Odpowiedzialność tylko na papierze
Już prawie 20 lat Polacy ponoszą koszty dziurawego systemu odpadowego, przez który przeciekają miliardy złotych. Dalsze przymykanie oczu na patologie będzie katastrofalnym błędem, na który nie możemy sobie pozwolić
Jak zostać potentatem pseudorecyklingu odpadów? Wbrew pozorom, nie potrzeba do tego żadnych skomplikowanych maszyn, zakładów produkcyjnych ani wykwalifikowanego personelu. Biznes będzie się kręcił nawet bez… odpadów. Wystarczy komputer, drukarka i gotowość wykorzystania dziur w systemie, by wystawiać dokumenty, deklaracje, że odpady trafiły do recyklera i zostały przez niego przetworzone. Oczywiście trzeba też znaleźć kogoś gotowego za takie dokumenty zapłacić. Ale to też nie będzie trudne. Dzięki takiej deklaracji (precyzyjnie rzecz ujmując – DPR-owi, czyli dokumentowi potwierdzającemu recykling) można bowiem uniknąć wysokich kar za niewywiązanie się ze spoczywającego na przedsiębiorcach obowiązku recyklingu opakowań po swoich produktach. A są to horrendalne kwoty dla każdej firmy, bo sankcja wynosi aż 2700 zł za każdą tonę nieprzetworzonych odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych, której zabrakło, by osiągnąć określony w ustawie minimalny poziom.
Tak długo jak nikt nie wykryje, że zadeklarowany recykling to czysta fikcja, bo odpady zamiast do specjalistycznego zakładu trafiły np. na dzikie wysypisko, biznes się kręci. Wszyscy są zadowoleni, bo bez odpowiedniego nadzoru i systemu kontroli nikt nie jest w stanie udowodnić nabywcy dokumentów, że opisane w nich procesy recyklingu nie miały miejsca. A radość jest tym większa, że papiery te można kupić od nieuczciwych podmiotów dużo taniej, niż gdyby za recykling trzeba było się brać na poważnie, finansując go uczciwie od początku do końca. Powody do zadowolenia ma też firma-krzak, która wystawia DPR-y, bo w praktyce dostaje pieniądze za nic.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.