Wielki pojedynek snajperów
Robert Lewandowski i Cristiano Ronaldo to dwaj kapitanowie, którzy w reprezentacji nie są jeszcze spełnieni. W czwartek zmierzą się w ćwierćfinale Euro 2016. - Patrzymy na Portugalię jako na zespół. Grają tam indywidualności, ale ich siłą jest kolektyw - przekonuje asystent Adama Nawałki Bogdan Zając
Wszyscy w polskim sztabie bronią się przed tym rękami i nogami, odpychają najdalej, jak potrafią, ale nikt nie ucieknie od oczywistej konstatacji. To będzie pojedynek dwóch wielkich indywidualności. Z jednej strony Robert Lewandowski, z drugiej - Cristiano Ronaldo.
Na stadionie w Marsylii pojawią się naprzeciwko siebie drużyny Polski i Portugalii, ale światła będą skierowane na kapitanów. To oni mają poprowadzić swoje ekipy do półfinału mistrzostw Europy. Ronaldo zna już ten smak - z 2004 i 2012 r. Dla Roberta to zupełnie nowe doświadczenie. Ale na turnieju we Francji, oprócz wielkiej rozpoznawalności, łączy ich jeszcze jedno. Żaden nie może powiedzieć, że jest ze swojej gry zadowolony. Żaden nie zdecydował jeszcze o zwycięstwie swojej ekipy.
Kapitan Portugalczyków strzelił wprawdzie dwa gole Węgrom, ratując przed katastrofą, ale wcześniej zmarnował nawet karnego w meczu z Austrią. Kibice liczą na zdecydowanie więcej.
Polak z kolei realizuje się taktycznie, często wraca po piłkę albo ucieka obrońcom do boku, zostawiając więcej miejsca dla innych, ale statystyki są nieubłagane - brak gola, a nawet sytuacji strzeleckich, musi zawodnika tej klasy co najmniej niepokoić.
Dlatego tym bardziej rywalizacja Lewandowski - Ronaldo zapowiada się pasjonująco. Choć Bogdan Zając, asystent trenera Adama Nawałki, przekonuje, przynajmniej oficjalnie, że nikt w sztabie tak sprawy nie stawia. - Patrzymy na Portugalię jako na zespół. Wiemy, że grają tam indywidualności, ale ich siłą jest kolektyw. Pokazali to w spotkaniu z Chorwacją w 1/8 finału - mówił Zając.
- Na pewno będzie ciężko, ale nie możemy patrzeć tylko na indywidualne umiejętności rywali. Jeśli mamy się przeciwstawić groźnej trójce w ataku - Naniemu, Quaresmie i Ronaldo - musimy to zrobić jako zespół - twierdził Michał Pazdan.
Na przykładzie obrońcy Legii widać najlepiej, jaką ewolucję przeszła polska kadra w ostatnich tygodniach. Traktowany na początku z przymrużeniem oka, jako niepewny partner Kamila Glika na środku defensywy, Pazdan z każdym dniem wykazuje się coraz większą dojrzałością. Od młodego chłopaka, który osiem lat temu znalazł się nieoczekiwanie na Euro w kadrze Beenhakkera, dzielą go lata świetlne.
Na zaczepki Marco Paixao - Portugalczyka grającego w polskiej lidze - który twierdził, że wierzy, iż Ronaldo "rozbije" Pazdana, obrońca z Nowej Huty zareagował wczoraj ze stoickim spokojem. - Nie zwracam uwagi na to, co się mówi albo pisze w prasie. Interesuje mnie tylko to, co dzieje się na boisku - twierdzi zawodnik będący objawieniem turnieju w polskiej drużynie.
We wtorek wszyscy zawodnicy wrócili po dwóch dniach do normalnego treningu. Zwykle tylko jeden dzień po meczu był dotychczas dla naszych piłkarzy luźniejszy. Selekcjoner wie jednak, że na tym etapie kluczowa jest dobra regeneracja organizmu. Szczególnie po dłuższym meczu. Zawodnicy muszą się odbudować fizycznie przed kolejnym wysiłkiem. Dlatego poniedziałek również był wolny od ćwiczeń (niektórzy tradycyjnie wybrali się zagrać w golfa, inni chcieli pojeździć trochę na rowerze, a jeszcze inni - to nowość - grali w paintballa), ale już we wtorek było widać, że głód zajęć z piłką jest duży. Wielu piłkarzy chętnie korzysta też z kriokomory. Niektórzy dwa razy dziennie. Jak mówią, to pomaga w regeneracji, a mikrourazy są dzięki temu szybciej leczone.
We wtorek na murawie trenował również z pozostałymi bramkarzami Wojciech Szczęsny, który dochodzi do pełnej sprawności po silnym stłuczeniu uda w pierwszym spotkaniu, z Irlandią Płn. Nie robi sobie jednak wielkich nadziei na zajęcie miejsca Łukasza Fabiańskiego. Hierarchia jest ustalona i się nie zmieni.
Nagrodą za dobry mecz w czwartek może być nie tylko półfinał mistrzostw Europy, lecz także znaczący awans w rankingu FIFA, wyżej niż kiedykolwiek w historii. Dotychczas Leo Beenhakker wywindował naszą kadrę na 16. miejsce w 2007 r. Możemy jednak przyjąć z całkowitą pewnością, że ani Adam Nawałka, ani jego piłkarze nie zaprzątają sobie dziś głowy takimi drobiazgami.
Kibice obu drużyn bardzo liczą na dobrą grę swoich kapitanów
@RY1@i02/2016/125/i02.2016.125.00000150a.803.jpg@RY2@
Andrzej Iwańczuk/Reporter
Robert Lewandowski na razie realizuje się na boisku taktycznie
Remigiusz Półtorak,
Rafał Musioł
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu