Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Zatrudnieni rzadziej skarżą zwolnienia

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Do sądów trafia coraz mniej odwołań od wypowiedzeń i dyscyplinarek. To skutek m.in. upowszechnienia umów terminowych

Dobra wiadomość dla pracodawców - od dwóch lat ubywa przypadków, gdy zatrudniony decyduje się walczyć o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie za, jego zdaniem, niezasadne lub bezprawne zwolnienie. W 2013 r. liczba odwołań zarówno od wypowiedzeń umowy o pracę, jak i dyscyplinarek zmniejszyła się o 8 proc. Tendencja ta utrzymała się także w I półroczu 2014 r. Do sądów trafiło w tym czasie 5,3 tys. odwołań od wymówień (42,8 proc. ogółu ubiegłorocznych zaskarżeń) oraz 2,3 tys. od rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia (40 proc. ogółu ubiegłorocznych zaskarżeń). Jeśli taki trend utrzyma się przez kolejne miesiące, spadki w całym 2014 r. będą wynosić około 15-20 proc.

- To skutek wielu czynników, często zależnych od sytuacji danej firmy. Jednym z nich jest np. powszechne stosowanie umów na czas określony - wskazuje dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Konfederacji Lewiatan.

W razie wypowiedzenia takiego kontraktu pracodawca nie musi wskazywać przyczyny zwolnienia, co jest obowiązkowe w przypadku umów na czas nieokreślony. Zatrudnieni czasowo (jest ich obecnie 3,5 mln) mogą zatem skarżyć do sądu jedynie ewentualne naruszenie przepisów o wymawianiu umów (np. zastosowanie niewłaściwego okresu wypowiedzenia).

Innym czynnikiem, który może wpływać na liczbę omawianych spraw, jest chęć zawarcia ugody.

- Firmy, w tym w szczególności te większe, dbają o swój wizerunek. Nie chcą, aby sprawy sądowe negatywnie wpłynęły na opinię o nich - tłumaczy dr Grażyna Spytek-Bandurska.

Podkreśla, że dążenie do zawarcia porozumienia z zatrudnionym może wynikać także z chęci ograniczenia ryzyka, które wiąże się z postępowaniem przed sądem. Ani firma, ani podwładny nigdy (nawet gdy wydaje im się, że przedstawili solidne argumenty przemawiające na ich korzyść) nie są pewni, jak się ono zakończy. A przecież zatrudnieni na czas nieokreślony lub zwolnieni dyscyplinarnie mogą domagać się przed sądem przywrócenia do pracy. Jeśli obie strony porozumieją się wcześniej, firma może uniknąć takiego powrotu zatrudnionego do firmy.

- Z kolei zatrudnieni obawiają się często, że jeśli pozwą byłego pracodawcę, zyskają opinię osoby roszczeniowej i będą mieć problemy ze znalezieniem kolejnego etatu - zauważa dr Grażyna Spytek-Bandurska.

Z sądownictwem wiąże się także kolejna przyczyna ograniczenia liczby odwołań od zwolnień. W 2011 r. zlikwidowano 74 wydziały pracy sądów rejonowych zlokalizowanych w małych miejscowościach. Dla wielu osób oznacza to trudności z dostępem do wymiaru sprawiedliwości.

- Rząd tłumaczył takie redukcje zmniejszającą się liczbą spraw z zakresu prawa pracy, ale pośrednio mogły one przyczynić się do tego, że część zatrudnionych zaniechała dochodzenia swoich roszczeń - podkreśla Małgorzata Lorenc z firmy Lorenc - Doradztwo Kadrowe.

Jej zdaniem część zatrudnionych mogła zrezygnować z pozwów do sądów także ze względu na wydłużający się czas postępowań sądowych z zakresu prawa pracy. W ubiegłym roku trwały one średnio 177 dni przed sądami rejonowymi (około 6 miesięcy) i 270 dni przed okręgowymi (czyli około 9 miesięcy). W dużych miastach na orzeczenie czeka się nawet kilka lat.

- Z tego punktu widzenia zatrudnieni mogą dojść do wniosku, że dochodzenie odszkodowania w maksymalnej wysokości trzech pensji jest po prostu niewarte wysiłków - kwituje Małgorzata Lorenc.

@RY1@i02/2014/186/i02.2014.186.18300090c.802.jpg@RY2@

Spory dotyczące zwolnień

Łukasz Guza

lukasz.guza@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.