naszej drużyny. Kilka dni później czytam w jakiejś gazecie: konflikt Zielińskiego ze Smudą.

Jeżeli ktoś ma polskie korzenie, to dlaczego nie? Natomiast naturalizacja ludzi, którzy tak naprawdę z Polską nie mieli nic wspólnego, to jest przegięcie. Olisadebe czy Roger to świetni piłkarze, z obydwoma grałem w kadrze bądź klubie, ale nie chodzi o to, aby im kadzić. Mówię to, co myślę. Jak sobie wyobrazić mecz brazylijskiej reprezentacji Polski z brazylijską reprezentacją Litwy, kto z kim by rywalizował?

Nie wyobrażam sobie, żeby takie rzeczy w ogóle miały miejsce. Zgrupowania reprezentacji są naprawdę krótkie, można wytrzymać bez imprezowania i skupić się na tym, co mamy do zrobienia.

OK, bywało różnie, ale nie było przegięcia.

Trudne pytanie. Generalnie myślę, że tak. Ale nie powinniśmy tego mówić głośno, żeby na to nie liczyli. Zresztą Smuda przestrzegał, że u niego po pierwszym wyskoku wylatuje się na zbity pysk z reprezentacji, podobnie jak za odmowę gry w jakimkolwiek meczu.

Na pewno mamy szansę. Zobaczymy, jakie będziemy mieli losowanie, kogo będziemy mieli za przeciwników. W 1994 roku z Legią dostaliśmy ciężkie baty w eliminacjach Ligi Mistrzów od Hajduka Split. Kto by wówczas przypuszczał, że za rok nie tylko awansujemy, ale wyjdziemy z grupy i zagramy w ćwierćfinale?

Franciszek Smuda na boisku Uniwersytetu Technologii zrobił zawodnikom krótki wykład na temat największych błędów popełnionych w niedzielnym, przegranym 1:3, meczu z Danią.

Piłkarze ćwiczyli w temperaturze 29 stopni Celsjusza. Główny nacisk selekcjoner położył na odbiór piłki przez pomocników oraz napastników, którym pokazywał, jak należy reagować w momencie, gdy obrońcy i pomocnicy rywala rozgrywają piłkę. - Jak jeden da znak do agresywnego podejścia, to nie czekajcie, od razu ruszajcie do rywali i macie być blisko nich - instruował Smuda. Po obiedzie i krótkim odpoczynku piłkarze pojechali na wycieczkę do położonej 20 km od Korat fabryki porcelany. Lokalne zakłady ceramiczne znane są nie tylko w Tajlandii, ale również na innych kontynentach.

- Wyszliśmy z hotelu, bo chcieliśmy dać odreagować zawodnikom po meczu. We wtorek już nie będzie żadnej wycieczki. Rano będzie odnowa biologiczna, a po południu normalny trening - zapowiedział selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda.

ASInfo

@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.0018.001.jpg@RY2@

Jacek Zieliński (z prawej) przyznaje, że czekał na propozycję od Franciszka Smudy

Fot. Maciej Smiarowski/Newspix.pl

były piłkarz m.in. Legii Warszawa, 60-krotny reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw świata i Ligi Mistrzów, trener Legii, Korony Kielce i Lechii Gdańsk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.