Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Kowalczyk nastraszyła rywalki przed igrzyskami w Vancouver

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Polka trzy razy stanęła na podium w Oberhofie i odzyskała pozycję lidera w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata

Justyna Kowalczyk na miesiąc przed igrzyskami w Vancouver poważnie postraszyła swoje rywalki. W niemieckim Oberhofie Polka w żadnym z trzech startów nie zeszła poniżej trzeciego miejsca. A w jednym z nich stanęła na najwyższym stopniu podium.

- Kowalczyk, to Kowalczyk. Jeśli idzie o rywalizację, w klasyku nie ma w tym sezonie sobie równych - powiedziała po sobotnim biegu na 10 km stylem klasycznym Petra Majdić. - Przez jakiś czas jechałyśmy razem, ale z każdym kilometrem trudniej mi było utrzymać narzucone przez nią tempo. Po prostu byłam słabsza i nie dawałam rady - dodała Słowenka, która w sobotę doznała od Polki podwójnej porażki - przegrała z nią zarówno na trasie, jak i w wirtualnej rywalizacji w Pucharze Świata.

Majdić z rewanżem nie zwlekała zbyt długo i już następnego dnia dwukrotnie - w półfinale, a następnie w finale - pokonała w sprincie polską mistrzynię.

- To były ciężkie trzy dni - powiedziała po minięciu linii mety Kowalczyk, która znowu jest posiadaczką żółtej koszulki liderki Pucharu Świata, zachowała też pozycję liderki w klasyfikacji Tour de Ski. - Sama nie spodziewałam się, że początek roku będzie dla mnie tak udany. Który wynik był najcenniejszy? Trzecie miejsce w piątek w prologu na dystansie 2,8 km. Bo to pierwsze miejsce na podium w stylu łyżwowym w tym sezonie - dodała Justyna, która w Niemczech po raz kolejny udowodniła, że jest zawodniczką kompletną i świetnie spisuje się zarówno w stylu dowolnym, jak i klasyku.

Jeszcze nam pokaże

- Jaki był plan? Od samego początku miałam się trzymać najlepszych. Trener pokrzykiwał: masz tyle do tej i tyle do tamtej. Przez jakiś czas biegłyśmy wspólnie z Majdić, ale ona nie dała rady na podbiegu, a ja dostałam zielone światło. I zaatakowałam - wspomina wydarzenia z soboty i wspaniały finisz Kowalczyk.

W niedzielę w sprincie tylko raz popełniła błąd, który najprawdopodobniej kosztował ją zwycięstwo. Chwila zawahania przy starcie zdecydowała, że Polka zaczęła bieg dopiero na piątej pozycji. Szaleńczy pościg za rywalkami zaowocował ostatecznie drugim miejscem. Weekend był więc bardzo udany.

Czy to już jest jednak forma na Vancouver? Od początku sezonu trener Aleksander Wieretielny jak mantrę powtarza: "Realizujemy ten sam program przygotowań, najwyższa forma przyjdzie na igrzyska". Jednak po występie Kowalczyk, czy to tuż przed świętami w słoweńskiej Rogli, czy w ostatnich dniach w Oberhofie, wskazuje, że Polka ma szanse zostać jedną z największych gwiazd zbliżających się igrzysk olimpijskich. - Nie wiem, czy to jest właśnie optimum. Zobaczymy, na co mnie będzie stać na trasach w Whistler - mówi Kowalczyk.

Nie lubi Pragi

Także Wieretielny, już tradycyjnie, uspokaja. - Zobaczymy, rywalki nie będą słabły, tylko z dnia na dzień będą coraz groźniejsze. Mam nadzieję, że także Justyna będzie się wciąż poprawiać i walczyć o zwycięstwa - ocenia szkoleniowiec Polki. Podczas Tour de Ski nie ma zbyt wiele czasu na odpoczynek. - Zaraz po zawodach wsiadamy do samochodu i wyruszamy do Pragi. Nawigator pokazuje, że pokonamy ten odcinek w cztery godziny. W stolicy Czech powinniśmy być jakoś przed północą, a na drugi dzień kolejny start, tym razem w sprincie - opowiadał Wieretielny.

Kowalczyk do stolicy Czech jedzie jednak niechętnie. - Nie lubię tego miasta. Czy to się może teraz zmienić? Raczej wątpię - mówi mistrzyni z Kasiny Wielkiej.

W Pradze zostaną rozegrane sprinty. Na wąskich uliczkach Starego Miasta łatwo o wypadek, niepotrzebną wywrotkę czy złamanie kijka. Takie wypadki zawsze niepotrzebnie wybiją z rytmu i wprowadzają zamieszanie. A przecież Justyna w Czechach będzie bronić pozycji liderki w Tour de Ski. Ewentualne zwycięstwo w tej imprezie może ją przybliżyć do triumfu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, do zdobycia jest bowiem mnóstwo punktów.

Polka może też znacznie powiększyć zasobność swojego portfela. W puli imprezy jest 200 tys. franków szwajcarskich. - Absolutnie nie można jeszcze powiedzieć, że Justyna jest główną kandydatką do wygrania Tour de Ski - mówił jednak Wieretielny. - Bardzo groźne są Aino Kaisa Saarinen, Virpi Kuitunen i Petra Majdić. To bardzo mocne dziewczyny i będą jeszcze ostro walczyć. W poniedziałek w Pradze faworytką w sprincie będzie na pewno Włoszka Arianna Follis. My myślimy teraz głównie o tym, żeby nie było jakichś głupich wpadek. Jeśli ich unikniemy, to dziewczyna będzie walczyć - dodał szkoleniowiec.

@RY1@i02/2010/001/i02.2010.001.000.020a.001.jpg@RY2@

Biegaczka z Kasiny Wielkiej w niedzielnym sprincie była gorsza tylko od Petry Majdić

AP

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.