Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wynagrodzenia

12 zł dla zleceniobiorcy: będą zwolnienia, podwyżki i renegocjacja umów

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

PROBLEM: Już od 1 lipca br. osoby zatrudnione na umowę-zlecenie mają zarabiać przynajmniej 12 zł za godzinę. Tak zakłada projekt nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, nad którą pracuje rząd. Firmy alarmują, że wprowadzenie zmian w połowie roku może spowodować więcej szkód niż pożytku. Dlatego zabiegają o wydłużenie vacatio legis. Na minimalnej stawce godzinowej stracą przede wszystkim takie branże, jak: ochroniarska, hotelarska, gastronomiczna, sprzątająca, budowlana, kurierska, finansowa, ubezpieczeniowa czy reklamowa, ale nie tylko.

1 Dłuższe vacatio legis...

Większość firm nie kwestionuje wprowadzenia dwunastozłotowej stawki za godzinę pracy dla zleceniobiorców. Twierdzą jednak, że potrzebują więcej czasu na przygotowanie się do nowych regulacji.

- Problemem nie jest sama minimalna stawka, ale pośpiech, w jakim ustawodawca ją wprowadza - mówi Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP. - Najpierw zmiany w ozusowaniu umów-zleceń (tj. podwyższenie odprowadzania składek od minimalnego wynagrodzenia - 1850 zł), a teraz minimalna stawka. To bardzo duże modyfikacje, którymi zostali obciążeni przedsiębiorcy w krótkim okresie. Musimy mieć czas, aby się do nich dostosować - dodaje.

Zwolnieniami straszy m.in. branża ochroniarska. Z wyliczeń Polskiej Izby Ochrony (PIO) wynika, że zmiana zasad ozusowania umów-zleceń, która obowiązuje od początku roku, podniosła koszty pracy o 28 proc. Wzrosną one jeszcze bardziej po wprowadzeniu stawki godzinowej dla zleceniobiorców - obecnie w tych usługach wynosi ona bowiem średnio 8 zł. Część kontrahentów może zatem ograniczyć korzystanie z ochrony lub z niej zrezygnować. Sama tylko zmiana ozusowania skutkowała w niektórych przypadkach wypowiadaniem umów i zwolnieniami sięgającymi nawet 40 proc. - przekonuje PIO.

- Budżety firm nie są z gumy - podkreśla Arkadiusz Pączka. I wymienia, że proponowane rozwiązanie może dotknąć też branże sprzątającą, hotelarską, gastronomiczną czy budowlaną. - Obecnie nie jesteśmy w stanie wskazać wszystkich branż, które mogą stracić na wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej. Może się okazać, że będzie ich kilkakrotnie więcej, niż teraz prognozujemy - twierdzi Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i prawa pracy w Konfederacji Lewiatan.

- Według mnie dotknie ona wszystkie sektory - uważa natomiast Jarosław Adamkiewicz, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Zdaniem pracodawców najgorsze jest to, że rząd planuje wprowadzenie zmian w trakcie roku, podczas gdy przedsiębiorcy mają już zawarte umowy często na cały rok.

- Nowe regulacje powinny wejść w życie nie wcześniej niż od 1 stycznia 2017 r. - uważa Arkadiusz Pączka.

2 ...i renegocjacja umów

Zdaniem ekspertów nowe przepisy powinny również uwzględniać potrzebę renegocjacji umów podpisanych w ramach zamówień publicznych.

- Konieczne jest zawarcie w nowelizacji skutecznych zapisów obligujących zamawiających daną usługę do waloryzacji kontraktów w toku. Muszą skalkulować budżety - w nowych i trwających kontraktach - z uwzględnieniem 12-złotowej stawki godzinowej - zwraca uwagę Marek Kowalski, przewodniczący zespołu ds. zamówień publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego. - To jedyna gwarancja dla utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia. Zmiana regulacji nie może się bowiem odbić negatywnie na pracownikach - uważa.

W jego ocenie waloryzacja kontraktów w toku służy ochronie interesu wszystkich zainteresowanych stron - przedsiębiorca ma zagwarantowane otrzymanie wynagrodzenia za świadczone usługi bez konieczności ponoszenia strat z tytułu rosnących kosztów pracy, pracownik zachowuje zaś bezpieczeństwo zatrudnienia przy uwzględnieniu minimalnej stawki godzinowej. Korzystają też na tym zamawiający, którzy nie ponoszą kosztów związanych z przestojem lub rozpisaniem nowego przetargu. Co równie istotne, nie muszą się obawiać, że zlecenie nie będzie realizowane chociażby ze względu na trwający czy przedłużający się przetarg. - To kluczowe, by sektor publiczny jak najlepiej przygotował się do waloryzacji obowiązujących kontraktów - przekonuje Marek Kowalski. Wiele placówek publicznych wciąż nie kalkuluje budżetu w taki sposób, aby osoby zatrudniane przez wykonawców miały zagwarantowane środki przynajmniej w wysokości minimalnego wynagrodzenia. Do nieuczciwych zamawiających, którzy nie respektują przepisów, należą nawet takie instytucje, jak: sądy, placówki służby zdrowia czy instytucje kulturalne.

3 Wolne zawody boją się ewidencji czasu pracy

Ministerstwo Rodziny proponuje też, aby firmy, które zatrudniają zleceniobiorców, prowadziły ewidencje czasu pracy. Tych zmian najbardziej obawiają się branże: opiekuńcza, marketingowa, reklamowa oraz doradztwa finansowego i ubezpieczeniowego.

- Najogólniej mówiąc, chodzi o tych pracowników, którzy wykonują jakiś konkretny projekt. Gdy podstawą rozliczania się z nimi jest prowizja, trudno będzie ustalać wysokość należnego wynagrodzenia za liczbę przepracowanych godzin - mówi Grzegorz Baczewski. Wskazuje przy tym osoby, które np. sprzedają ubezpieczenia. - Często pracują one dla kilku firm. Może się tak zdarzyć, że w ciągu jednej godziny sprzedadzą ubezpieczenia dla klientów dwóch firm. Jak w takim razie rozliczyć ich zgodnie ze stawką godzinową? - pyta Baczewski. Podobny problem może się pojawić również z rozliczaniem osób, które roznoszą ulotki czy wykonują usługi kurierskie. Dostrzega go też Marta Dobkowska, koordynator sekcji agencji opieki Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

- Istnieje obawa, że wprowadzenie stawki godzinowej może prowadzić do licznych sporów ze zleceniobiorcami, zwłaszcza w tych branżach, w których zleceniodawcy trudniej jest kontrolować czas świadczenia usług. A do takich należy branża opieki domowej. To w efekcie może spowolnić rozwój tych usług w naszym kraju, a należy pamiętać, że Polska stoi przed ogromnym wyzwaniem, czyli starzejącym się społeczeństwem. Ustawodawca powinien uwzględnić specyfikę tej branży w swoim projekcie - wskazuje.

Eksperci ostrzegają, że ewidencja czasu pracy przy rozliczaniu tych osób będzie fikcyjna. A za jej brak będzie grozić kara w wysokości od 1000 do 30 tys. zł.

- Aby ich uniknąć, firmy mogą uciekać w umowy o dzieło lub nawet w szarą strefę - ostrzega Arkadiusz Pączka.

Zdaniem niektórych ekspertów nie będzie to jednak wcale takie proste.

- Umowa-zlecenie w przypadku zawodów, w których obowiązuje stawka prowizyjna jest uzasadniona, ponieważ dotyczy starannego wykonania danej pracy, jest ciągła, a nie np. jednorazowa i zawarta w celu uzyskania określonego dzieła. Już teraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych ściga firmy, które nadużywają tej formy kontraktu. Bywa, że kwestionuje umowy o dzieło nawet wtedy, gdy jak się wydaje, spełniają one warunki do zawarcia takiego typu kontraktu, np. gdy dotyczą tłumaczeń. Po proponowanych zmianach ZUS może zacząć się im przyglądać jeszcze wnikliwiej - uważa Baczewski.

Inne zdanie ma jednak Jarosław Adamkiewicz. - O ile ktoś nie doniesie do ZUS, organ ten nie wie, że dana firma zatrudnia na podstawie umowy o dzieło. Przecież te kontrakty nie są nigdzie rejestrowane. W razie kontroli zakład może tylko zapytać, czy przedsiębiorca podpisuje takie umowy, i dopiero wtedy ma prawo je sprawdzić. Ale przecież nieuczciwe firmy mogą się do tego nie przyznać - mówi.

Przedsiębiorcom, którzy nie zgadzają się z rozstrzygnięciami ZUS, postaje droga sądowa. Ale orzecznictwo w tej kwestii jest różne, zatem firma nie może mieć pewności, jaką decyzję podejmie sąd.

4 Propozycja niezgodna z kodeksem i konstytucją

Zdaniem pracodawców wprowadzanie m.in. obowiązkowej ewidencji czasu pracy to mieszanie dwóch reżimów - tego, który jest właściwy dla umów cywilnoprawnych, z typowymi dla kodeksu pracy.

- Umowa cywilna jest zawierana pomiędzy dwoma równorzędnymi podmiotami, które zgadzają się na określone w niej warunki. Natomiast umowy o pracę określają zasady podległości służbowej, gdzie z zasady jedna strona jest słabsza od drugiej. Dlatego pracowników musi chronić kodeks pracy - wyjaśnia Baczewski.

Jego zdaniem wprowadzenie takiego wyłomu od zasady, że kodeks pracy stosuje się wyłącznie do umów o pracę, może otworzyć furtkę na inne tego typu propozycje.

- Już teraz związkowcy chcą, aby zleceniobiorca miał prawo do urlopów. W tym momencie umowa-zlecenie za bardzo zbliża się do umowy o pracę, a tymczasem rynek potrzebuje różnych rodzajów kontraktów - mówi przedstawiciel Konfederacji Lewiatan. I zauważa, że proponowana przez resort rodziny ingerencja w zasady zawierania umów-zleceń może być niezgodna z kodeksem cywilnym.

Z kolei Pracodawcy RP zarzucają propozycji ministerstwa niezgodność z konstytucją. Argumentują, że projektowana minimalna stawka godzinowa dla zleceniobiorców jest wyższa niż obowiązująca dla zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Kwota 12 zł prowadzi wręcz do uprzywilejowania sytuacji tych pierwszych w stosunku do pracowników. W przypadku przepracowania w miesiącu tylu godzin co pracownicy, zleceniobiorcy otrzymywaliby znacznie wyższe wynagrodzenie. Płaca minimalna w 2016 r. wynosi 1850 zł, a z reguły w miesiącu liczba godzin roboczych to od 160 do 184. Mnożąc liczbę godzin roboczych przez proponowaną stawkę 12 zł, otrzymujemy kwoty miesięcznych minimalnych wynagrodzeń zleceniobiorców w wysokości od 1920 zł do 2208 zł. Taka różnica w wynagrodzeniach może spowodować, że dla wielu osób umowa-zlecenie będzie bardziej atrakcyjna niż stosunek pracy. Różnicowanie kwoty minimalnego wynagrodzenia ze względu na rodzaj zawartej umowy może zostać uznane za niezgodne z konstytucyjną zasadą równości.

Oprac. Urszula Mirowska-Łoskot

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.