Dolina Krzemowa w marazmie
Amerykańska dominacja w sektorze technologicznym odchodzi w przeszłość. Azja staje się liderem nie tylko produkcji, lecz także innowacji, zwłaszcza w najnowocześniejszych technologiach ekologicznych
Kiedy Facebook dzięki zamkniętej ofercie akcji zorganizowanej przez Goldman Sachs został w tym miesiącu wyceniony na 50 mld dol., wydawało się, że biznes w Dolinie Krzemowej rozwija się normalnie. Serce amerykańskiej branży technologicznej wciąż bije na przedmieściach rozciągniętych na południe od San Francisco - stąd wywodzi się przecież kolejna nowatorska firma, która szturmem podbiła świat. Jednak dla weteranów branży sukces sieci społecznościowej jedynie maskuje marazm, który zagraża amerykańskiemu systemowi innowacji.
- Rozpieszczeni przez szybkie zyski, jakie oferowały firmy internetowe, amerykańscy inwestorzy w branży technologicznej stracili zainteresowanie poważniejszymi pracami, potrzebnymi do utrzymania przewagi - mówi John Seely Brown, były szef należącego do Xeroxa Palo Alto Research Center. - Zrezygnowaliśmy z długoterminowych inwestycji. A przecież w naukach ścisłych postęp nie dokonuje się tak szybko - ocenia.
Seely Brown nie jest w swojej opinii odosobniony. Amerykańską branżę technologiczną opanowuje coraz głębszy niepokój, mimo że kraj wydobywa się z recesji. Jeżeli USA mają stwarzać nowe, wysoko płatne miejsca pracy, cała nadzieja w połączeniu zaawansowanych technologii z duchem przedsiębiorczości. Jednak wielu liderów branży nie jest już przekonanych, że potrafią temu sprostać. - Nie wiem, ile Facebooków potrafimy zbudować - mówi Bill Watkins, dziś prezes Bridgelux, firmy produkującej energooszczędne oświetlenie przy użyciu diod świecących LED.
USA pozostają liderem w nauce i technologii według niemal każdego kryterium: ich udział w globalnych wydatkach na prace badawczo-rozwojowe wynosi 40 proc., zatrudniają 70 proc. laureatów Nagrody Nobla i mają na swoim terytorium 15 z 20 najlepszych uniwersytetów na świecie - podaje amerykański think tank Rand.
Ale zaczyna się to zmieniać. Według UNESCO do 2007 r. (ostatniego, z którego dane są dostępne) azjatycki udział w globalnych wydatkach na prace badawczo-rozwojowe wzrósł do 32 proc., o pięć punktów procentowych w porównaniu z poprzednimi pięcioma latami. Chiny mają 1,4 mln naukowców, tyle samo co USA, choć ich osiągnięcia są jak na razie mniejsze.
Urok Doliny Krzemowej, przyciągającej jak magnes utalentowane i przedsiębiorcze jednostki z całego świata, także nie jest już tak potężny jak kiedyś. Jak wynika z danych Narodowego Stowarzyszenia Venture Capital (NVCA), około jednej czwartej firm wspieranych przez venture capital, założonych w USA przez ostatnie 15 lat, było dziełem imigrantów. Transfer talentów do USA nie wydaje się już jednak tak pewny. Ponieważ amerykańskie fundusze venture capital kierują więcej pieniędzy do Azji, a nowe biznesy z innych krajów zyskują wsparcie amerykańskich inwestorów, liczba chińskich firm internetowych, które w zeszłym roku zadebiutowały na Wall Street, była większa niż amerykańskich.
Dla firm technologicznych z USA to niekoniecznie zła nowina. Ponieważ są przyzwyczajone do przekraczania granic, by opanowywać nowe rynki i wykorzystywać tanią siłę roboczą oraz zagraniczne talenty, ich związki z krajem pochodzenia stają się coraz luźniejsze. Jednak dla Ameryki ryzyko utraty kolejnych przełomowych technologii może być znacznie bardziej dotkliwe. Jak mówi Watkins: - To, co jest dobre dla amerykańskich akcjonariuszy, niekoniecznie jest dobre dla Stanów Zjednoczonych.
Amerykańska dominacja w sektorze technologicznym wydaje się czymś naturalnym. Wynika z pomysłowości, umiejętności podejmowania ryzyka i głodu nowości, które mogą zapuścić korzenie tylko w kraju demokratycznym, społecznie mobilnym i wciąż pamiętającym o pionierskich korzeniach. Zderzenie romantycznych wyobrażeń z rzeczywistością jest bolesne.
Prace projektowe i badawczo-rozwojowe w wielu obszarach produkcji elektronicznej - a wraz z nimi wysoko płatne miejsca pracy - wędrują gdzie indziej. Do Azji przenoszą się całe nowe rynki, jak choćby zielona energia, i to pomimo amerykańskiej przewagi technologicznej i dużych nakładów ze strony inwestorów z Doliny Krzemowej. - Przekonanie, że amerykański indywidualizm i kreatywność gwarantują dominację, jest przykładem imperialnej arogancji - ostrzega Michael Moritz, jeden z wiodących finansistów z Kaliforni. - Bez osłabiającego wpływu bogactwa potrzeba sukcesu w gospodarkach wschodzących jest znacznie większa - dodaje. Nie ma również przewagi, jeżeli chodzi o zasoby, bo informacja i talenty przepływają swobodnie.
Niektóre trendy, które stoją za utratą przywództwa - takie jak spadek udziału USA w światowych wydatkach na rozwój i badania oraz niezdolność amerykańskiego systemu edukacyjnego do wyprodukowania wystarczającej liczby studentów kierunków ścisłych i technologicznych, by zaspokoić krajowy popyt - są widoczne od dziesięcioleci. Jednak obecny marazm ma bardziej specyficzną przyczynę - wywodzi się z poczucia, że stoimy w miejscu, podczas gdy inni nadrabiają dystans.
Pod wieloma względami ten niepokój jest irracjonalny. - Dlaczego powinienem martwić się tym, że inne kraje dźwigają się z nędzy, wszystko jedno, fizycznej czy intelektualnej? - pyta Nathan Myhrvold, były dyrektor technologiczny Microsoftu, którego firma Intellectual Ventures zgromadziła jeden z największych portfeli patentów technologicznych na świecie. Nawet on przyznaje jednak, że wraz ze wzrostem znaczenia Azji Amerykanie znaleźli się w nietypowej dla siebie sytuacji. - USA stają się nową Europą - mówi. Narastają obawy przed upadkiem w rozumieniu dosłownym, bo kolejne segmenty branży technologicznej wędrują za granicę. Rozwijanie prototypów i jednocześnie poprawianie procesu produkcyjnego staje się trudniejsze, kiedy odbywają się one w dwóch różnych częściach świata. Amerykański przemysł maszynowy już w dużej mierze przegrał wyścig z innymi krajami. Applied Materials, największy na świecie producent sprzętu dla wytwórców chipów oraz paneli słonecznych, zaskoczył w ubiegłym roku amerykańskich rywali, kiedy ogłosił, że jego dyrektor ds. technologii przenosi się do Chin, by być bliżej fabryk firmy.
Porażka amerykańskiego systemu edukacyjnego stanowi drugie bezpośrednie zagrożenie i nieustanny powód do narzekań pracodawców z branży technologicznej. - W krótkiej perspektywie można załatać tę lukę imigrantami - mówi Brad Smith, generalny doradca Microsoftu. - Należy sobie jednak zadać pytanie, czy to zdrowe i możliwe do utrzymania na dłuższą metę.
Obawy dotyczące konkurencji skupiają się na nowych branżach, w których nie ma jeszcze wyraźnego globalnego lidera. Presja jest najbardziej odczuwalna w tak zwanych technologiach ekologicznych. Chiny i niektóre inne kraje azjatyckie przyjęły rozwiązania mające na celu przejęcie kontroli nad tymi sektorami - ostrzegają amerykańscy menedżerowie i finansiści. - Wynaleźliśmy LED, ale tracimy ten biznes na rzecz Azji. To samo dzieje się z technologią solarną - mówi Watkins z Bridgelux.
Gra nie jest jeszcze przegrana. - Ameryka wciąż przewodzi w tworzeniu pojazdów elektrycznych, zaawansowanych technologiach solarnych oraz służących magazynowaniu energii - mówi Alan Salzman, partner zarządzający w funduszu venture capital Ventage Point, który specjalizuje się w technologiach ekologicznych. - Jeżeli to jest rewolucja przemysłowa XXI w., tu pojawią się miejsca pracy - dodaje.
Liderzy biznesu sądzą, że jeżeli Ameryka nie chce pozostać w tyle, musi przemyśleć swoją politykę. - USA muszą się zdecydować, czy są otwarte dla biznesu i chcą konkurować na globalnym rynku o fabryki i miejsca pracy - mówi Paul Otellini, prezes Intela. - Koszty są tu wyższe nie przez płace, ale przez brak zachęt lub ulg kredytowych, które są dostępne dla amerykańskich korporacji w większości innych krajów. Bez reformy edukacyjnej powstanie krytyczna luka w umiejętnościach technicznych, która ostatecznie przełoży się na mniej miejsc pracy i wynalazków - dodaje.
Dolina Krzemowa wciąż może działać jak magnes na światowe talenty technologiczne i biznesowe. To miejsce, do którego cały czas pielgrzymują niektóre spośród najbystrzejszych umysłów z Indii, Chin i Europy. - Sukces Facebooka jest dowodem, że duch innowacyjności nie zaginął i amerykański tygiel wciąż działa - mówi Myhrvold. Jednak nie jest to wcale dane raz na zawsze.
@RY1@i02/2011/019/i02.2011.019.186.0015.001.jpg@RY2@
Fot. Corbis/Fotochannels
Garaże w Palo Alto - jak ten, w którym zaczęli pracę nad wspólnym projektem William Hewlett i Dave Packard - były symbolem amerykańskiej innowacyjności i przedsiębiorczości. Dziś to już tylko mit
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Richard Waters
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu