Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Wirtualne adresy dają realne zyski

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Otwarcie nowych obszarów dla handlu internetowymi domenami może przynieść spore dochody. Nie trzeba nawet rejestrować działalności

Nadchodzi nowa era w handlu wirtualnymi adresami. Internetowa Korporacja ds. Nadawania Nazw i Numerów (ICANN) zapowiedziała, że już w ciągu najbliższych miesięcy zostaną wprowadzone do obiegu nowe domeny tzw. najwyższego rzędu (TLD). Obecnie najwięcej na świecie adresów, ponad 80 mln, ma zakończenie .com (od ang. company - korporacja). Po zmianach możliwe stanie się rejestrowanie domen, których końcówki będą nazwą firmy, miasta czy nazwiskiem.

Polska wydaje się miejscem dającym szczególnie duże szanse na zyski z tej rewolucji. W "krajowej" przestrzeni wirtualnej zarejestrowanych jest około 2,5 mln domen. Tymczasem dwa razy większe pod względem liczby ludności Niemcy mają ich prawie pięć razy więcej (ok. 11 mln), Francja - około 8 mln. - Internet jest coraz bardziej skomercjalizowany - mówi Maciej Broński, niezależny analityk rynku. - Tymczasem w Polsce większość firm nadal, co jest kosztownym błędem, prowadzi biznes wyłącznie w realu. Największe zyski, jak w przypadku każdej istotnej zmiany regulacji, osiągną ci, którzy pierwsi zajmą korzystne pozycje.

Milion za kilka literek

Zarabianie na domenach jest stosunkowo proste. Nie trzeba prowadzić firmy ani bić się o klienta. Wystarczy komputer i czas. Prócz tego jednak biznesem tym rządzą takie same prawa jak każdym innym. Trzeba mieć atrakcyjny produkt (domenę), ewentualnie tanio go kupić i drogo sprzedać.

Warto zatem nabywać lub tworzyć dobrze rokujące, mające największy potencjał marketingowy adresy. Jeżeli zatem pojawia się przekonanie, poprzedzone najlepiej analizą rynku, że niebawem rozwijać się będzie jakaś branża, marka, artykuł, warto sprawdzić czy adresy z nimi związane (bądź spokrewnione) nie są aby wciąż wolne.

Jednak w praktyce, mimo stosunkowo niewielkiej liczby zarejestrowanych nazw, większość mających potencjał jest już albo będzie niebawem zajęta.

- Handel domenami przypomina obrót akcjami na giełdzie - mówi Broński.

- W jednym i drugim przypadku, gdy informacja rynkowa pojawia się w przestrzeniu medialnej, jest już zwykle za późno, by na jej podstawie podejmować decyzje inwestycyjne. Zarobić można jedynie, podejmując działania wyprzedzające.

Domeny przejmowane są za pośrednictwem tzw. rejestratorów (najpopularniejsze z nich to NetArt i Home). Aby stać się właścicielem, wystarczy przesłać i potwierdzić dane i wnieść niewielką opłatę (kilkanaście zł). Adresy zajęte można natomiast kupić na wirtualnych giełdach (na przykład Nazwy.pl, Gielda-domen.pl, Ovh.pl). Ceny bywają różne: od kilkudziesięciu zł do wielu tysięcy. Ofert sprzedaży jest w sieci blisko 100 tys. W ubiegłym roku najwięcej zarobili posiadacze domen Co.pl - ponad mln zł, Opony.pl - 980 tys. zł oraz Samochod.pl - 950 tys. zł. Przeciętne nazwy (Lista.pl, Oled.pl) przyniosły właścicielom zyski rzędu kilkudziesięciu tys. zł. Mało popularne natomiast dały zarobić kilkadziesiąt, kilkaset zł.

- Trzeba pamiętać, że adresy muszą być regularnie, najczęściej raz w roku, opłacane - mówi Maciej Broński.

- Może się zatem zdarzyć, że sama nazwa będzie tania, ale jej odnowienie bardzo kosztowne. Dlatego przed zakupem domeny warto poznać szczegóły transakcji. Serwisy mają bowiem różną politykę sprzedaży.

Przetestuj typosquatting

Obrót domenami odbywa się szybko. Adresy zmieniają właścicieli, są zwalniane i rejestrowane na nowo. Dlatego do upolowania szczególnie atrakcyjnej nazwy warto zatrudnić wyspecjalizowaną firmę, która non stop monitoruje status i handel wirtualnymi adresami (na przykład Dropped.com). Przechwycenie domeny, w zależności od końcówki i wyznaczonego przez nabywcę priorytetu (czasu wykonania usługi), kosztuje od 10 do 50 zł. Za adres z końcówką zagraniczną (.de czy .fr) trzeba zapłacić od 15 do 30 euro.

Nie tylko kupno i sprzedaż domeny może przynieść zyski. Po przejęciu nazwy można zarabiać także na tzw. parkowaniu, czyli umieszczaniu reklam rozmaitych firm (bądź samych linków) na zarejestrowanej stronie. Powinny być one, jak radzą specjaliści, dopasowane tematycznie do profilu strony. Odwiedzający adres internauci mogą zapewnić właścicielowi domeny niewielki zysk (każde kliknięcie w reklamę może przynieść od kilku do kilkudziesięciu groszy).

Niektórzy próbują rejestrować nazwy pośrednio lub bezpośrednio związane z wielkimi korporacjami (tzw. cybersquatting) licząc na to, że w przyszłości uda się odsprzedać je za dużo wyższą kwotę. Zazwyczaj przechwytują wiele domen najwyższego, możliwego poziomu (na przykład Onet.com, Onet.org czy Onet.net). Tego typu działalność jednak, poza aspektem moralnym, jest jednak dość ryzykowna. Po wykryciu, że nazwa została zarejestrowana przez inny podmiot, przedsiębiorstwo mające ją w nazwie może zarzucić właścicielowi domeny, że przejął ją bezprawnie. Kwestie sporne rozwiązywane są przez Polubowny Sąd ds. Domen Internetowych, który w przypadku niekorzystnego wyroku może zasądzić od właściciela domeny odszkodowanie (od kilkuset do nawet kilkunastu tys. zł).

Inną legalną formą zarabiana na przejmowaniu adresów internetowych jest tzw. typosquatting. To działalność podobna do cybersquattingu. Polega na rejestrowaniu popularnej domeny z często popełnianym błędem (np. Omet.pl, Allehro.pl czy Gogle.pl). Internauci zadziwiająco często źle wpisują popularne adresy. Dlatego strony mogą generować niemały ruch, który pozwoli ich właścicielom czerpać zyski z reklam, linków do innych serwisów albo wręcz handlu produktami (oferta powinna być także związana z oryginalnym serwisem).

Przed zakupem takiej domeny warto jednak, jak radzą specjaliści, skorzystać z tzw. usługi DNT (Domain Name Tasting), która pozwala przetestować wybrany adres przez określony czas. Dzięki temu można się zorientować, ilu internautów niepoprawnie wpisuje adres, zagląda na stronę i obliczyć ewentualne zyski. Nie jest bowiem wykluczone, że w konkretnym przypadku błędy popełniane będą rzadko i strona nie stanie się atrakcyjnym marketingowo miejscem.

W handlu domenami jednak nie należy nastawiać się na szybki i łatwy zarobek. Czasami na zysk trzeba poczekać nawet kilka miesięcy lub lat. Warto jednak pamiętać, że w tym biznesie rzadko się zdarza, by mądrze zainwestowane pieniądze w końcu, prędzej czy później, nie zarobiły.

@RY1@i02/2012/013/i02.2012.013.13000020b.802.jpg@RY2@

Domeny internetowe

Aleksandra Kozicka-Puch

mf dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.