Pokopenhaska kompromitacja
Tydzień po zakończeniu szczytu w Kopenhadze część państw otwarcie deklaruje bojkot zawartego tam porozumienia. Rozczarowania postawą światowych polityków nie ukrywają przedstawiciele organizacji ekologicznych
Koniec z oświadczeniami polityków o przełomowym porozumieniu. Szczyt w Kopenhadze okazał się "całkowitą katastrofą", przyznała wczoraj przewodząca Unii Europejskiej Szwecja. Zdaniem Sztokholmu winę za to ponoszą Stany Zjednoczone i Chiny.
W Kopenhadze Unia dopiero w ostatniej chwili przyłączyła się do politycznego porozumienia, które Barack Obama wynegocjował z przywódcami Chin, Indii, Brazylii i RPA, choć nie spełniało ono żadnego z postulatów Brukseli. Teraz jednak najwyraźniej tego żałuje. - Kopenhaga okazała się całkowitą porażką. Nie spełniła ona żadnego z naszych oczekiwań - powiedział wczoraj po spotkaniu ministrów ochrony środowiska UE Szwed Andreas Carlgren. - Ale jest jasne, że ani Stanom Zjednoczonym, ani Chinom nie zależało na osiągnięciu czegokolwiek więcej - dodał.
- Unia Europejska z własnej inicjatywy postanowiła, że ograniczy o 20 proc. emisję dwutlenku węgla w stosunku do 1990 r. i zadeklarowała, że może to cięcie pogłębić do 30 proc. jeśli naszym śladem pójdą inne wielkie potęgi świata. Tak jednak się nie stało. Ani Stany Zjednoczone, ani Chiny nie wyszły w Kopenhadze poza wcześniejsze deklaracje - mówi nam Barbara Helfferich, rzeczniczka Komisji Europejskiej ds. ochrony środowiska.
Chińczyków obarczył winą za fiasko Kopenhagi również brytyjski minister ds. energii Ed Miliband. W artykule we wczorajszym Guardianie napisał, iż to Chiny zawetowały wszelkie próby ustalenia w Kopenhadze zobowiązujących limitów emisji dwutlenku węgla, przez co Obama także nie zdecydował się na dalej idące cięcia.
Taka deklaracja natychmiast wywołała jednak wściekłość Pekinu. - Ten, kto napisał ten artykuł, powinien naprawić swoje błędy, wypełnić swoje zobowiązania wobec krajów rozwijających się i powstrzymać się od działalności, która utrudnia współpracę międzynarodową - uznał Jiang Yu, rzecznik chińskiego MSZ. Wzajemne oskarżenia o winę za fiasko kopenhagi to niejedyny problem. Kolejne kraje wycofują się bowiem z ustaleń zawartych w duńskiej stolicy. Wczoraj Brazylia uznała umowę za "zawód", a RPA wręcz oświadczyła, że nie ma zamiaru jej respektować.
Porozumienie zakłada, że do 2050 r. średnia temperatura Ziemi nie zwiększy się o więcej niż 2 stopnie Celsjusza, a od 2020 r. bogate kraje będą przekazywały biednym po 100 mld dolarów rocznie na rozwój zielonych technologii. Nie precyzuje jednak, w jaki sposób osiągnąć te cele i kto miałby je sfinansować. To ma zostać ustalone w trakcie negocjacji w przyszłym roku, tak aby na kolejnym szczycie w Meksyku można było podpisać wiążącą umowę.
- Porozumienie jest mało ambitne i nie obejmuje większości państw świata. Ale jeśli teraz nawet te państwa, które je podpisały, zaczynają się spierać, to w ogóle może nie dojść do żadnej umowy - mówi nam Joris den Blanken, dyrektor ds. zmian klimatycznych w ekologicznej organizacji Greenpeace.
@RY1@i02/2009/251/i02.2009.251.000.013a.001.jpg@RY2@
Brytyjski minister energii obarczył Chiny winą za fiasko
Eydea/BE&W
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu