Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Dwa bieguny walki z globalnym ociepleniem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Zebranym w Kopenhadze politykom z pewnością byłoby łatwiej osiągnąć porozumienie, gdyby na własne oczy mogli się przekonać, na czym polega różnica między regionami najmniej i najbardziej szkodzącymi środowisku.

Do pierwszych należy wyspa Samso, do drugich - ukraiński Donieck.

Czy jest na świecie miejsce, które jest energetycznie samowystarczalne? I na dodatek emisja dwutlenku węgla jest tam równa zeru? Tak, to właśnie niewielka duńska wyspa Samso.

4 tysiące wyspiarzy nie zajęłoby się ekologią, gdyby 11 lat temu nie zbankrutowały ogromne zakłady rzeźnicze, które dawały wielu z nich pracę. Szukając sposobu na walkę z bezrobociem, władze wysepki zdecydowały się stanąć do rozpisanego przez rząd w Kopenhadze konkursu, którego stawką były pieniądze na ekologiczne inwestycje.

Nie minęła nawet dekada i Samso nie dość, że zrealizowało wszystkie cele, to na dodatek stało się energetycznie samowystarczalne. To jedyne takie miejsce na świecie.

- Głównym źródłem energii jest 11 stojących na lądzie turbin wiatrowych. Jedna wytwarza tyle prądu, że starcza na potrzeby 630 domów. Wspólnie produkują rocznie tyle energii, ile uzyskałoby się ze spalenie ponad 3 mln litrów ropy - mówi nam mieszkaniec Samso Erik Andersen. 10 kolejnych turbin, każda o wysokości 103 metrów, postawiono na wodach wokół wyspy. Nadwyżki energii są sprzedawane, a zarobione pieniądze - i to wcale nie takie małe - przeznaczane na nowe inwestycje w zielone technologie.

Zrezygnowano z planów budowy jednej wielkiej elektrowni na węgiel, która miała dostarczać ciepło całej wyspie. Zbudowano za to trzy mniejsze, które opalane są słomą i trocinami. Nie dość, że nie trują, to nie ma jeszcze prawie żadnych strat podczas przesyłania ciepłej wody.

To doświadczenie wykorzystuje już cała Dania. Nie buduje się tam wielkich elektrociepłowni zaopatrujących całe miasta czy wręcz regiony. Zamiast tego Duńczycy postawili na budowę lokalnych ciepłowni, które zasilają osiedla czy nawet grupy kilku domów.

Choć mieszkańcy Samso są wyjątkowo dumni ze swoich ekologicznych osiągnięć, masowo nie porzucili samochodów, a do wyspy wciąż przypływają tradycyjne promy. Ale ponieważ Samso niemal nie produkuje dwutlenku węgla, w ten sposób równoważy CO2 emitowany przez spalinowe silniki. Dzięki temu cała wyspa jest neutralna dla środowiska.

Na drugim biegunie jest ukraiński Donieck, przemysłowa stolica Ukrainy.

W samym tylko mieście działają 22 kopalnie, w samym centrum sowieckie władze postawiły kombinat metalurgiczny. Już mało kto pamięta, że Donieck nazywano kiedyś "miastem róż". Teraz to miasto smogu.

- Sytuacja stale się pogarsza. Przemysłowe wyziewy ustabilizowały się, choć na wyjątkowo wysokim poziomie, ale w tym samym czasie dramatycznie szybko rośnie zanieczyszczenie powietrza przez transport - czytamy w raporcie zamieszczonym na internetowej stronie ekologicznego portalu z Doniecka Doneco.org.ua.

Przekleństwem regionu jest węgiel. Wydobywa i przetwarza się go na miejscu wciąż za pomocą przestarzałych technologii. Na dodatek przez lata był to surowiec tak tani, że nie przejmowano się oszczędzaniem energii. Zbudowane za Chruszczowa i Breżniewa domy są dziurawe jak sito i by je ogrzać, trzeba spalać ogromne ilości węgla.

Przez całe miasto ciągną się wreszcie kilometry rur z ciepłą wodą - położonych wprost na ziemi. - To powoduje ogromne straty, które rekompensuje się... większym spalaniem węgla - stwierdza Doneco.org.ua.

Nic dziwnego, że Donieck od lat przewodzi liście najbardziej zatrutych miast Ukrainy. Władze w Kijowie dostrzegły problem. Opracowano już nawet strategię ekologicznego rozwoju Doniecka do 2020 r. Na przeszkodzie jego realizacji stanął jednak kryzys. Budżet Ukrainy świeci pustkami i nikt nie ma odwagi przeznaczyć pieniędzy na taką fanaberię, jaką jest ekologia.

Obstając przy zasadzie wspólnej odpowiedzialności i nawołując do rozwijania zielonej gospodarki, państwa rozwinięte na konferencji mogą stworzyć narzędzia służące kontroli i ograniczaniu państw rozwijających się. Dlatego też Chiny, broniąc swojego prawa do rozwoju, obstają przy zasadzie "wspólnej, lecz zróżnicowanej odpowiedzialności".

W efekcie, jak wynika z danych World Resources Institute, 70 - 80 proc. znajdujących się obecnie w atmosferze gazów cieplarnianych pochodzi od państw rozwiniętych.

"Państwa zachodnie zmuszają Chiny do podpisania nowego traktatu z Shimonoseki". Kopenhaski traktat klimatyczny porównany został tu do traktatu narzuconego Chinom w 1895 r. po przegranej wojnie z Japonią, który pogwałcił ich suwerenność.

Jej zdaniem sprzeczność stanowisk nie dotyczy tylko największych graczy, ale także pozornie jednolitego bloku, jakim jest UE. Polska i Estonia starają się grać o swoje - pisze New York Times.

, po powrocie do Stanów będzie musiał stawić czoła swoim rodakom - pisze WSJ. Realizacja zapowiedzi Obamy oznacza, że przeciętny Amerykanin musi zmniejszyć roczną emisję CO2 z 5,5 do 0,63 tony. O ile technicznie tak drastyczna redukcja jest możliwa, o tyle przekonanie obywateli do zgody na poniesienie jej kosztów będzie dla Obamy prawdziwym wyzwaniem.

@RY1@i02/2009/239/i02.2009.239.000.010a.001.jpg@RY2@

Donieck, najbardziej zanieczyszczone miasto w Europie

Reuters/Forum

@RY1@i02/2009/239/i02.2009.239.000.010a.002.jpg@RY2@

Duńska wyspa Samso, ekologiczny raj na Ziemi, który jest energetycznie samowystarczalny

AFP

piotr.czarnowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.