Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Od płatności mobilnych nie ma odwrotu. To naturalny etap rozwoju

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 65 minut

Zdaniem specjalistów biorących udział w debacie Dziennika Gazety Prawnej panuje przekonanie, że rynek będzie musiał pójść w tym kierunku. Wciąż nie wiadomo jednak, jaki system stanie się standardem

Podczas jednego z ostatnich posiedzeń senackiej komisji budżetu i finansów reprezentanci MasterCarda oraz Związku Banków Polskich przedstawili swoją interpretację przepisów nowelizacji ustawy o usługach płatniczych, która może mieć wpływ na rozwój płatności mobilnych w naszym kraju. O co chodzi?

Ustawa nie precyzuje jasno kwestii płatności telefonem z modułem NFC. Uważamy jednak, że płatności zbliżeniowe telefonem nie powinny być traktowane odmiennie od innych płatności mobilnych. Dlatego naszym zdaniem, stosując się do przepisów ustawy, transakcje mobilne z wykorzystaniem kart bankowych nie powinny być objęte limitem prowizji od transakcji, czyli interchange.

Ale nie wszyscy podzielają to zdanie.

Analiza prawna, przygotowana na nasze zlecenie, uwzględnia przede wszystkim intencje ustawodawcy oraz autorów projektu nowelizacji. Bardzo szczegółowo zbadano również samą treść przepisów. W naszej ocenie wszystkie transakcje, przy których występuje prowizja interchange lub zdematerializowana forma karty płatniczej czterostronnego systemu, podlegają regulacji w postaci maksymalnego limitu na tę opłatę w wysokości 0,5 proc.

Płatności mobilne to bardzo duży worek. Mówiąc o nich, myślimy o operacjach wykonanych za pomocą telefonu komórkowego. Ale trzeba głębiej zajrzeć do tego worka, bo są różnego typu płatności, np. te, które my oferujemy i mamy zwyczaj nazywać je zdalnymi, oraz takie, które za pomocą telefonu komórkowego umożliwiają dokonanie płatności w sklepie stacjonarnym. W przypadku naszego systemu oraz rozwiązań podobnych karta płatnicza pozostaje fundamentalnym i kierunkowym źródłem pieniądza. Niebezpieczeństwo nowej interpretacji przepisów zaprezentowane przez MasterCard polega na tym, że tak naprawdę dyskutujemy o tym, czy innowacyjne biznesy, takie jak nasz, powinny ponosić wysoki koszt interchange, czy też, tak jak cały rynek, powinny skorzystać z tego dobra, jakim jest obniżka kosztów. Mam nadzieję, że w połowie przyszłego roku nie obudzimy się realiach, w których będziemy musieli płacić wyższą prowizję interchange niż reszta rynku, gdzie ograniczenie ustawowe zadziała.

Uważamy, że potrzebna jest jasna interpretacja ze strony ustawodawcy, choć wstępnie podzielamy pogląd, że tam, gdzie interchange występuje w jakiejkolwiek formie, transakcja podlega regulacji ustawowej. Spójrzmy na transakcje zbliżeniowe dokonywane telefonem NFC z punktu widzenia właścicieli sklepów. Płatność dokonana komórką nie różni się dla nich od tej dokonanej kartą zbliżeniową. Oczywiście można założyć, że wyższy interchange dla płatności mobilnych pozwoliłby bankom finansować inwestycje w nowe technologie, ale pojawia się pytanie, czy punkty handlowe zechcą akceptować płatności obarczone wyższym kosztem. Jeżeli banki chciałyby finansować rozwój płatności mobilnych jedynie z generowanych przy ich pomocy dochodów, to byłoby to raczej niemożliwe. Szczególnie, jeżeli takie podejście spotka się z niechęcią detalistów.

Gdyby przyjąć za prawdziwą interpretację przedstawioną przez MasterCard, miałoby to wpływ na rozwój systemu IKO?

Jako największy bank uniwersalny w Polsce podchodzimy konserwatywnie do regulacji prawnych. Przed wykorzystaniem takich ekscentrycznych interpretacji czekamy na konsensus rynkowy, wytyczony np. przez stanowisko regulatora. Dlatego daleko nam do tego, żeby wiązać strategię płatności mobilnych z tego typu interpretacjami planowanej regulacji. Gdyby jednak okazało się, że interchange na płatnościach mobilnych z wykorzystaniem zdematerializowanej karty rzeczywiście różniła się w stosunku do prowizji od transakcji kartą plastikową, to mielibyśmy do czynienia z przeciwstawnymi mechanizmami. Z jednej strony beneficjentom interchange, czyli bankom, mogłoby się opłacać inwestowanie w nowe rozwiązania w tym zakresie. Ale z drugiej strony akceptanci, czyli sklepy, nie byliby zainteresowani przyjmowaniem takich płatności. Nie jest jeszcze tak, że narzędzie do płatności mobilnych mają w rękach miliony klientów. Na razie jest ich za mało, aby wymusić na sklepach przyjmowanie płatności w ten sposób. Wbrew pozorom wyższy interchange na płatności mobilne NFC mógłby wręcz zaszkodzić temu rozwiązaniu.

Jakie stanowisko w tej sprawie ma Narodowy Bank Polski?

W 2011 roku podjęliśmy inicjatywę doprowadzenia do nieregulacyjnej obniżki prowizji interchange. Przeanalizowaliśmy dogłębnie temat i powołaliśmy zespół, który miał wypracować stosowny kompromis. Wtedy zajmowaliśmy się wyłącznie kartami płatniczymi. Rozwiązanie przyjęte przez wspomniany zespół, a następnie zaakceptowane przez Radę ds. Systemu Płatniczego, jako propozycja samoregulacji rynku, dotyczyło zatem wyłącznie kart płatniczych. Temat innych instrumentów pojawił się dopiero wówczas, gdy idea samoregulacji się nie powiodła, a sprawą zajęli się parlamentarzyści. Tak naprawdę więc regulator, czyli parlament, ewentualnie Ministerstwo Finansów jako czynnik rządowy zaangażowany w prace nad regulacją, powinien podjąć się interpretacji nowych przepisów. Podczas jednego z posiedzeń Senatu przedstawiciel resortu finansów powiedział, że nowa ustawa reguluje tylko płatności kartą płatniczą, z czego by wynikało, że płatności mobilne nie są objęte regulacją. Dla rynku przydałaby się jednak oficjalna interpretacja. Moim zdaniem trzeba odróżnić płatności mobilne, które wykorzystują infrastrukturę kartową i w których może wystąpić opłata interchange, od pozostałych płatności mobilnych. Te drugie w mojej opinii na pewno nie podlegają ustawowej regulacji.

Czy można uznać za pewnik, że płatności mobilne rozumiane jako transakcje za pomocą telefonu w sklepie stacjonarnym w przyszłości się upowszechnią i wyprą z rynku plastikowe karty?

Płatności zbliżeniowe telefonem z pewnością staną się znacznie popularniejsze, ale uważam, że jest za wcześnie, by mówić o końcu plastikowej karty. Raczej obie formy płatności będą wobec siebie komplementarne. Klient, dzięki płatnościom zbliżeniowym czy zakupom mobilnym, nie tylko może przeprowadzić transakcję, ale również łatwiej komunikuje sie z bankiem. Wydawca karty jest w stanie przekazać mu informację na temat limitu środków, o aktualnym zadłużeniu na karcie czy jakiekolwiek inne dane. To realna wartość dodana, która, już to dziś widzimy, jest bardzo doceniana przez klientów. Nie mam też wątpliwości, że płatności mobilne dają również dodatkowe korzyści dla sklepów. Bardzo często klienci wychodzą z domu wyłącznie z telefonem. Nie mają ani gotówki, ani karty. To są osoby, które będą mogły wydać pieniądze w sklepie tylko pod warunkiem, że będą korzystały z płatności mobilnych.

Zgadzam się, że nie ma od tego odwrotu. Ale powinny zostać ustalone jednolite zasady funkcjonowania systemów mobilnych. W sklepie płatność powinna odbywać się szybko i w jasno zdefiniowany sposób. Co nie znaczy, że to musi być jeden standard. Na rynku może funkcjonować kilka rozwiązań, gdyż klient potrafi zrozumieć dwa czy trzy oferowane rozwiązania i wybrać najlepsze dla siebie. Ale nie może być tych standardów kilkanaście.

To jakie cechy powinien mieć system mobilny, aby miał największe szanse na zdobycie rynkowego sukcesu?

Musi być prosty w obsłudze. Jeżeli klient idzie do sklepu, to stojąc przy kasie oczekuje bardzo standardowego procesu. W związku z tym nie może być wielu systemów. Jeżeli wszystkie banki dostarczałyby swoją aplikację płatniczą, a klient, stojąc w kolejce, musiałby się zastanawiać, którą aplikacją może akurat w tym miejscu zapłacić, to nie mamy szans na wypromowanie takich płatności na rynku. Poza tym ważne jest bezpieczeństwo systemu, nie tylko technologiczne, ale i regulacyjne. Użytkownik powinien znać swoje prawa, do kogo się zwrócić z reklamacją itd. System powinien mieć też charakter międzynarodowy nie tylko ze względu na to, że klient chciałby używać go za granicą. Dla właściciela sklepu jest ważne, czy akceptuje tylko klientów polskich, czy jest w stanie przyjąć klienta międzynarodowego. Jakkolwiek może niewielu naszych rodaków, podróżując za granicę, płaci tam kartą, to jednak ilość turystów z zagranicy, którzy przyjeżdżają do Polski, każe budować rozwiązania akceptowalne dla nich.

W mojej opinii system musi być też tani w swoim funkcjonowaniu bez zbędnych ogniw, a zarazem bezpieczny. Trzeba pamiętać, że rynek potrzebuje nisko kosztowych systemów. Stawki muszą więc być akceptowalne dla każdego uczestnika rynku, w tym dla użytkownika i akceptanta. W porównaniu z dzisiejszymi stawkami prowizje muszą być niższe i to jest kierunek nieunikniony, co pokazuje też dyskusja o interchange na arenie europejskiej.

Zgadzam się z opinią, że musi to być prosty system oparty na dużej liczbie użytkowników, ale według mnie powinien być akceptowalny nie tylko na lokalnym rynku, ale także za granicą. I musi przynosić zdefiniowane korzyści wszystkim stronom - żadna z nich nie może czuć się pokrzywdzona, bo wtedy rozwój takiego systemu będzie blokowany. Musi też być bezpieczny, choć to kosztuje. Bezpieczeństwo jest priorytetem. Jeżeli ktoś wprowadzi system mobilny bez poświęcenia wystarczającej uwagi również kwestiom zabezpieczeń, co wymaga zainwestowania poważnych środków, a później okaże się, że przy dużej skali system ten nie zapewnia akceptowalnegodla użytkowników poziomu bezpieczeństwa, to klienci mogą się od niego odwrócić. Lepiej budować wolniej, ale być pewnym, że system jest nie tylko funkcjonalny, ale i bezpieczny.

Większe szanse na rynkowe sukces ma zatem NFC rozwijane przez organizacje płatnicze czy może raczej aplikacja budowana przez PKO BP?

Celem związku jest raczej doprowadzenia do osiągnięcia masy krytycznej niż lansowanie jednego konkretnego rozwiązania. Z punktu widzenia integratora, a tak rozumiem rolę ZBP, istotne jest skupienie się na budowaniu zainteresowania wokół bankowych płatności mobilnych i zaufania do nich. Na rynku mamy już co najmniej kilka rozwiązań, a kolejne mogą pojawić się wkrótce. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej różnorodności jednak pod warunkiem, iż w którymś momencie dojdzie do zapewnienia ich interoperacyjności, nawet jeśli będą funkcjonowały osobno. Oczywiście optymalnym rozwiązaniem będzie pełna ich integracja, co technicznie jest także możliwe. To da największe szanse na zbudowanie stabilnego business caseu bo z punktu widzenia banków płatności mobilne to nie jest marketing, lecz poważna inwestycja.

Ludzie dokonują płatności nie dlatego, że chcą, tylko dlatego, że muszą. Nie będą dokonywali ich więcej tylko dlatego, że będą płacili mobilnie. Natomiast będą migrować od gotówki do innych form płatności. Naszym zadaniem jest spowodowanie, aby ta migracja odbywała się w kierunku kanałów elektronicznych. Jeżeli rozwój płatności mobilnych spowoduje, że Polacy będą wydawali nie 30 proc. swoich pieniędzy elektronicznie, a 70 proc. gotówką, tylko na odwrót, to zysk pojawi się samoczynnie. Bankowość transakcyjna polega nie na tym, ile klient zapłaci, tylko ile razy klient użyje instrumentu płatniczego. Wówczas wszystkie strony zarobią na wolumenie transakcji. Jeżeli coś kosztuje dużo, pozwala sobie na to mniej ludzi. Miejmy świadomość tego, że klient nie idzie do sklepu po to, żeby płacić, tylko po to, żeby kupić. Płatność ma być w tle, ma być wygodna i ma być akceptowalna finansowo dla wszystkich stron. Gotówka oznacza koszty dla nas wszystkich, natomiast płatności elektroniczne wszystkim, łącznie z budżetem państwa, przynoszą korzyści. Tylko potrzebna jest masa krytyczna. Pojawi się ona wtedy, gdy ekosystem będzie spójny i wszyscy uczestnicy tego ekosystemu będą w nim brali udział z własnej woli. Na podstawie przeprowadzonych badań uważamy, że klienci wybiorą najbardziej wygodny, szybki sposób płacenia. Wszelkie badania pokazują, że technologia zbliżeniowa ma te cechy. Spełnia też wymogi bezpieczeństwa. To, co jest bardzo ważne, szczególnie w naszym kraju, to fakt, że detaliści są przyzwyczajeni do płatności zbliżeniowych, bo akceptują już karty zbliżeniowe. To nie znaczy, że inny standard nie znajdzie swojego miejsca na rynku, jeżeli również spełni wspomniane przeze mnie wymogi.

Istniejąca sieć akceptacji kart zbliżeniowych powoduje, że duża część nakładów na budowę systemu w oparciu o technologię NFC została już poczyniona. Obecnie, według danych Narodowego Banku Polskiego, już ok. 40 proc. funkcjonujących w Polsce terminali akceptuje płatności zbliżeniowe. Ponadto dwóch największych operatorów komórkowych, czyli ponad połowa rynku, licząc liczbę kart SIM, zdecydowało się promować to rozwiązanie, a pięć banków już udostępnia je swoim klientom. My nie mamy wątpliwości, że w Polsce obecnie największe szanse na upowszechnienie ma system NFC. Oczywiście transakcji jest jeszcze mało jeżeli porównuje się je do liczby transakcji kartami plastikowymi, i trzeba pracować nad ich rozpowszechnieniem, ale ten system ma duży potencjał.

Ale panowie, mówicie, że system musi być prosty i łatwy w obsłudze. Tymczasem aktywowanie płatności NFC w telefonie to jest jakaś droga przez mękę. Ta metoda nie zdobędzie popularności, dopóki nie będzie prostsza. Jeżeli konsument będzie musiał przyjść do salonu telekomunikacyjnego czy oddziału banku, przejść setki różnych procedur, wypełnić stos formularzy itd., to nie zdecyduje się na takie rozwiązanie z powodu lenistwa.

Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że zdarzają się problemy i niektóre elementy procesu musimy usprawnić. Przypomnijmy sobie, jak rozwijał się rynek kartowy. Też nie było tak, że od razu wszystko działało tak, jak byśmy tego oczekiwali. To samo dotyczy płatności mobilnych, niezależnie od rozwiązania. Ludzie mają jedną wspólną dla wszystkich cechę: z natury wybierają najprostsze rozwiązania. Jeżeli zaproponuje się im rozwiązanie łatwe i intuicyjne, to się upowszechni. Do tego dążymy.

Na wzrost zainteresowania płatnościami mobilnymi w Polsce niebagatelny wpływ miała popularyzacja kart zbliżeniowych. Dlaczego odniosły one u nas tak spektakularny sukces?

Są szybkie, wygodne dla klientów i dla detalistów, bo przyspieszają proces płatności, a Polacy lubią nowe rozwiązania. Sukces był możliwy dzięki zmasowanemu działaniu wszystkich uczestników rynku: banków, organizacji płatniczych, detalistów itd. Poza tym karty zbliżeniowe od początku miały pozytywny wizerunek. Zaważyły wszystkie wspomniane elementy.

To, czego udało się dokonać u nas, a na innych rynkach jeszcze nie, to budowa szerokiej sieci akceptacji. W Polsce płatności zbliżeniowe są powszechnie przyjmowane. Ponadto pojawiła się presja konkurencyjna, gdy duże banki zaczęły wydawać zbliżeniówki, pozostałe nie miały wyboru. Podobnie będzie w wypadku rozwiązań mobilnych.

Kiedy zatem któryś z nich, a może jakiś zupełnie inny, może się upowszechnić?

Będziemy mogli mówić o tym wówczas, gdy któryś z nich zacznie być używany przez co najmniej 15 proc. społeczeństwa. Dziś nie wiemy, czy to, że któryś z systemów płatności mobilnych nie osiągnął jeszcze masy krytycznej, wynika z ułomności technologicznej, czy z tego, że nasze uwarunkowania nie pozwolą nigdy na zdobycie popularności jakiemukolwiek. Być może to jest tak jak z mediami społecznościowymi. Mimo że mamy dziś Facebooka, którego kiedyś nie było, to w dalszym ciągu prawdziwy kontent jest tworzony zaledwie przez kilka procent użytkowników, a czytany przez ponad 90 proc z nich. Pewnie tak samo było przed tysiącami lat. Aktywny lider komunikacji, jeden z praludzi, opowiadał ciekawą historię, a reszta grupy słuchała go w jaskini. Jest więc pewne prawdopodobieństwo, że nawet najmłodsze pokolenie będzie używać gotówki jako najbardziej odpowiadającej naszej konstrukcji psychofizycznej. Osobiście wątpię w przyszłość bilonu i banknotów, ale tylko czas rozstrzygnie te wątpliwości.

Ale odpowiedź moim zdaniem jest tylko jedna. Pokazuje to pewne badanie przeprowadzone w USA. Pokolenie naszych rodziców w Stanach Zjednoczonych pierwsze doświadczenie z płatnością miało, otrzymując od rodzica ćwierćdolarówkę i idąc do automatu po colę, czyli gotówka za towar. A dzisiaj pierwszym zakodowanym doświadczeniem płatniczym dziecka jest zakup aplikacji na tablet lub smartfon. Jeżeli mamy rzeczywiście myśleć o jakiejś zmianie pokoleniowej, to dzisiejsze maluchy mają zupełnie inne doświadczenia płatnicze niż my czy nasi rodzice i są to doświadczenia jak najbardziej bezgotówkowe.

Myślę, że za pięć lat, wspominając naszą dzisiejszą dyskusję, będziemy się z niej śmiać. Wtedy już wszystko będzie jasne. Ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, części ludzi nie da się przekonać do nowoczesnych rozwiązań. Na rozwój rynku wpływ będzie więc miała wymiana pokoleniowa. Młodsze pokolenie ma niezwykłą zręczność w adaptacji nowych technologii. Młodzi ludzie korzystają ze smartfonów, których wydajność rośnie. Dziś to niezbędny instrument dla każdego młodego człowieka, bez którego nie potrafi się obejść. To ogromna szansa dla segmentu płatności mobilnych i usług dodanych. Chaos, z jakim mamy teraz do czynienia, jest niezbędnym etapem, przez który płatności mobilne muszą przejść. Nie da się bowiem z góry narzucić społeczeństwu jednego systemu. Standard musi zostać wykreowany przez rynek.

Nie jestem przekonany, że rozwiązania wyłącznie dla smartfonów są dobrym kierunkiem. Telefony są dziś tak przeładowane różnymi funkcjami, że zaczyna się obserwować powrót do prostych modeli. Jestem natomiast przekonany, że karta bankowa ulegnie dematerializacji. Wtórną sprawą jest, czy będzie ona trzymana w tablecie, w smartfonie czy gdziekolwiek indziej. Natomiast wszyscy dużo pracy musimy wspólnie włożyć w edukację konsumentów. Pamiętam wyniki pewnego badania wśród polskich konsumentów, które mnie zszokowały. Okazuje się, że nawet młodzi Polacy są niezwykle konserwatywni, jeżeli chodzi o płatności. Idąc na zakupy, biorą z sobą kartę, ale nie płacą nią w sklepie, tylko wybierają pieniądze z bankomatu i płacą gotówką, bo w ten sposób czują większą kontrolę nad swoimi wydatkami. Nie wątpię w to, że młodzi ludzie korzystania z nowoczesnej technologii nauczą się sami, ale na pewno potrzebują pomocy w tym, jak gospodarować własnymi pieniędzmi, jak zarządzać swoim budżetem.

Uczestnicząc aktywnie w pracach nad Programem Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego na lata 2014-2020, stwierdziliśmy, że trzeba przełamywać bariery mentalnościowe u przedsiębiorców i u konsumentów. Mamy 33 mln kart, ale jedynie ok. 25 proc. naszych rodaków generuje obrót bezgotówkowy za ich pomocą. Reszta nie ma kart, a jeżeli ma, to z nich nie korzysta. Powinniśmy edukować Polaków i nie popełniać tych błędów, które zostały popełnione przy wkładaniu klientom na siłę kart płatniczych, z których nie korzystają. Te projekty mobilne, które dzisiaj funkcjonują, mają charakter bardziej wizerunkowy niż biznesowy. Bo dziś rynku płatności mobilnych jeszcze nie ma.

A czy aparat państwowy powinien odgrywać jakąś rolę w popularyzacji płatności mobilnych? I czy powinno mu na tej popularyzacji zależeć?

Bezpieczeństwo systemu gotówkowego jest zapewniane przez wiele organów państwa: policję, prokuraturę, ministra finansów itd. To system państwowy płaci za produkcję banknotów i monet, dba także o należyte ich zabezpieczenie. Na marginalizacji obrotu gotówkowego ten system zyskałby duże oszczędności. Będzie więc mieć środki na to, żeby zainwestować je w płatności bezgotówkowe. Na poziomie ogólnym, nie tylko podatkowym, ze względu na kontrolę nad szarą strefą, państwu powinno się opłacać promować obrót bezgotówkowy i wypieranie gotówki. A na koniec detaliczny obrót bezgotówkowy będzie mobilny, bo ludzie noszą z sobą telefony statystycznie częściej niż portfel czy cokolwiek innego. Wnioskuję więc, że państwu powinno zależeć na promowaniu płatności mobilnych.

Z mojego punktu widzenia oczywiście tak, bowiem płatności mobilne mogą perspektywicznie zwiększyć nie tylko zakres obrotu bezgotówkowego, ale i poziom konkurencji na rynku płatniczym. Jednak doświadczenia, jakie nabyłem np. przy pracach nad programem rozwoju obrotu bezgotówkowego, dowodzą, że bywa z tym różnie. Nie wszystkie korzyści są dostrzegane przez nasze państwo tak samo jak w innych krajach. W jednym z takich krajów z uwagi na to, że udział szarej strefy w gospodarce sięgnął 19 proc., rząd zdecydował się podjąć działania, zmierzające do całkowitego wyeliminowania gotówki z pewnych sektorów gospodarki. U nas szara strefa odpowiada za ponad 25 proc. PKB, ale na takie działania nikt się nie zdecydował. Swego czasu podnieśliśmy temat obniżenia kwoty transakcji, powyżej której przedsiębiorstwa muszą dokonywać płatności w formie bezgotówkowej. Na razie sprawa nie znalazła jeszcze rozstrzygnięcia i jest analizowana. W mojej opinii każde bezpieczne, efektywne i użyteczne rozwiązanie w zakresie dokonywania płatności bezgotówkowych powinno być wspierane przez instytucje państwowe, bo upowszechnienie obrotu bezgotówkowego zmniejsza koszty ich funkcjonowania, zwiększa wpływy dla budżetu oraz wspiera, poprzez większe możliwości kredytowania, wzrost gospodarczy.

@RY1@i02/2013/205/i02.2013.205.21400020b.805.jpg@RY2@

Neutralne wsparcie

@RY1@i02/2013/205/i02.2013.205.21400020b.806.jpg@RY2@

Michał Szymański wiceprezes Krajowej Izby Rozliczeniowej

Dzięki zwiększonej - w   stosunku do obecnych instrumentów - funkcjonalności, w   perspektywie kilku lat płatności mobilne stanowić mogą istotną część systemu płatniczego, nie tylko ograniczając obrót gotówkowy, ale i   stopniowo wypierając tradycyjne przelewy czy transakcje kartowe. Z   tego powodu jak najbardziej leżą one w   zakresie zainteresowania Krajowej Izby Rozliczeniowej SA. Wykorzystanie infrastruktury teleinformatycznej Izby oraz jej wieloletniego doświadczenia w   świadczeniu usług dla banków, a   także możliwe wykorzystanie istniejących systemów takich jak system płatności natychmiastowych ExpressELIXIR, czy płatności detalicznych ELIXIR, mogą znacząco przyspieszyć rozwój płatności mobilnych w   Polsce. Dodatkowo neutralna względem banków pozycja KIR SA może ułatwić akceptację rozwiązania przez wszystkie banki oraz przyczynić się do zapewnienia pełnej interoperacyjności. Przykładem zaangażowania KIR SA w   tym zakresie może być współpraca z   sześcioma bankami, które z   inicjatywy PKO Banku Polskiego zainicjowały współpracę nad budową jednolitego standardu płatności mobilnych na bazie usługi IKO, w   zakresie obsługi operacyjnej. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że banki coraz chętniej udostępniają możliwość inicjowania płatności ekspresowych ExpressELIXIR poprzez aplikacje mobilne, także z   wykorzystaniem wygodnej dla klientów technologii QR kodów.

Debatę prowadził: Jacek Uryniuk

 dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.