Trzeba komercjalizować Stochów polskiej nauki
Patronat DGP
Marsjański łazik, manipulator służący do rehabilitacji dłoni i prawie 170 innych ciekawych rzeczy można dziś obejrzeć w Centrum Nauki Kopernik. Trwa XXI Giełda Wynalazków organizowana przez Stowarzyszenie Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów. Każdy z eksponatów to laureat złotego medalu albo nagrody Grand Prix na międzynarodowych targach wynalazków. Otwarte jednak pozostaje pytanie, ile z nich uda się wprowadzić na rynek, czyli skomercjalizować.
O tym, że na takich odkryciach można zarobić w Polsce i za granicą, jest przekonany prezes kieleckiej firmy Inwex Stanisław Szczepaniak. Inwex samodzielnie skomercjalizował ok. 150 wynalazków. Na giełdzie prezes otrzymał statuetkę od ministra nauki i szkolnictwa wyższego w uznaniu za katalizator dopalania paliw stałych. Pozwala on dokładniej spalać w piecu paliwo, więc można bez poważnych inwestycji w technologię zwiększyć wydajność np. elektrowni cieplnej o kilkanaście procent.
Jeden z wystawców w rozmowie z DGP stawia taką diagnozę problemu wejścia na rynek. - Tutaj można zobaczyć wiele doskonałych pomysłów, które nigdy nie doczekają się komercjalizacji. Trafią na półkę, bo grupa potencjalnych nabywców jest zbyt mała - mówi. Ale problemowi można byłoby zaradzić, gdyby takie niszowe technologie dotowało państwo.
Jeszcze inny problem widzi Igor Ostrowski z Instytutu Maszyn Matematycznych w Warszawie, który na giełdzie pokazuje nagrodzoną na targach Innova w Brukseli platformę informatyczną do zarządzania robotami różnego typu w fabryce. Twierdzi, że wielu naukowców nie potrafi sprzedawać swoich pomysłów, chociaż są naprawdę świetne.
Czasami na drodze do komercjalizacji stoi też sam odkrywca, który może odmówić współpracy z dużymi podmiotami, bo będzie się bał, że zostanie oszukany. Prezes PSWiR prof. Michał Szota wspomina taką właśnie historię wynalazcy z Wrocławia, który opracował interesujący materiał budowlany. - Zapewniliśmy mu kontakty do przedsiębiorstw zainteresowanych wdrożeniem, ale nie skorzystał, bo obawiał się kradzieży własności intelektualnej - wzdycha prezes. I dodaje, że takie wypadki niestety czasem się zdarzają. Stowarzyszenie reprezentuje przed sądami kilku naukowców oszukanych przez biznesowych partnerów.
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu