Dziennik Gazeta Prawana logo

Kluczem do cyfrowej suwerenności jest własny ekosystem

Bartosz Łopiński, założyciel i CEO Billennium, w rozmowie z Szymonem Glonkiem
Bartosz Łopiński, założyciel i CEO Billennium, w rozmowie z Szymonem GlonkiemMateriały prasowe / Fot. mat. prasowe
dzisiaj, 21:00

Pełna cyfrowa suwerenność jednego kraju to dziś bardziej idea niż realny scenariusz. Jak jednak ją budować w praktyce i gdzie Polska oraz Europa mają swoje szanse? Mówi o tym Bartosz Łopiński, założyciel i CEO Billennium.

Czy pełna cyfrowa suwerenność, realizowana przez jeden kraj, jest dziś możliwa?

dab961de-6c14-40b0-887b-88e93c7ccde9-39086170.jpg

Można powiedzieć, że matematycznie takie prawdopodobieństwo istnieje, ale w praktyce jest ono na tyle niewielkie, że nie powinniśmy traktować tego jako realnego scenariusza. Znacznie ważniejsze jest, aby konsekwentnie do tej suwerenności dążyć. I co istotne, nie w oderwaniu od rzeczywistości, tylko patrząc na cały ekosystem. Mówimy tu o pełnym łańcuchu wartości: od powstania pomysłu czy wynalazku, przez jego rozwój, aż po skalowanie. W tym procesie swoją rolę do odegrania mają zarówno instytucje publiczne, przedsiębiorstwa, uczelnie, jak i otoczenie regulacyjne.

Pytanie nie brzmi więc: czy możemy być w 100 proc. suwerenni, tylko raczej: na ile potrafimy świadomie budować i wspierać lokalne oraz regionalne rozwiązania, żeby ta suwerenność w ogóle mogła się pojawić – a później być chroniona.

Patrząc na technologię – półprzewodniki, niezbędną pamięć, hardware – właściwie każdy kraj jest od kogoś zależny. Czy Polska albo nawet cała Europa są w stanie osiągnąć pełną niezależność w tym zakresie?

Najprostsza odpowiedź brzmi: nie. Nie jesteśmy dziś w stanie samodzielnie wytwarzać wszystkich kluczowych komponentów, takich jak półprzewodniki, i nadrobienie tego dystansu zajęłoby wiele lat.

Natomiast to nie oznacza, że jesteśmy bezradni. Możemy budować suwerenność w inny sposób – poprzez rozwój komponentów, które wzmacniają bezpieczeństwo i kontrolę nad systemami. Coraz częściej mówi się choćby o technologiach związanych z bezpieczeństwem, w tym rozwiązaniach kwantowych.

Kluczowe jest jednak połączenie tych działań z odpowiednimi regulacjami i – co bardzo ważne – z procesami zakupowymi. To one mogą realnie stymulować rozwój lokalnych kompetencji i całej gospodarki. I tu, zarówno w Polsce, jak i szerzej w Europie, mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Czyli problem nie dotyczy tylko Polski?

Zdecydowanie nie. To wyzwanie globalne. My jako firma działająca na wielu rynkach, od Indii i Malezji po Kanadę, widzimy, że podobne problemy występują w różnych ekosystemach. Dobrym przykładem jest Kanada, gdzie bardzo dynamiczny ekosystem start-upowy często traci swoje najbardziej obiecujące firmy na rzecz kapitału amerykańskiego.

To pokazuje, jak ważne jest budowanie własnego ekosystemu, który nie tylko generuje innowacje, ale też potrafi je zatrzymać i rozwijać lokalnie. Bez tego trudno mówić o długofalowej suwerenności cyfrowej.

Skoro pojedynczy kraj ma ograniczenia, to czy możemy budować suwerenność w ramach większych struktur, np. Unii Europejskiej?

Zdecydowanie tak. I co więcej – uważam, że Europa ma realny potencjał, aby być liderem w wybranych obszarach technologicznych. Już dziś możemy mówić o konkretnych przewagach konkurencyjnych. Coraz częściej pojawiają się też przykłady firm, które odnoszą sukcesy na skalę międzynarodową.

Natomiast kluczowe jest to, aby świadomie wybierać obszary, które będą strategiczne w przyszłości, i tam kierować inwestycje. Nie da się być najlepszym we wszystkim, ale można być liderem w konkretnych dziedzinach.

Jak w takim razie powinno wyglądać budowanie tych kompetencji? Czy powinniśmy stawiać przede wszystkim na lokalne firmy i start-upy?

Zgadza się. To powinien być jeden z fundamentów budowania suwerenności cyfrowej. Mówimy tu zarówno o procesach zakupowych, które powinny promować lokalne rozwiązania, jak i o wspieraniu lokalnego kapitału. Budowanie takiej wspólnoty sprawia, że naturalnie rozwija się cały ekosystem.

To nie jest żadna nowa koncepcja – w ten sposób powstawały największe huby technologiczne na świecie, w tym Dolina Krzemowa. Kluczowe są świadomość wzajemności i to, że kapitał krąży w obrębie ekosystemu, napędzając jego dalszy rozwój.

Czy widzi pan zmianę w tym zakresie? Czy rośnie świadomość po stronie biznesu i administracji?

Po stronie biznesu ta świadomość zdecydowanie już jest, to bardzo wyraźna zmiana ostatnich lat. Firmy działające w Polsce, zarówno te większe, jak i mniejsze, wiedzą już, że posiadają kompetencje, które pozwalają im tworzyć rozwiązania na światowym poziomie. Nie mówimy dziś o gonieniu Zachodu, tylko o realnej zdolności do konkurowania i dostarczania jakości porównywalnej z najlepszymi graczami globalnymi. Jeśli chodzi o administrację, również pojawiają się pozytywne sygnały.

Natomiast kluczowe pytanie wciąż pozostaje otwarte: jak szybko przejdziemy od słów do konkretnych działań. Bo to właśnie one, a nie same deklaracje, zdecydują o tym, czy będziemy w stanie stworzyć realnie konkurencyjne środowisko dla firm technologicznych.

Co w praktyce może o tym przesądzić?

Przede wszystkim stworzenie odpowiedniego ekosystemu, zarówno na poziomie regulacyjnym, jak i operacyjnym. To oznacza m.in. takie projektowanie prawa i procesów, aby wspierały rozwój lokalnych firm, a także tworzenie warunków, które pozwolą im rosnąć i konkurować globalnie. Pytanie, czy np. GPW jest w stanie konkurować z największymi rynkami światowymi, jak Nasdaq, pozostaje otwarte. Ale potencjał z pewnością istnieje.

Jeśli uda się go wykorzystać, poprzez współpracę sektora publicznego i prywatnego, odpowiednie regulacje i świadome decyzje inwestycyjne, mamy realną szansę budować silną, konkurencyjną gospodarkę cyfrową w Polsce i Europie.

Rozmawiał: Szymon Glonek, not. KR

cyfrowa gospodarka belka
cyfrowa gospodarka belka
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.