CAFE podniesie ciśnienie (i ceny) kierowcom, czyli czyste powietrze słono kosztuje
Od 1 stycznia 2025 r. kierowcy znów będą zaskoczeni większymi kosztami. Tym razem nie chodzi jednak o podwyżki cen paliw, ubezpieczeń czy przeglądów, ale kolejny wzrost cen samochodów wybranych marek – nawet o kilka, kilkanaście procent
Kup teraz, bo zaraz będzie drożej”, „ostatni moment na zakup samochodu w lepszej cenie” – przyzwyczailiśmy się już, że nagłówki tytułów prasowych czy hasła reklamowe potrafią podkręcić rzeczywistość, ale faktycznie – tym razem w przypadku wielu marek powyższe zapowiedzi mogą być prawdą. Wchodzące od 1 stycznia 2025 r. przepisy unijnej dyrektywy CAFE (Clean Air For Europe) zaostrzą granicę emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych z dotychczasowego poziomu 95 do 93,6 g na każdy pokonany kilometr. I choć nie wydaje się to dużą wartością, to należy wiedzieć, że zmienia się metodologia liczenia tego limitu. Dotychczas był on przeliczany z poprzedniego, bardziej liberalnego sposobu mierzenia zużycia paliwa (NEDC), a od 1 stycznia będzie obliczany na podstawie bardziej restrykcyjnej, zbliżonej do rzeczywistości normy WLTP. W dotychczasowym ujęciu 95 g CO2/km odpowiadało 115 g CO2/km z poprzedniej normy. Teraz 93,6 g/km to będzie dokładnie tyle, więc samochody, które do tej pory emitowały 115 g CO2/km, a ich silniki nie zostały zmodyfikowane pod kątem zużycia paliwa, będą produkować 21,4 g nadwyżki na każdy przejechany kilometr. A kara za przekroczenie o 1 g to 95 euro, czyli w sumie producent zostanie obciążony unijnym rachunkiem w kwocie 2033 euro. Po przeliczeniu na złotówki według kursu 4,3 i po dodaniu VAT wychodzi na to, że taki samochód od 1 stycznia musi zdrożeć o 10 752 zł i to przed uwzględnieniem marży dealerskiej, która różni się w zależności od marki. Czy tak musi być?
Alternatywą dla samochodów spalinowych, których zakaz rejestracji w Unii Europejskiej wyznaczono na 2035 r., miały być pojazdy zeroemisyjne, przede wszystkim – elektryczne (BEV – Battery Electric Vehicle), tak aby można było obniżyć średnią wartość emisji CO2 dla każdej firmy motoryzacyjnej w UE. A stawka dla przemysłu jest wysoka, bo potencjalna wysokość kar, jakie firmy motoryzacyjne będą musiały zapłacić, będzie liczona nawet w miliardach euro. Koncerny ruszyły więc do opracowywania nowych modeli, przestawiania całych fabryk na produkcję elektryków, za tym poszły rządowe zachęty dla klientów w postaci dopłat do samochodów zero- i niskoemisyjnych, pojawili się gracze stawiający stacje ładowania. Tyle że każdy kraj UE nadał przejściu na zeroemisyjną mobilność inny priorytet, co przełożyło się na różny stopień przyjęcia elektrycznej nowinki przez kierowców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.