Firmy boją się potęgi Google’a
Dave Sifry, założyciel firmy Technorati, zajmującej się wyspecjalizowanym wyszukiwaniem internetowym, wie, co to znaczy podpaść algorytmowi Google’a.
Podobnie jak wiele firm funkcjonujących w sieci, Technorati polega w dużej mierze na ruchu przekierowywanym przez Google’a. Jednak internetowy gigant stał się jego konkurentem, tworząc własną usługę przeszukiwania blogów - i wszedł na rynek obsługiwany dotąd przez Technorati. Pozycja Technorati w kluczowych wynikach wyszukiwania Google''a spadła gwałtownie, mówi Sifry, co znalazło bezpośrednie przełożenie w przychodach.
- Z pewnością zostaliśmy ukarani - mówi. Dodaje, że nie wie, czy jego firma została potraktowana w sposób specjalny, czy też padła ofiarą szerszych zmian w technologii wyszukiwania Google’a, które dotknęły także podobne strony internetowe.
Google ma ogromny wpływ na to, czy dana firma odniesie sukces w sieci, czy polegnie. Za pomocą swojego sekretnego algorytmu, który określa, które strony internetowe pojawią się jako pierwsze w wynikach wyszukiwania, może przekierować na inne witryny wartki strumień użytkowników - lub też zesłać je na internetową Syberię.
Ta siła zbudowana jest na zaufaniu, jakie setki milionów internautów mają do wyników wyszukiwania firmy. Szefowie Google’a chętnie przypominają, że konkurencja jest zaledwie o "jedno kliknięcie obok".
- Mają potężną kontrolę nad wieloma przedsiębiorstwami. Znam firmy, których ruch spadł o 50 proc. miesięcznie. Są firmy, które wiedzą, że znalazły się na ławce kar i chcą z niej wyjść, ale nie wiedzą jak - mówi Mike Kwatinetz, partner w Azure Capital, funduszu venture capital z Doliny Krzemowej.
Przy tak wysokiej stawce nie jest zaskoczeniem, że niepokój związany z potęgą Google''a zatacza coraz szersze kręgi. Za sprawą trzech skarg Komisja Europejska rozpoczęła w tym roku nieformalne śledztwo.
Ogromy sukces Google’a oparty jest na wzmożonej uwadze, jaką poświęca on sposobowi, w jaki działa jego podstawowy algorytm. Inne wyszukiwarki mogą działać na podobnych zasadach, ale żadna nie ma takich wpływów jak Google.
Według własnych kalkulacji firmy wyniki wyszukiwania na jej stronie wygenerowały w ubiegłym roku w samych tylko USA aktywność gospodarczą o wartości 54 mld dol. - szacunki te można uznać za konserwatywne.
Ponad połowa przychodów firmy pochodzi spoza USA, co sugeruje, że łączna wartość "gospodarki Google’a" przekracza obecnie 100 mld dol. W Europie Zachodniej jej udział w rynku wyszukiwania sięga 90 proc. wobec około 70 proc. w USA.
Nawet zwolennicy firmy przyznają, że jej wszechobecne wpływy uzasadniają wzmożoną uwagę. - Jako regulator nie możesz ignorować dominacji Google’a na tym rynku - dobrze, że te pytania w końcu padły - mówi Eric Goldman, profesor prawa na Uniwersytecie Santa Clara.
Większość stron internetowych czerpie z Google''a około połowy swojego ruchu, mówi Richard Jalichandra, prezes Technorati. Kiedy więc Google zmienia swój algorytm w sposób, w wyniku którego dana strona lub cała ich klasa spada w rankingach wyszukiwania, konsekwencje mogą być poważne.
Tak było w przypadku potraktowania przez Google''a stron, które albo same działają jako specjalistyczne wyszukiwarki, albo w inny sposób agregują treści z całej sieci, twierdzą krytycy tacy jak Jalichandra.
Podobne skargi ze strony Foundem, brytyjskiej strony porównującej ceny w sklepach, i Ejustice, francuskiej wyszukiwarki prawniczej, rozpatrywane są obecnie przez europejskich regulatorów.
Google przyznaje, że wpływ zmiany algorytmu, który składał się w zeszłym roku z ponad 500 elementów, może być poważny. - Niektóre spośród tych zmian mogą znacząco zmienić ranking w niektórych kategoriach - taka jest jego natura - mówi Amit Singhal, ekspert Google’a od wyszukiwania, odpowiedzialny za algorytm. Zaprzecza jednak, by firma dokonując zmian miała na uwadze jakąś konkretną kategorię stron lub by "karała" je specjalnym traktowaniem.
Te zapewnienia przypominają mantrę Google''a: jego wyniki wyszukiwania są efektem obiektywnych zasad filtrowania stron internetowych, które wyrasta poza poziom subiektywnego ludzkiego postrzegania.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Richard Waters
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu