Dziennik Gazeta Prawana logo

Próby regulacji emisji CO2 to lewicowy absurd

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zależy, jak na to patrzeć. Oczywiście w kategoriach dyplomatycznych to, co się wydarzyło, jest kompletnym fiaskiem, szczególnie jeśli chodzi o wystąpienie Baracka Obamy. Prezydent mówił o "przełomowej chwili" i "wiążących postanowieniach", chwilę później dodał, że to jednak nie wystarczy. Jeśliby oceniać cel, jaki sobie jego administracja powzięła, to jest to ewidentna porażka. Obama w swojej polityce zagranicznej, którą zresztą według mnie lekceważy, chce budować wizerunek USA jako wpływowego, obdarzonego autorytetem mediatora. Tymczasem z Kopenhagi wyjeżdża w atmosferze skandalu. Zamiast łagodzić nastroje, zdenerwował inne delegacje.

Owszem, bo na dłuższą metę bilans tego mizernego porozumienia, a mówiąc szczerze, braku porozumienia, może się okazać korzystny.

Bo przebieg konferencji dowiódł, że przeróżne koalicje cynicznych liderów - np. prezydentów Wenezueli i Boliwii - nie będą dyktować USA warunków. Hugo Chavez i Evo Morales przyjechali do Danii w rewolucyjnych nastrojach. Im w ogóle nie chodziło o klimat, lasy tropikalne czy zieloną energię. Przyjechali uprawiać swoją politykę, walczyć w blasku kamer o socjalistyczną rewolucję i sabotować jakiś abstrakcyjny, wrogi ich zdaniem system. Z powodu takich gości organizowanie podobnych konferencji nie ma sensu i łatwo jest przewidzieć, że nie skończą się one sukcesem merytorycznym.

Tak. Mam nadzieję, że już nikt nie będzie tracić czasu na jałowe dyskusje i przygotowywać kolejną tego typu konferencję. Niech cykl Kioto - Kopenhaga będzie nauczką.

Myślę, że wkrótce wszyscy o tym zapomną. I wszystko wróci do normy.

Przede wszystkim nie dajmy się uwieść liberalnej (w amerykańskim systemie politycznym lewicowej - red.) ideologii ekologicznej. Nie ma zbyt wielu przekonujących dowodów na to, że globalne ocieplenie jest skutkiem działalności człowieka. Równie poważnie można traktować ideę, że temperatura na Ziemi wzrasta w ramach stałych, naturalnych cykli. Trudno jest podporządkować cały przemysł, fundament każdej gospodarki, dywagacjom Ala Gore’a. To zbyt poważna sprawa, by oddawać ją w ręce tak nieodpowiedzialnych jak on ludzi.

Inwestować zawsze warto, jeżeli taki kapitał się zwróci, jeśli nowy wynalazek będzie tańszy czy wydajniejszy. Proponuję jednak odrelatywizować sprawę tzw. zielonej energii, czy to z odnawialnych źródeł, jak wiatr lub woda, czy nieco bardziej kontrowersyjnej energii nuklearnej. Na rozwoju każdej z tych gałęzi ktoś zarobi, a więc jako biznesmen powinien być równouprawniony z tym, który zarabia na wydobyciu ropy i jej przetwórstwie. Obydwaj mają do tego takie samo prawo i nie można pomagać albo subsydiować tego pierwszego, nadając temu jakiś niezwykle szlachetny wymiar.

Myślę, że tak. Jakiekolwiek odgórne próby regulacji produkcji CO2 bądź karania za jego wytwarzanie będą podobnym absurdem, jak regulowanie systemu bankowego czy podobne przykłady wtrącania się władzy w gospodarkę.

@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.010b.001.jpg@RY2@

Edward Luttwak

Eyedea/BE&W

*, politolog, były doradca Białego Domu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.