Zatrzymał Grecję, zatrzyma i Rosję
Czułem, że Przemysław Tytoń obroni ten rzut karny - mówi Bogusław Kaczmarek, który wprowadzał go do dorosłego futbolu. Zdaniem byłego asystenta Leo Beenhakkera awans do ćwierćfinału jest w naszym zasięgu
Tytoń uratował Polskę, pan odkrył Tytonia.
Na to wychodzi. W 2004 r. wypatrzyłem go w Zamościu, miał kilkanaście lat i chodził do liceum. Wtedy uznałem, że jeszcze nie czas, aby brać go do Górnika Łęczna, który grał w ekstraklasie. Jak zrobił drugie podejście, to zdecydowałem, że go biorę. Jest coś takiego, jak intuicja, która z reguły mnie nie zawodzi. Chodził do szkoły, więc trenowaliśmy o różnych porach, często po zmroku, przy prowizorycznym oświetleniu. Doskonale pamiętam jego debiut. W Grodzisku zremisowaliśmy 1:1 z Dyskobolią. Bramkę strzelił Ślusarski, Tytoń w sytuacji jeden na jednego nie miał szans, choć zachował się bardzo dobrze. W kilku innych sytuacjach też miał przytomne interwencje jak na młodego chłopaka. Wiedziałem, że będą z niego ludzie. Po kilku miesiącach mnie zwolnili z Łęcznej, a jego menedżer załatwił mu transfer do Rody Kerkrade. W Łęcznej nikt po Przemku nie płakał, a ja wystawiłem mu jak najlepsze referencje. Grał jak kilku innych moich piłkarzy w reprezentacji Michała Globisza.
Czym pana ujął?
U Przemka funkcjonuje coś takiego jak UID. U to uczciwość, I to inteligencja, D to dojrzałość.
Jaki jest Tytoń?
Żyje w harmonii ze swoim ciałem. Ma olbrzymie poczucie rytmu. Z czego to się wywodzi? Być może z tańca towarzyskiego, który trenował z siostrą. Nawet ta jego interwencja przy rzucie karnym. On nie zrobił pół takiego ruchu, który mógłby mu przeszkodzić w odbiciu tej piłki. Wykorzystał maksymalnie swoje ciało. Dla mnie jego dobra gra to żadna niespodzianka. Mój kontakt z nim urwał się, jak wyjechał do Holandii, a ja pracowałem w reprezentacji z Leo Beenhakkerem. Pamiętam, jak w maju 2007 r. Globisz, który przygotowywał się do młodzieżowych mistrzostw świata w Kanadzie, zaprosił mnie i Beenhakkera na zgrupowanie do Włocławka. Wtedy było u niego trzech bramkarzy. W kolejności: Białkowski, Tytoń, Szczęsny. I okazało się, że nasz ranking był zupełnie inny niż Globisza. Tytonia i Szczęsnego uważaliśmy za lepszych od Białkowskiego. Obaj dziś grają w bardzo dobrych klubach, a Białkowski jest gdzieś na peryferiach futbolu. Cieszę się, że intuicja mnie nie zawiodła. Oglądając w telewizji ten rzut karny, wnusio mój Janek się odwrócił, zaczął płakać. A ja mówię: nie martw się, Przemek to obroni. No i obronił. Ależ ja miałem satysfakcję.
Tytoń może zatrzymać Rosjan?
Chce pan na poważnie rozmawiać o Rosjanach? To muszę wyjść od tego, że takiego Franciszka Smudy jak w meczu z Grecją nie widziałem jeszcze nigdy. Tak pasywnego w podejmowaniu decyzji. Czego zabrakło mi w drugiej połowie? Odwagi i reakcji na to, co zrobił przeciwnik. Trzeba było wycofać Murawskiego i wpuścić do pomocy kogoś bardziej kreatywnego. Powinien wejść Mierzejewski, aby odwrócić uwagę Greków od tej naszej prawej strony i przenieść trochę akcenty na lewo. Wiem, że była czerwona kartka Szczęsnego, to i tamto. Ale przecież ta czerwona kartka była pochodną wcześniejszych błędów defensywy. To już jest historia. Jest mecz z Rosją. Pamiętam, jak z Polonią Warszawa grałem sparing z mistrzem Rosji Zienitem, na którym oparta jest reprezentacja Dicka Advocaata. Bohaterem meczu był Mierzejewski, który fantastycznie poradził sobie z Dienisowem. Dienisow to papierek lakmusowy Rosji. Mam na myśli przejście z obrony do ataku. Nie mówię, że powinniśmy wycofać jednego defensywnego pomocnika, moim zdaniem powinien wrócić do pierwszego składu Dudka. Trzymanie go na ławce w drużynie, która ma taką właśnie organizację gry, to ogromna strata. Trzeba się zastanowić, jak usprawnić obronę. Franek zaufał Boenischowi, ale po 20 minutach chłopak zrobił dwa takie błędy, które każda inna drużyna pewnie by wykorzystała. Raz uratował mu skórę Murawski i raz szaleńczym wślizgiem Perquis.
Jest pan pod wrażeniem gry drużyny Advocaata z Czechami?
Tak, bo jego Rosja jest kontynuacją gry Hiddinka, ogromna konsekwencja, prawdziwa myśl trenerska, sposób na grę. Skład ze zremisowanego 2:2 meczu Rosja - Polska z 2007 r. w Moskwie jest niemal identyczny.
Czyli jesteśmy bez szans?
Nie. To będzie zupełnie inny mecz. Oni mają trzy punkty, im się nie będzie spieszyło. Trzymają rywali w szachu. Grają fantastycznie do przodu. To jest niesamowita eksplozja, petarda. Dwie - trzy sekundy czasem zajmuje im przejście od swojej bramki pod bramkę rywala i już Arszawin jest sam na sam. Takiego szybkiego kontrataku nie widziałem już dawno. Ich formacje są niezwykle zgrane. Co Advocaat zrobił najlepszego? Zadzwonił do Wengera i dogadał się, że ten odda Arszawina do Zenitu, bo w Arsenalu jest mu przecież średnio potrzebny. Żeby w tym jego układzie zaczął funkcjonować, żeby sobie pograł z reprezentacyjnymi kolegami. Ale zauważyłem też ułomności. Ignaszewicz i Bieriezucki w pewnych sytuacjach się gubią. To nie jest monolit. Żyrkow zapomina o obronie, jak rusza do przodu. Najpewniejszym punktem jest Aniukow z prawej strony. My musimy się wznieść na wyżyny. Remis nie będzie zły. Później ogramy Czechów i możemy wyjść z grupy.
@RY1@i02/2012/112/i02.2012.112.00000100a.802.jpg@RY2@
Z Grecją Tytoń zagrał w kadrze po raz szósty
Rozmawiał Cezary Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu