Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Z propozycji UKE nikt nie jest zadowolony

Emitel ma 350 obiektów nadawczych. I rozdaje karty na rynku
Emitel ma 350 obiektów nadawczych. I rozdaje karty na rynkufot. Tomasz Waszczuk/Agencja Gazeta
22 stycznia 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Regulator wspiera konkurencję na rynku emisji sygnału radiowego i telewizyjnego. Ale zdaniem branży robi to mało skutecznie

Na to, by mniej płacić za przesyłanie swojego sygnału do widzów i słuchaczy, nadawcy telewizyjni i radiowi będą musieli jeszcze trochę poczekać. Podobnie jak firmy, które chciałyby świadczyć takie usługi.

Urząd Komunikacji Elektronicznej już rok temu uznał, że spółka Emitel ma znaczącą pozycję rynkową w dziedzinie transmisji. Firma nie ma obecnie w Polsce żadnej liczącej się konkurencji. Z jej usług korzystają wszystkie telewizje naziemne i prawie wszystkie rozgłośnie radiowe. Sieć nadawcza Emitela to ponad 350 obiektów. Przedsiębiorca chcący się zająć taką działalnością na szerszą skalę musi z Emitelem współpracować, korzystając z jego sieci nadawczej. Budowa sieci alternatywnej oznaczałaby nie tylko ogromne nakłady inwestycyjne. Byłaby utrudniona też ze względu na zajęcie przez Emitel najlepszych lokalizacji na maszty i wieże.

Warunki współpracy dyktowała dotychczas strona silniejsza. Obie – radiowa i telewizyjna – decyzje regulatora ze stycznia ub.r. miały to zmienić. Ich skutkiem było bowiem nałożenie na Emitel obowiązku wdrożenia tzw. oferty ramowej – czyli warunków, na jakich inni przedsiębiorcy z branży mogą korzystać z jego infrastruktury. Ta wciąż jednak nie obowiązuje.

W ub.r. trwała ożywiona wymiana korespondencji w tej sprawie między UKE, Emitelem i innymi uczestnikami rynku. Niedawno zakończyły się konsultacje projektu oferty ramowej. Kiedy zostanie wydana decyzja regulatora? – Aktualnie UKE analizuje zgłoszone stanowiska konsultacyjne, których wpłynęło kilkanaście, często bardzo obszernych i zawierających wzajemnie wykluczające się postulaty. Po zakończeniu analizy uwag podjęta zostanie decyzja o ewentualnej zmianie zapisów oferty lub pozostawieniu jej w obecnym kształcie – stwierdza Martin Stysiak, rzecznik prasowy UKE. Dokument po ewentualnych modyfikacjach trzeba będzie jeszcze zgłosić do Komisji Europejskiej.

Wprowadzenia zmian do projektu decyzji UKE chcą zarówno nadawcy i potencjalni konkurenci Emitela, jak i on sam. Pierwsi działaniom regulatora są generalnie przychylni. Radio Eska w swojej opinii projektu podkreśla, że bez umożliwienia dostępu do infrastruktury Emitela – do czego zmierza UKE – nikt nie ma szans na stworzenie „konkurencyjnej oraz kompleksowej oferty”. Z kolei Emitel uważa, że nakładając na niego zbyt duże obowiązki, regulator zamiast zwiększać konkurencyjność ogranicza rozwój rynku.

Zdaniem branży przygotowane przez UKE zapisy nie idą dość daleko. Zajmująca się radiodyfuzją spółka BCAST w piśmie do urzędu stwierdziła wręcz, że niektóre zapisy oferty ramowej „stwarzają wrażenie iluzoryczności”.

Jeszcze bardziej sceptyczny jest Polski Operator Telewizyjny, który w swoim stanowisku uznał, że nawet po uwzględnieniu części uwag z konsultacji oferta ramowa „budzi bardzo duże wątpliwości co do woli wykonania jej warunków przez Emitel”.

POT to spółka dwóch największych telewizji: Polsatu i TVN. Nadawcy założyli ją przed laty – uzyskując zgodę regulatora – właśnie z myślą o przesyłaniu sygnału telewizyjnego. Przez pewien czas firma była uśpiona. Kilka lat temu bez powodzenia rywalizowała z Emitelem w prowadzonym przez UKE przetargu na operatora ósmego multipleksu naziemnej telewizji cyfrowej. Gdyby zaangażowała się teraz na rynku radiodyfuzji, byłaby dużym graczem. Wymaga to jednak ułatwień w dostępie do sieci Emitela.

Większość nadawców wskazuje na wysokie ceny dostępu do infrastruktury zaproponowane przez operatora. Chcieliby albo skorzystać z usług tańszego operatora alternatywnego, albo sami przesyłać swój sygnał. Teraz np. emisja jednego kanału telewizyjnego na MUX8 kosztuje ok. 6 mln zł rocznie. Ale obecne stawki z oferty ramowej obniżki nie umożliwią. Według Eski trzeba je ponownie przeanalizować. Chce tego też m.in. Radio Maryja, podkreślając, że przyjęte przez UKE ceny „nie pozwolą operatorom alternatywnym na konstrukcję konkurencyjnej oferty”.

Urząd przyjął stawki z kalkulacji na podstawie kosztów Emitela – ich poziom ukryto przed branżą ze względu na tajemnicę handlową. Z danych podatkowych publikowanych przez resort finansów wynika, że w 2017 r. koszty uzyskania przychodu spółki wyniosły 446 mln zł przy przychodach 436 mln zł (czyli miała 9,5 mln zł straty). W poprzednich latach obroty były o 30–40 mln zł większe, a wynik finansowy dodatni.

Regulator nie przystał na proponowaną przez firmę waloryzację cen o stopę inflacji. – Uważamy, że powinna być uwzględniona, tym bardziej że regulator zrezygnował z zapisów dotyczących czasowego zakresu umów. Może to oznaczać bardzo długo obowiązujące umowy, w czasie których może dojść do istotnych zmian na rynku. Naszym zdaniem regulator powinien wziąć to pod uwagę – argumentuje rzeczniczka Emitela Beata Grabarczyk-Sito. Kością niezgody są też wymagania formalne wobec spółki: według niej samej zbyt restrykcyjne, a według firm konkurencyjnych – niewystarczające.

Największego w kraju operatora naziemnej infrastruktury radiowo-telewizyjnej UKE próbuje objąć regulacjami po raz trzeci. Poprzednie decyzje, które miały ułatwić działalność konkurentom Emitela, urząd wydał w 2006 i 2010 r. Firma za każdym razem szła do sądu, który uchylał decyzje. Obecny prezes UKE Marcin Cichy mówił DGP w grudniu ub.r., że tym razem urząd jest znacznie lepiej przygotowany do procesu, ale wyroku spodziewa się dopiero za 2-3 lata. Nawet gdyby miał być dla niego niekorzystny, to do tego czasu oferta ramowa mogłaby obowiązywać. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.