Rynek telekomunikacyjny nie rzekł ostatniego słowa
Polski rynek telekomunikacyjny przeszedł długą drogę w ciągu ostatnich 25 lat. Zyskał na tym oczywiście w największym stopniu konsument, dla którego usługi stały się nie tylko bardziej dostępne fizycznie i cenowo. Nie od razu oczywiście stało się to odczuwalne dla domowego budżetu.
Początek zmian przyniosła ustawa o łączności wydana pod koniec 1990 r. Zniosła monopol na usługi telefoniczne, ale tylko na poziomie lokalnym. Rozmowy międzymiastowe i międzynarodowe mogły być świadczone nadal tylko za pośrednictwem monopolisty. To powodowało dużą dysproporcję w cenie usługi oferowanej przez nowych operatorów na rynku regionalnym i ogólnopolskim. Różnica wynosiła 1 do 48 na rzecz połączeń międzymiastowych. W zasadzie wtedy głównie zarabiało się na rozmowach międzymiastowych i międzynarodowych.
Początek lat 90. przyniósł też możliwość rozbudowy infrastruktury, która była w fatalnym stanie technicznym. Dzięki zmianom w prawie można było budować, ale było to nieopłacalne z powodu struktury taryf. Nie pozwalały one lokalnym operatorom uzyskiwać zwrotu z inwestycji. Dlatego na faktyczną rozbudowę trzeba było jeszcze poczekać.
Początek lat 90. to też wadliwe funkcjonowanie sieci telekomunikacyjnej. Powstała usługa automatycznego łączenia między wybranymi miastami, która - paradoksalnie - pozwalała dodzwonić się z jednej dzielnicy Warszawy do drugiej. Wtedy mogło się zdarzyć, że mieszkańcy stolicy, chcąc porozmawiać, łączyli się przez Ostrołękę.
Rok 1996 r. to początek dynamicznego rozwoju sieci komórkowej w Polsce. Do historii przechodzi zwłaszcza reklama telewizyjna Ery ze słynnym hasłem "Teraz możesz mówić". W czasach przemian ustrojowych silnie trafia ono do konsumentów, którzy chcieli mieć telefon komórkowy. Choć na początku nie był on tani, w związku z czym stać na niego było głównie przedsiębiorców. Drogie były również rozmowy - za minutę ponad 1 zł. Kupno pierwszych aparatów było wydatkiem kilku tysięcy złotych. Warto dodać, że to abonenci sieci stacjonarnej zbudowali tak naprawdę sieci komórkowe w Polsce. Pobierane były od nich wysokie opłaty za możliwość łączenia się z abonentem sieci komórkowych. Dokładnie to było tak, że budowę sieci komórkowej przyspieszyli polscy biznesmeni. Gdy ktoś dzwonił do nich do firmy, odbierała sekretarka. Gdy prezesa nie było na miejscu, łączyła się z nim na telefon komórkowy z telefonu stacjonarnego. Z czasem biznesmeni zorientowali się, że taniej będzie wyposażyć sekretarkę w telefon komórkowy. Do tej pory stacjonarne połączenie z telefonu komórkowego kosztuje operatora ok. 1,5 gr, a w odwrotną stronę - kilkanaście groszy za minutę.
Prawdziwa walka między operatorami zaczęła się w momencie, gdy zadebiutował Play. Sieć wprowadziła proste cenniki. Klienci tej sieci szybko mogli się zorientować, ile i za jaką usługę płacą. Wcześniej wielka trójka, czyli Plus, Era i Idea, tak opracowywała cenniki, by nie wynikało z nich wprost, co abonent tak naprawdę kupuje. Do tego były konstruowane w taki sposób, by nie można było ich porównać z ofertą konkurencji.
Nie pora spoczywać na laurach, bo w powstających właśnie sieciach następnej generacji (NGN) konkurencja pojawi się w zupełnie nowej postaci i włączy do uczestnictwa w rynku zupełnie nowych graczy. PO, PFD
@RY1@i02/2014/125/i02.2014.125.000001200.802.jpg@RY2@
Andrzej Piotrowski ekspert Centrum im. Adama Smitha
Andrzej Piotrowski
ekspert Centrum im. Adama Smitha
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu