Napięcie rośnie od Bałtyku po Tatry
Nad Wisłą po cichu zaczyna się elektryczna rewolucja. Jej pierwsze jaskółki już widać na ulicach, a za 10–15 lat poruszanie się po polskich miastach w ogóle nie będzie przypominać tego, co znamy obecnie
fot. Shutterstock
Jest wielce prawdopodobne, że rewolucję tę najpierw usłyszymy – a właściwie jej nie usłyszymy, biorąc pod uwagę, jak ciche są pojazdy o napędzie elektrycznym. Skorzystamy wszyscy – jako posiadacze mieszkań z oknami wychodzącymi na ruchliwe ulice, piesi, pasażerowie komunikacji miejskiej, którzy wreszcie będą mogli usłyszeć własne myśli (o poprawie jakości powietrza nie wspominając!) czy osoby wrażliwe na poranne zakłócenia snu przez śmieciarki. Co najlepsze, jakaś część tej rewolucji odbędzie dzięki polskiemu know-how i polskim rozwiązaniom, co tym bardziej cieszy.
W drugiej kolejności rewolucji tej doświadczymy, bo zmieni się również charakter przemieszczania się. W przyszłości większą rolę będą odgrywać środki transportu osobistego jak hulajnoga czy skutery elektryczne – idealne dla zakorkowanych miast. I wcale nie będzie trzeba ich kupować – chociaż oczywiście nic nie będzie stało na przeszkodzie – bo wszystkie będą do wypożyczenia. Włącznie z samochodami, bo eksperci wróżą carsharingowi wielką przyszłość.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.