Lepiej zrezygnować z listy obecności, niż prowadzić ją niedbale
Pracodawca nie musi mieć takiej dokumentacji. Ale jeśli już się na nią zdecyduje, to powinien spodziewać się, że w razie kontroli Państwowa Inspekcja Pracy będzie ją szczegółowo analizować
Pozostałość po PRL-owskiej kulturze pracy i niepotrzebna mitręga - takie opinie o codziennej konieczności potwierdzania obecności w firmie wygłasza większość zatrudnionych osób. Podpisywanie listy obecności często jest fikcją - w wielu przedsiębiorstwach zdarza się, że zatrudnieni są wzywani do kadr, żeby uzupełnić ją za np. za dwa ostatnie miesiące. Większość firm nie zdaje sobie sprawy, że lepiej w ogóle z list zrezygnować (nie są obowiązkowe), niż prowadzić je w sposób wadliwy. To woda na młyn dla Państwowej Inspekcji Pracy (dalej: PIP) oraz pracowników, którzy przed sądem chcą wygrać np. dodatkowe wynagrodzenie za wykonywanie obowiązków w nadgodzinach.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.