Urzędnik aplikantem, czyli jak pogodzić etat z praktykami
W administracji publicznej zdarza się, że osoba z ambicjami do zdobywania wiedzy traktowana jest jako potencjalne zagrożenie - i przez kolegów, i przez przełożonych
Pracownik, który chce się dokształcać i podnosić swoje kwalifikacje, a przy tym nie myśli o zmianie swojego miejsca pracy, jest skarbem dla pracodawcy. Aplikacja np. to szkoła nauki zawodu dla osób pragnących zostać w przyszłości adwokatami czy radcami prawnymi. Dla urzędników jest dodatkowo lekcją pokory, samozaparcia, a czasami uczy też prowadzenia negocjacji. Problemem jest pogodzenie pracy z aplikacją, zwłaszcza z obowiązkowymi do odbycia praktykami.
- Po dostaniu się na aplikację nie miałam problemów z naczelnikiem urzędu skarbowego, ale pogorszyły się moje relacje z bezpośrednim przełożonym. Miałam zgodę na wychodzenie wcześniej w dni, w które wypadały mi zajęcia lub praktyki. Jednak po moim wyjściu z reguły nagle się okazywało, że jest jakaś pilna praca do wykonania, którą za mnie musiała robić koleżanka - opowiada anonimowo aplikantka radcowska. Przyznaje, że z zazdrością patrzyli na nią też koledzy, których kłuło w oczy, że robiąc aplikację, nie straciła na wynagrodzeniu i nie musiała odpracowywać godzin. Jak mówi, w jej przypadku dostanie się na aplikację zbiegło się szczęśliwie z końcem umowy o pracę na czas określony. Pracodawca nie mógł jej więc odmówić zgody na robienie aplikacji.
Na problemy skarżą sie i inni.
- Złożyłem wniosek o zwolnienie z pracy na czas zajęć. Odpowiedź była lakoniczna: należy zachować 40-godzinny czas pracy. Nikt ze mną nie rozmawiał na ten temat, tylko pracownik kadr poinformował mnie, że nie zostałem skierowany na aplikację przez urząd - mówi aplikant z Wielkopolski. - W urzędach pokutuje jeszcze stan prawny sprzed 1998 r., kiedy takie skierowanie rzeczywiście było wymagane.
Zatrudnienie, ale gdzie
O tym, jak ma wyglądać aplikacja, przesądzają ustawy: z 26 maja 1982 r. - Prawo o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2002 r. nr 123, poz. 1058) i z 6 lipca 1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 10, poz. 65 z późn. zm.) oraz regulaminy odbywania aplikacji wydane w postaci uchwał odpowiednio Naczelnej Rady Adwokackiej (nr 55/2011) i prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych (nr 271/VIII/2012).
Co do zasady aplikanci adwokaccy mogą być zatrudniani na podstawie stosunku pracy tylko przez patrona (art. 76a ust. 1 prawa o adwokaturze). Praca w innym miejscu wymaga zgody nie tylko patrona, lecz także dziekana właściwej okręgowej rady adwokackiej (par. 13 ust. 1 regulaminu odbywania aplikacji adwokackiej).
Takich ograniczeń nie mają natomiast radcowie prawni. Także w ich przypadku regulamin odbywania aplikacji radcowskiej mówi jednak wyraźnie, że praca zawodowa wykonywana przez aplikanta nie może zwalniać z wypełniania obowiązków aplikanta ani naruszać wymogów wynikających z zasad etyki zawodowej (par. 7).
Pracownikowi zaś wpisanemu na listę aplikantów radcowskich przysługuje zwolnienie od pracy w celu uczestnictwa w obowiązkowych zajęciach szkoleniowych, i to z zachowaniem prawa do wynagrodzenia (art. 34 ustawy o radcach prawnych). Analogiczny przepis jest również w prawie o adwokaturze (art. 76a).
Aplikanci radcowscy mają prawo do płatnego urlopu w wymiarze 30 dni kalendarzowych na przygotowanie się do egzaminu radcowskiego (art. 34 ust. 2).
W urzędzie skarbowym nikt więc nie może zabronić pracownikowi wyjścia na zajęcia lub praktykę, ale atmosfera, jaka temu towarzyszy, często jest trudna do zniesienia.
- Ja moją praktykę w kancelarii odbywałam po godzinach pracy w urzędzie. Co mogłam, robiłam w domu. Wyjścia za zajęcia wpisywałam jako wyjścia służbowe lub prywatne - przyznaje aplikantka radcowska z centralnej Polski.
O tym, że bardzo trudne jest pogodzenie aplikacji z pracą, np. w urzędzie skarbowym, mówią także inni aplikanci. - W urzędach skarbowych nie lubią osób, które się dokształcają. Ja miałam nieprzyjemności zarówno od szefostwa, jak i, niestety, od współpracowników. Wytrzymałam dwa lata w takiej atmosferze, a teraz pracuję w ministerstwie, ale nie finansów, i nikt mi nie robi przeszkód z powodu aplikacji - mówi inna osoba.
- Zarówno urzędnicy, którzy przygotowują się do egzaminu na aplikację, jak i ci, którzy przygotowują się do egzaminu kończącego po aplikacji, mają prawo do 30-dniowego urlopu. To są przepisy bezwzględnie obowiązujące pracodawcę. Także w przypadku zwolnienia z pracy na czas zajęć i praktyki aplikantowi przysługuje zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. To jest nakaz bezwzględnie obowiązujący pracodawcę - mówi Piotr Wojciechowski, prowadzący kancelarię prawa pracy. Jak podkreśla, aplikacja jest bardzo często kością niezgody między pracodawcą a pracownikiem. - Z sygnałów, jakie otrzymuję, wynika, że są urzędy, których kierownictwo cieszy się z tego, że pracownik chce się kształcić, ale są i takie, w których faktycznie jest to problemem. Na pewno aplikacja nie może być powodem zwolnienia pracownika z pracy. Taka decyzja pracodawcy nie ostałaby się w żadnym sądzie - dodaje Wojciechowski. Według niego nie ma natomiast przeszkód, by pracodawca, który obawia się odejścia pracownika zaraz po ukończonej aplikacji, podpisał z nim lojalkę - pod warunkiem że pracownik zwrócił sie o dofinansowanie nauki. - Przepisy prawa pracy nakazują wówczas umowę o pracę przez trzy lata po zakończeniu nauki, więc jest to dla pracodawcy swego rodzaju zabezpieczenie - uważa Piotr Wojciechowski.
Wiedza z biura
Jednak nie tylko po odbytej aplikacji można zostać adwokatem czy radcą prawnym. Obie ustawy (odpowiednio w art. 66 ust. 2 pkt 4 i w art. 25 ust. 2 pkt 4) pozwalają na przystąpienie do egzaminu osobom, które po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 5 lat w okresie nie dłuższym niż 10 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu były zatrudnione w urzędach organów władzy publicznej i wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tych urzędów.
Agnieszka Zemle-Górecka, adwokat, przewodnicząca Komisji Kształcenia Aplikantów przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, wykładowca na Uniwersytecie w Białymstoku, jest przeciwniczką pracy w trakcie aplikacji w innych miejscach niż kancelaria prawnicza. - Uważam, że aplikacja jest po to, aby osoba, która się na nią zdecydowała i dostała, praktycznie uczyła się zawodu. Praca zaś w urzędzie skarbowym, izbie skarbowej czy chociażby jako asystent sędziego mimo wszystko nie idzie w parze z aplikacją. Urzędnicy i pracownicy urzędów, organów i służb powinni korzystać z trybu, który m.in. z myślą o nich został przewidziany w prawie o adwokaturze, czyli podchodzić do egzaminu bez odbycia aplikacji - podkreśla mecenas Zemle-Górecka. - Ci, którzy mimo wszystko chcą odbyć aplikację, muszą uzyskać zgodę dziekana okręgowej rady adwokackiej.
Grażyna J. Leśniak
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2013/117/i02.2013.117.08800050a.802.jpg@RY2@
Stefan Płażek adwokat specjalizujący się w prawie pracy, adiunkt na Uniwersytecie Jagiellońskim
Każdy pracodawca ma kodeksowy obowiązek sprzyjać podnoszeniu przez pracownika kwalifikacji, nawet wtedy, gdy jest to inicjatywa i potrzeba samego tylko pracownika. W pragmatykach urzędniczych ten obowiązek jest dodatkowo rozwinięty i skonkretyzowany. Tak więc robieniu aplikacji przez urzędnika skarbowego pracodawca może jedynie przyklasnąć.
Najlepiej już zawczasu zadbać o odpowiednią umowę, a przynajmniej działać całkowicie jawnie, informując pracodawcę o rozpoczęciu aplikacji i płynących stąd obciążeniach czasowych. Wtedy albo umowa, albo przynajmniej wykształcona na początku praktyka będzie bronić przed ewentualnymi późniejszymi szykanami. Zapewne wynikają one z obawy dotychczasowego establishmentu w urzędzie, że podległy pracownik po aplikacji będzie konkurentem do kierowniczego stołka. Nie mają jednak żadnej racjonalnej podstawy przy aplikacji adwokackiej - adwokatom nie wolno pozostawać w stosunkach pracy.
Zapis w ustawie prawo o adwokaturze ograniczający aplikantom pozostawanie w stosunkach pracy innych niż z patronem oceniam jako krzywdzący, a również niekonstytucyjny. Pochodzi on z zupełnie innej epoki, w której o wiele łatwiej było nie tak licznym jak obecnie aplikantom znaleźć patrona i zatrudnić się u niego. A obecni muszą wszak z czegoś żyć. Na szczęście według moich obserwacji nie jest on traktowany rygorystycznie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu