Mark Zuckerberg właśnie przekroczył rubikon
Me nedżerowie Facebooka najpewniej woleliby zapomnieć o ostatnich parunastu dniach. Najpierw seria doskonałych artykułów w dzienniku „Wall Street Journal” wykazała na podstawie wewnętrznych dokumentów firmy, że ta nie zawsze podejmuje wystarczające środki, aby zapobiec negatywnym zjawiskom zachodzącym na swoim serwisie. Później świat poznał tożsamość osoby, dzięki której dziennikarskie śledztwo było w ogóle możliwe. To Frances Haugen, była pracowniczka specjalnego działu, który zajmował się diagnozowaniem i propozycjami przeciwdziałania owym zjawiskom.
Haugen miała dla świata jedno proste przesłanie: Facebook w swojej działalności często staje przed dylematem, czy wybrać coś, co jest dobre z punktu widzenia szeroko rozumianego interesu publicznego, czy coś, co jest dobre dla firmy – i najczęściej wybiera to drugie.
Dołóżmy do tego ubiegłotygodniowe problemy techniczne serwisu i recepta na fatalny tydzień gotowa. Haugen, po ujawnieniu swojej tożsamości w słynnym programie „60 minutes”, otrzymała zaproszenie na Kapitol, gdzie powtórzyła swoje zarzuty. Senator Richard Blumenthal stwierdził, że sytuacja Facebooka przypomina nieco położenie branży tytoniowej parę dekad temu. „The Economist” posunął się nawet tak daleko, żeby zasugerować, iż firma przekroczyła wizerunkowy Rubikon: nawet jeśli rzetelnie odpowiada na słowa krytyki, to nikomu już nie chce się słuchać jej przedstawicieli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.