Klimatyści nie lubią dyskusji
Są rzeczy, które należy uważać. I takie, których uważać się nie powinno. Przekonał się o tym profesor akademicki i urzędnik wyższego szczebla amerykańskiej administracji Steven Koonin, gdy zaczął mnożyć wątpliwości dotyczące „płonącej planety” oraz „klimatycznego konsensusu”. W efekcie stał się podejrzanym indywiduum, a o wyrzucenie go z roboty na uniwersytecie zaczęli apelować co bardziej wzmożeni wyznawcy religii klimatycznej.
Grzech Koonina polegał na tym, że – w przeciwieństwie do adwersarzy – znał się na rzeczy. Jako fizyk teoretyczny, a potem praktyk polityk klimatycznych wiedział o sprawie dalece więcej niż to, co przeczytał w internecie albo gazetach. Z kolei od wielu kolegów po fachu odróżniała ga ta cecha, która teoretycznie powinna być warunkiem wykonywania zawodu naukowca – nie miał zamiaru składać ambicji dążenia do prawdy na ołtarzu konformizmu i dopasowania do ducha czasów.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.