Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Biznes nie chce, by Unia składała ekologiczne zobowiązania, jeśli nie zrobi tego reszta świata

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Przedsiębiorcy z Europy obawiają się, że jeśli inne poza unijnymi kraje na świecie nie przyjmą wysokich norm redukcji gazów cieplarnianych, to wysokie koszty prowadzenia biznesu wymuszą zamykanie wielu firm i przenoszenie ich na inne kontynenty.

W poniedziałek w Kopenhadze zaczyna się organizowana przez ONZ konferencja, której celem jest globalne porozumienie na rzecz ochrony klimatu. Przedstawiciele państw z wszystkich kontynentów mają ustalić nowe zasady redukcji emisji gazów cieplarnianych, a głównie CO2.

- Dla europejskiego biznesu jest istotne, żeby w Kopenhadze nie było ze strony Unii spontanicznej deklaracji 30-proc. redukcji gazów cieplarnianych do 2020 roku, jeśli nie będzie gwarancji, że inne państwa rozwinięte spoza UE też się pod tym podpiszą - uważa Daria Kulczycka z PKPP Lewiatan.

W 2012 roku wygasa tak zwany protokół z Kioto, czyli jedyne globalne międzynarodowe porozumienie o ograniczeniu emisji, ratyfikowane przez 141 krajów emitujących około 61 proc. gazów cieplarnianych. Nie ratyfikowały go jednak Stany Zjednoczone, jeden z największych emitentów CO2 na świecie, i w praktyce protokół z Kioto niewiele przyniósł.

Przemysł może stracić

Teraz ma być zastąpiony nowym układem, ale żeby był on skuteczny, konieczne jest porozumienie niemal całego świata. Unia chce być liderem ochrony klimatu i wysoko ustawia cele, ale przyjmując je jednostronnie, gwałtownie pogorszyłaby warunki działania wielu sektorów gospodarki, którym zagrażałaby utrata konkurencyjności.

- Jeżeli będziemy mieć bardzo ostrą politykę klimatyczną, a inni nie, to istnieje prawdopodobieństwo, że część przemysłu lub produkcji energochłonnej przeniesie się poza Unię - mówi dr Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Jego zdaniem zagrożenie utratą konkurencyjności może być też impulsem do rozwoju.

Dopiero w przyszłym ma być dokonany przegląd branż, które mogą być uznane za zagrożone przez politykę klimatyczną. Sektory uznane za takie miałyby otrzymywać darmowe uprawnienia do emisji CO2.

- Aby osiągnąć cel, czy nie dopuścić do wzrostu temperatury, kraje rozwinięte powinny - biorąc za punkt odniesienia 1990 rok - ograniczyć do 2020 roku emisje gazów o 40 proc., a kraje rozwijające się - o 15-30 proc. - mówi dr Andrzej Kassenberg.

Wszyscy zapłacimy za ekologię

Komisja Europejska oceniła, że aby kraje rozwinięte zdołały zrealizować proponowane im cele, to podatnicy tylko w UE powinni do 2020 roku - w ramach specjalnego funduszu - wspomagać te państwa kwotą nie mniejszą niż 30 mld euro rocznie. Przy tym sama Unia nie potrafi na razie określić, w jakiej skali poszczególne państwa powinny ponosić te koszty. Jednak nie o samą gotówkę tu chodzi. Globalne porozumienie będzie trudno osiągnąć, bo państwa i kontynenty dzielą olbrzymie różnice interesów.

- Wszystko wskazuje na to, że nie będzie twardego porozumienia. Głównie dlatego, że USA nie są gotowe. Żeby doszło do porozumienia, delegacja musiałaby mieć decyzje amerykańskiego Senatu, a ten na pewno do grudnia żadnych decyzji w tej sprawie nie podejmie - ocenia Daria Kulczycka.

USA emitują rocznie około 6 mld ton gazów cieplarnianych, a deklarują do 2020 roku redukcję emisji zaledwie o 17 proc. w stosunku do 2005 roku. Unia natomiast za bazowy przyjmuje 1990 rok i jeśli liczyć od tej daty, to okazuje się, że USA gotowe są na redukcję emisji tylko o 3 proc. Do podjęcia wiążących zobowiązań zmniejszenia emisji nie są skore też Chiny. Deklarują natomiast rozwój i wprowadzanie nowych technologii chroniących klimat, na przykład podziemną gazyfikację węgla.

Azja niechętna zmianom

Natomiast Indie emitujące ponad 1 mld ton gazów cieplarnianych rocznie już zapowiedziały, że ich priorytetem jest rozwój gospodarczy. Niemal na pewno nie podejmą w Kopenhadze żadnych konkretnych zobowiązań.

Przedsiębiorcy liczą się z tym, że nawet jeśli nie uda się osiągnąć globalnego porozumienia klimatycznego, to Unia będzie robiła swoje.

- Wiele wskazuje na to, że Unia Europejska będzie prowadziła restrykcyjną politykę pomimo braku porozumienia w Kopenhadze. Przewiduje się dwa możliwe warianty: utrzymanie planów obniżenia emisji o 20 proc. do 2020 roku albo jednostronne podniesienie tej wartości do 30 proc. - mówi Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu Tauron Polska Energia.

@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.166.007a.001.jpg@RY2@

Jakie rozwiązania mogą zostać przyjęte na szczycie w Kopenhadze

Ireneusz Chojnacki

ireneusz.chojnacki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.